Ogłoszenie kupię/sprzedam/zamienię: mgr Krzysztof Leszczyński (z cyklu PORTRETY RADNYCH CHOCIANOWA)

Od paru dni borykam się z poważnym problemem! Chyba wmówiłem sobie albo to efekt jakiejś infekcji spowodowanej brakiem mojej Pani ze snu, że jestem przewrażliwiony. A jednak, choć wielu może to dziwić! Chłonę wszystko jak gąbka, jak papierek lakmusowy wykrywam najmniejszy szept, gest, pospolite polityczne kłamstewka, a tydzień temu na dodatek z przewrażliwienia wyjawiłem, że zgodnie z życzeniem Franciszka Skibickiego jego zasłużony przyjaciel straci funkcję w Radzie Miejskiej Chocianowa.

Trzy życzenia Franciszka Skibickiego do „złotej” rybki

Wszystko to wskazuje, że jestem na tyle przewrażliwiony, by w końcu zabrać się do napisania portretu radnego Krzysztofa Leszczyńskiego.

Mówię szczerze, z zamiarem prezentacji Krzysztofa Leszczyńskiego nosiłem się od początku kadencji 2014-2018, ale realizację odkładałem z dnia na dzień, zupełnie jak z powiedzeniem „dzień dobry” mojej Pani ze snu. Nie przez to, żebym nie umiał, albo nie znał gościa – ociągałem się z napisaniem tego elaboratu. W przypadku radnego Krzysztofa Leszczyńskiego zwykłe zwroty, banalne określenia czy nawet nonszalancja portrecisty w ogóle nie wchodzą w rachubę. To nieprzeciętny obiekt do portretowania.

Radny Krzysztof Leszczyński to nie jest jakiś zwykły radny typu Piotr Piech, który nachalnie włazi w kadr, epatuje potrzebą aktywności, szuka kamery, szuka sposobu, żeby zaistnieć w życiu społecznym, politycznym i medialnym. Zrobienie portretu radnemu Piotrowi Piech nie stanowi problemu – z biegu siadasz do laptopa i… jest

PORTRETY RADNYCH CHOCIANOWA: (mgr) Piotr Piech

Niewiele więcej wysiłku kosztowało mnie odwzorowanie osobowości innego radnego – inż. Krzysztofa Mistoń

PORTRETY RADNYCH CHOCIANOWA: (rzekomo mgr) radny Krzysztof Mistoń

Z łatwością wartą innej sprawy, osobowości radnego Krzysztofa Mistoń można połączyć z radnym Piotrem Piech, bo różni ich tylko aparycja i wzrost. Ale w przypadku radnego Krzysztofa Leszczyńskiego w rachubę wchodzą pojęcia typu „dobro gminy”, „ważny interes społeczny”, „organ stanowiący”,  „porządek sesyjny”, itd… Jeśli chodzi o (byłego) przewodniczącego Rady Miejskiej Chocianowa nie ma mowy o lekceważeniu powagi, nie może zabraknąć odwołań do najświętszych wartości duchowych, katolickiej tradycji, prawa, erudycji, elokwencji, etyki, etosu, emanacji uczciwości, empatii, empirii, ekonomii, ect., ect…

Trudno spotkać drugiego takiego człowieka jak Krzysztof Leszczyński, by od pierwszego wejrzenia nie nabawić się uprzedzeń do siebie. Mówiąc skrótowo, trudno w jego obecności nie zauważyć własnych braków w kulturze bycia, składni, wykształceniu, bogobojności i innych ułomności. Doświadczyłem tego, to wiem… Krzysztof Leszczyński obnaża wszystkie wady, które mamy wrodzone i te nabyte samą swą obecnością. Moje wady obnażył w ten lapidarny sposób, choć – zapewniam – nie jest to przypadek odosobniony. Wielokrotnie od kiedy się znamy przekonywał mnie, że jest lepszym człowiekiem niż ja. Jest lepszym człowiekiem, niż Sławomir Tomczak, lepszym, niż radny Piotr Piech i Krzysztof Mistoń razem i każdy z osobna. Po prostu lepszy…

Nie będę udowadniać, że istnieje logiczny i mentalny związek pomiędzy wybujałą osobowością Krzysztofa Leszczyńskiego, a niezbyt imponującym wynikiem wyborczym, jaki osiągnął w 2014 roku. Łatwo z wyniku byłoby wysnuć wniosek, że elektorat jednak nie ufa osobom prawie idealnym jak Krzysztof Leszczyński ale mogłoby zostać odebrane jako złośliwość, a nie mam takiego celu. Radny w Okręgu nr 8 zdobył zaledwie 92 głosy. Najważniejsze, że jego zalety niepoparte wynikiem wyborczym w 2014 roku od razu docenił Franciszek Skibicki. Na pierwszym posiedzeniu Krzysztof Leszczyński został przewodniczącym Rady.

Moim zdaniem to odpowiedni człowiek do tej „fuchy”. Idealny, bo uporządkowany emocjonalnie, a przy tym elokwentny i odpowiednio niedowartościowany. Jeśli nie wierzycie, zapytajcie każdego z moich znajomych, a potwierdzą, że z uporem maniaka twierdzę, że dla Krzysztofa Leszczyńskiego szczytem możliwości, jakie może osiągnąć w życiu jest funkcja przewodniczącego rady małej pokomunistycznej gminy. Tym samym zgadzam się z twierdzeniem Franciszka Skibickiego, że Krzysztof Leszczyński ma talent i predyspozycje do bycia przewodniczącym, ale nic poza tym. Burmistrz w komentarzu do odwołania Krzysztofa Leszczyńskiego uznał go za „polityka”. Z zażenowaniem (że użyję tego właśnie trudnego słowa) czytałem wywód Franciszka Skibickiego komentującego degradację Krzysztofa Leszczyńskiego do rangi szeregowego radnego.

– Z zażenowaniem czytałem uzasadnienie odwołania przewodniczącego – powiedział burmistrz Chocianowa, Franciszek Skibicki. – W ogóle nie zgadzam się z tymi oskarżeniami. To wieloletni polityk związany z Chocianowem. Nie bez powodu był przewodniczącym. Tylko on potrafił utrzymywać porządek i ład wśród radnych na sesji. To co było, zanim objął to stanowisko, to wstyd powtarzać. Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego chaosu wrócili – dodał.

Radni odwołali przewodniczącego – regionfan.pl

Nie winię radnych, ponieważ nie mają doświadczenia w manipulowaniu obietnicami, które Franciszek Skibicki erudycją Krzysztofa Leszczyńskiego wkładał im do głów. Obawiam się że tym razem Panowie przesadzili w siedzeniu dwoma pośladkami na jedenastu weselach. Obserwacja pobieżna, charakterystyczna dla dzieci, poważnie różni się od wiedzy, a radni Chocianowa przez ostatnie lata opierali się na na pobieżnym zaufaniu do Krzysztofa Leszczyńskiego. „Komendant policji sesyjnej” przez dwa lata karmił radnych informacjami, że jest najlepszy. I rzeczywiście były to najlepsze lata w twórczości radnego. Mariusz Franciszka Skibickiego (gdzie indziej znany jako Krzysztof Leszczyński) tłumaczył, że Rada w tej kadencji przyjęła koncepcję wrażliwości społecznej i priorytetów skierowanych na dobra dzieci. W skrócie – priorytetami miały być punkty przedszkolne, budowa przedszkola i Delfinek, by nauczyć dzieci, jak nie tonąc na niestrzeżonych kąpieliskach. I kiedy pozostało postawienie przysłowiowej kropki nad „i”, Franciszek Skibicki zwerbalizował nowy priorytet polityczny – tym razem burmistrz przybędzie z Lubina.

Myśli jak myśli, marzenia jak marzenia, pobożne życzenia, jak moje wobec Pani ze snu zawsze są tylko wstępem do zupełnie niespodziewanych napięć i konfliktów. Po reakcjach radnych widać, że nie wszystkie priorytety polityczne i ambicje Franciszka Skibickiego może przetłumaczyć jego tłumacz, Krzysztof Leszczyński. Bo musicie wiedzieć, że ten „wieloletni polityk”, jak był łaskaw nazwać go Franciszek Skibicki nie jest politykiem. To translator, a nie polityk. Od kiedy, zwykły tłumacz, który przetłumaczył na język polski wiersz napisany po bułgarsku – z pełnym szacunkiem – zasługuje, by z szacunkiem nazwać go poetą? Krzysztof Leszczyński podjął się żmijowej sztuki przetłumaczenia rojeń Franciszka Skibickiego na język polski.

Nigdy nie wiadomo, na ile Krzysztof Leszczyński wierzy w to, co robi. Myśli jedno, mówi drugie, a jeszcze inną sprawą jest to, co robi. W 2014 roku zrezygnował z kandydowania na stanowisko burmistrza (choć jak i teraz na maksa tego chciał). Nie sprzeciwił się Franciszkowi Skibickiemu, bo ten jeszcze bardziej chciał zostać burmistrzem. Fakt rezygnacji były przewodniczący tłumaczył różnie, w zależności z kim rozmawiał, ale podkreślał, że robi to dla dobra gminy. Dla dobra gminy razem z Franciszkiem Skibickim postanowił dokopać poprzednikowi i doprowadzić do skazania Romana Kowalskiego, co otwierałoby mu drogę do fotela burmistrza. Mi też „dokopał”, ale o tym na razie nie będę się chwalił. Dostałem sążnistego kopa, ale już dawno przestało mnie boleć miejsce, w które mi go zasadzono. Wendeta nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Roman Kowalski po 3 latach stresującej walki udowodnił, że nie popełnił przestępstw, o które go posądzano i ma wielkie szanse, by wrócić na Urząd.

Wendeta Franciszka Skibickiego za publiczne pieniądze

Nie marnując czasu muszę na chwilę powrócić do uprzedzenia, jakim Krzysztof Leszczyński darzył nie tylko Romana Kowalskiego, mnie i całkiem sporą gromadkę ludzi – o dziwo – z własnego kręgu.

Wielokrotnie pokazał, że według jakiegoś klucza dzieli ludzi na godnych i niegodnych rozmowy z nim, czego powinien wystrzegać się każdy, a tym bardziej zdeklarowany zachrystianin i świecki ewangelista w jednym. Nie znam tła konfliktu pomiędzy byłym szefem rady a Sławomirem Tomczakiem (bo chyba bardziej nie chcę, niż nie znam), ale właśnie ten konflikt pokazał, że Krzysztof Leszczyński jest tylko zaściankowym logistykiem polityki Franciszka Skibickiego – intelektualnie bezbronnym w sprawach społecznych i politycznych.

Bazylianka nr 2 – viva la „500+” dla Franciszka Skibickiego

Krzysztof Leszczyński i Franciszek Skibicki stworzyli małostkowy precedens – zmienili zapisy Statutu Gminy, bo pewien osobnik przypominał im, w jaki sposób doszli do władzy.

Sukces Franciszka Skibickiego – radni Chocianowa następny raz uchwalili budowę Przedszkola

Nie potrafili poradzić sobie z człowiekiem, u którego w gazecie publikowali swoje teksty, więc posłużyli się lokalnym prawem, manipulując nim, jak cygan słońcem. Z zażenowaniem (ulubione słowo Franciszka Skibickiego) przyjąłem wiadomość, że Krzysztof Leszczyński został oskarżycielem posiłkowym w sprawie przeciwko Sławomirowi Tomczakowi. Do funkcji przewodniczącego, „komendanta policji sesyjnej”, katolika, magistra administracji, Krzysztof Leszczyński dopisał sobie fuchę „oskarżyciela posiłkowego”. Wzbogaciło się jego życiowe dossier ale czy nie zostało to odebrane jako kompleks i tępe posłuszeństwo w stosunku do Franciszka Skibickiego? Wszyscy, nawet Piotr Piech i Krzysztof Mistoń wiedzą, że tak. Czy w piątek, głosując za odwołaniem Krzysztofa Leszczyńskiego mieli to w pamięci? Jak najbardziej.

Głosowano emocjonalnie, nie merytorycznie, więc uzasadnienie wniosku o odwołanie przewodniczącego nie ma najmniejszego znaczenia. W przewrażliwieniu, jakie dzisiaj mnie dręczy twierdzę, że radni zagłosowali przeciwko nieprzyzwoitym zachowaniem radnego Krzysztofa Leszczyńskiego, przeciwko zrobieniu z gminy groteski ogniska muzycznego. Odwołując przewodniczącego udowodnili, że podświadomie nie chcą tego „chrześcijańskiego” modelu polityki i kultury, którym panowie Krzysztof Leszczyński i Franciszek Skibicki stygmatyzowali każdy bodaj najbardziej nawet zatęchły skrawek gminnej codzienności.

Za dużo czasu w życiu zmarnowałem szukając prostoty wypowiedzi, by teraz z przewrażliwieniem wartym wszystkich cudów świata nie powiedzieć, że „heroda” rady miejskiej Chocianowa odwołali jego mentalni przyjaciele. Ktoś nieuważny mógłby powiedzieć, że Krzysztof Leszczyński zagrał się „na śmierć” dla dobra gminy. Przy całym swym talencie gracza w warcaby, że o partykularyzmie nie wspomnę, wdał się w promocję politycznej wizji Franciszka Skibickiego. Niestety uraził ambicje i interesy grupy innych radnych zgromadzonych w klubie Chocianów 2014 Franciszka Skibickiego. Ostatnia sesja była przykładem próby teatrzyku kukiełkowego. Czy słyszeliście, co powiedział mgr Krzysztof Leszczyński.

I jeszcze to:

…O boziu, boziu , boziu… Krzysztof Leszczyński w końcu, jak na spowiedzi przyznał się, że przekroczył kompetencje. Przeprosił, że przekroczył. Tym samym przyznał, że przekraczał kompetencje już wcześniej, wielokrotnie demokrację traktował jak folwark, o czym FAKTY Chocianów bębnią i grają, jak na instrumencie wymysłu Adolfa Saksa od początku kadencji. Przyznał się do czynu, za który został ukarany przez Krzysztofa Mistoń i Piotra Piech, jak zwykły harcerz. Z zażenowaniem (ulubione słowo Franciszka Skibickiego – przypis mój) muszę przyznać, że Krzysztofa Leszczyńskiego słusznie odwołano z funkcji. I równie słusznie, na pośmiewisko przewodniczącym rady zrobiono Januszka Zielonego. Konflikt „Herod” kontra demokracja i jej ideały w Chocianowie przybrał monstrualne wymiary. Po odwołaniu Krzysztofa Leszczyńskiego rozpoczął się nowy dramat. Ślepa uliczka, którą wybrali konstruktorzy nowego porządku z Januszkiem Zielonym na czele jest ślepa, jak sama nazwa wskazuje. Ślepi jak kociątka Mistoń i Piech nie widzą, że stoją przed ścianą. Krzysztof Leszczyński już raz był odwołany, choć rękami i nogami bronił się, by w 2011 roku utrzymać stanowisko. Przerabiał to, więc ma już doświadczenie, jak postępować.

Razem z byłą przewodniczącą Beatą Rolską wylądował jako pospolity radny w opozycyjnym Klubie POROZUMIENIE z Franciszkiem Skibickim. Pamiętam każde zdanie Krzysztofa Leszczyńskiego z tamtych czasów, włącznie z epizodami z uchyleniem przez Wojewodę uchwały dotyczącej zmiany taryfy PWK czy gloryfikowaniem talentu Stanisława Pępkowskiego, byłego burmistrza Przemkowa, któremu radni rozpisali referendum o odwołanie, a gmina do dzisiaj liże rany po inwestycyjnym boomie, jaki o mało nie skończył się tragedią.

Nie chcę drwić, a jedynie powiedzieć, że nie da się metodą Krzysztofa Leszczyńskiego dbać o „dobro” gminy systematycznie rezygnując z kandydowania na burmistrza – do niedawna wyłącznie na rzecz Franciszka Skibickiego, a aktualnie w imię dobra sponsora z Lubina.

Cytuję:

– To przykre. Myślałem, że to tylko polityczne warcaby, a to już poważna partia szachów – mówił Leszczyński po odwołaniu go z funkcji przewodniczącego rady, dodając: – Wszystko zaczęło się, od kiedy zrezygnowałem z kandydowania na burmistrza. Kierując się dobrem gminy poparłem innego kandydata na to stanowisko, Tomasza Kulczyńskiego. Nadal uważam, że będzie on najlepszym zastępcą po obecnym burmistrzu Skibickim, który więcej o tę funkcję nie będzie zabiegał. To obrócono przeciw mojej osobie i kilku radnych postanowiło na tym skorzystać.

Albo pojęcie dobra u Krzysztofa Leszczyńskiego ma inne znaczenie niż ogólnie przyjęte, albo on sam nie wie, czy dobro gminy jest z nim związane. Mniejsza z tym… Tym razem kandydat „obozu władzy”, o czym Franciszek Skibicki informował w lipcu 2017 roku

Festiwal ludowych myśli

zrzekł się (w nawiasie dla dobra gminy) z funkcji kandydata na burmistrza na rzecz niższego kandydata z Lubina. To przypadek? Drugi raz odwaga i ambicje zostają odsunięte na bok, bo dla dobra gminy lepiej byłoby, żeby burmistrzem nie został Krzysztof Leszczyński. Podoba mi się ta samoocena. Lepiej, żeby gminą rządził Franciszek Skibicki lub inny przybysz z miasta powiatowego Lubin, niż on.

Przewrażliwiony jestem, więc dokonuję kuriozalnych skrótów myślowych? Krzysztof Leszczyński sam siebie traktuje jako zło, więc dla dobra gminy lepiej, żeby nie został burmistrzem. Sami widzicie, że muszę z kompleksami przyznać, że radny z Zacisza jest lepszy ode mnie, choć politycznie i intelektualnie – niekoniecznie. Krzysztof Leszczyński cynicznie ocenił swoje szanse. Nie chcę używać za wielkich słów, ale jeszcze bardziej mylnie ocenił szanse sponsora z Lubina ( jak bardzo mylnie? – przekonał się, tracąc funkcję przewodniczącego rady).

W wyrachowaniu portrecisty na zakończenie wypada podkreślić jeszcze kilka niebanalnych cech, których Krzysztof Leszczyński jako wrażliwy organizm nabawił się przez zbyt długie przebywanie w środowisku Franciszka Skibickiego. Gdy lepiej się przyjrzeć, można odnieść wrażenie, że są bardzo podobni, choć z pozoru nic ich nie łączy, prócz kilku cynicznych gagów, jakie sprawnie stosują od lat. Nie łączy ich ani wzrost, ani zarost, ani elegancja, ani erudycja, ani picie wódki, ani wykształcenie, ani inna rzecz, która ich jest. Mam na myśli lekceważący – sowiecki sposób traktowania ludzi i ateńskiej demokracji. W sumie, wcale mi to nie przeszkadza, a radnym nie przeszkadzało przez ostatnie trzy lata, aż do zeszłego piątku…

Napatrzyłem się na to w młodości, więc nikt mi tego nie odbierze. Cieszę się, że głosami radnych Piotra Piech i Krzysztofa Mistoń przynajmniej przez jakiś czas podobnej edukacyjnej traumy nie doświadczy moja nieletnia córuś, jej koleżanki, że o rówieśnikach płci męskiej nie wspomnę. Niestety tylko to pokolenie mogłoby uwierzyć Krzysztofowi Leszczyńskiemu mówiącemu, że mógł zostać ministrem, papieżem albo nawet świętym mikołajem, ale „dla dobra gminy” wybrał fuchę byłego przewodniczącego Rady Miejskiej Chocianowa.

Informuję, że 43 Sesja Rady nie była castingiem na nowego burmistrza Chocianowa.

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

Dyskusyjne Forum Samorządowe Roberta Harenzy: „Pogodynka Tomasz Kulczyński wskazuje załamanie pogody”

Od kiedy pamiętam po cichu powtarzam, że jestem skromny (o czym krążą już legendy przeze ...

„Czas na zmiany” Tomasza Kulczyńskiego – Chocianów zmienia nazwę na „Lubinowo”…

Samokrytycznie, bez pomocy osób trzecich przyznaję, że jestem jednak człowiekiem słabego charakteru. Obiecałem sobie, że ...