Wyborczy Chocianów w pigułce – polityka, sztuka i… rosyjski dramat

A-ja-ja-jaj. O, Bosiiuuuu..! Sobotę, 8 września 2018 roku zapamiętam do końca swoich szczęśliwych dni. Od wczoraj z dumą, z wyprężoną piersią, jak fakir po żarzących się węglach chodzę wyprostowany, bo już dawno w jeden dzień nie zaznałem tylu rozkoszy (rozkosz kocham, lubię i szanuję – przypis mój). Niestety nie znam alfabetu, więc kolejność następujących po sobie opisów wrażeń przedstawię intuicyjnie, co zapewne będzie odbiegać od kolejności potocznie nazywanej „alfabetyczną”. Prezentacją romansu petersburskiego na wstępie przedstawiłem zwiastun rozkoszy duchowej, tj. sentencji, którą Pani Dyrektor Chocianowskiego Ośrodka Kultury opatrzyła Koncert Romansu Polsko-Rosyjskiego – „Muzyka jest scenografią uczuć”.

Naprawdę! Franciszek Skibicki (burmistrz Chocianowa jeszcze, a już stuprocentowy kandydat na radnego powiatowego Lepszych Polkowic) zadbał, by sobota upłynęła nam nie tylko na rozkoszach wyższych. W Biurze Wystaw Artystycznych CTD Medicus mieliśmy możliwość obejrzenia wystawy zdjęć politycznych przy okazji dnia „darmowych” (za pieniądze gminy) badań, a od wczesnego rana przy fontannie na rynku odbywała się trzecia edycja Narodowego Czytania, czyli słuchowisko na podstawie powieści Stefana Żeromskiego „Przedwiośnie”.

Naprawdę – „działo się”, jak mawia panna Klaudia Beker na Facebooku chocianowskie.info, choć nie wszystko potrafię werbalnie ogarnąć, a tym bardziej przekazać Państwu w tym subiektywnym artykule.

Uwierzcie na słowo, że logistycznie, obyczajowo i kulturotwórczo 8 września 2018 w Chocianowie nie miał ani jednego słabego punktu. Patriotyzmu, realizmu, literatury, sztuki i miłosnych uniesień była pełna furka, na przemian i po kolei – i to w biały dzień, jak w rosyjskich romansach, jak w powieściach Stefana Żeromskiego. Super, super, super… W chrześcijańskim Ośrodku Kultury do samiuśkiej północy odbywały się konkursy, czy „Kariera Nikodema Dyzmy” to opowieść o karierze Franciszka Skibickiego

Brawurowy wstęp mam za sobą, niczym Pani Krystyna Kozołup „za sobą” ma konwenanse i rozum, więc teraz gwałtownie ściągam lejce emocji, by pozytywistycznie przejść do… „dzieła”!

Najpierw, tuż po godzinie 10:03 uczestniczyłem w słuchowisku pod nazwą Narodowe Czytanie przy fontannie! Kto chce, niech wierzy, gdy ma na to chęć – jak mawiał Tomasz z Akwinu – że na nowo odkryłem powieść pod powszechnie znanym tytułem „Przedwiośnie”. Odkryłem na nowo idealizm, czystość duszy człowieka, z tym, że wyjątkowo nierozumny, jakby żywcem wyniesiony z początków ubiegłego wieku. Przy romansowo-patriotycznej muzyce fontanny dotarło do mnie, że trendy myślenia w Chocianowie nie zmieniły się ani o jotę od tamtych czasów, choć ponoć wszystko ewoluuje wokół.

Czy usłyszeliście, jak fontanna romantycznie wtóruje na przykład lektorowi Franciszkowi Skibickiemu?

Oczywiście nie wiem, według jakiego klucza Pani Jolanta Floryn, Dyrektor Biblioteki, organizatorka czytania przydzielała cytaty powieści poszczególnym celebrytom Chocianowa i młodzieży studenckiej, dlatego nie utyskuję, że ksiądz proboszcz tutejszej parafii miał do odczytania najtrudniejszy fragment o bolszewickiej idei wyzwolenia proletariatu z niewoli burżujów.

Za to – moim zdaniem – niezmiernie adekwatna była kwestia, którą w słuchowisku odgrywała Pani Dyrektor ChOKu. Gdyby to czytała moja Pani ze snu, byłbym oczywiście zasłuchany, jak trusia, ale w tym przypadku myślami byłem już przy kwestii młodopolskiej naiwności związanej z budową „szklanych domów”.

Chyba ze dwa razy w życiu mieszkałem przy ulicy imieniem Stefana, autora tej przejmującej romantycznej epopei, a nawet dokładnie 35 lat temu na maturze piłowałem temat Cezarego, Przedwiośnia i historycznej fotorelacji ze stosunków społecznych panujących w okresie barbarzyństwa sowieckiego, ale ważniejsze jest to, że powieść Żeromskiego zrozumiałem i odkryłem na nowo wczoraj, dzięki lektorom i setnej rocznicy Cudu nad Wisłą.

Weźmy choćby prosty przykład Franciszka Skibickiego, który od młodości dziarsko wcielał w życie komsomolskie prawdy o równości społecznej, władzy proletariatu, zresztą emancypowała go sama Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Dzisiaj czyta, że bolszewicy to zaraza, choć moim skromnym zdaniem nadal wciąż kultywuje prawdę mówiącą, że Polska jest prowincją Rosji.

Mam za sobą już dwa chocianowskie narodowe czytania –

Quo vadis…, radni z Chocianowa?
XXXIII Sesja Rady. W Chocianowie znów kolektyw i krasnoludki zmieniają Statut Gminy i nazwy ulic?

– stąd moja swoboda w wypowiadaniu tez o politycznym zabarwieniu, no może nawet z domieszką wiedzy literackiej. Obecność tych a nie innych lektorów odczytuję więc jako kontynuację romansu polsko-rosyjskiego, którego kiedyś ucieleśnieniem był Cezary Baryka. Radny Krzysztof Leszczyński, narodowiec (zjednoczony w partii z chrześcijanami – nazwa ZChN), Piotr Piech (młody liberał z ciągotkami do populizmu), radny Janusz Zielony (bez wyraźnych preferencji politycznych i światopoglądowych – czyli bezpaństwowiec), radny powiatowy Henryk Czekajło (członek PiS – Partia i Sprawiedliwość – przypis mój) zjednoczeni przeżywaniem odzyskania wolności myślami są przy kampanii wyborczej do samorządu.

Żaden z nich nie czytał przydzielonych kwestii ze zrozumieniem, a już na pewno nie z powodu fascynacji odpowiedzialną myślą Stefana Żeromskiego na temat polskiej państwowości, walki klas, czy przynależności do tej czy innej kultury. Tak jak sto lat temu, tak i niedawno, przed rewolucją ustrojową Polski historia mieszała się z rosyjskim najeźdźcą, wcale nie bardziej przez mieszanie krwi w romansach polsko-rosyjskich (tfu, chciałem powiedzieć mieszanie „kultur”). Na nowo odkrywam „Przedwiośnie”, bo w Chocianowie jakiś stado Baryków (w tym ten z Lubina) mówi o szklanych domach, to znaczy o szklanych darmowych autobusach, darmowej cytologii, a nawet o całkiem miło brzmiących ideach równości społecznej, miłości do prawdy, miłości do ludzi, miłości do romansu każdego z każdym – byleby odnieść sukces wyborczy.

Pamiętam, jak rok temu o tej porze wpadłem w melancholię pisząc teksty

Dywan ścienny przedstawiający umizgi Jowisza
Kiedy faceci siłują się na ręce, paprotki spadają ze stołu…

Nie cofam jednak żadnego napisanego wtedy zdania. Wielbiciel romansu polsko-rosyjskiego, niejaki Tadeusz marszałek Samborski znów przywiózł do Chocianowa ten sam znany mu aż nadto dobrze spot wyborczy. Na plakatach zapraszających na event wyborczy dopisano tylko dodatkowe nazwisko Cezarego Przybylskiego jako honorowego sponsora koncertu, bo on też w ferworze kampanii wyborczej nie może zostać pominięty w promocji.

Szanowni Czytelnicy,
czyż nie mówiłem (Dyskusyjne Forum Samorządowe Roberta Harenzy: Wakacje przed burzą…), że po wakacjach będziemy mieli totalną eksplozję prospołecznych, ideologicznych, charytatywnych inicjatyw różnych ludzi i środowisk agitujących politycznie, raz wykorzystujących kulejącą służbę zdrowia, to znowu promujących się za pomocą literatury, patriotyzmu, jak w przypadku Narodowego Czytania

Ze smutkiem muszę przyznać, że trudna do ogarnięcia kwestia czytana przez Księdza Stanisława Łobodzica o wyswabadzaniu proletariatu ze szponów burżuazji ma się tyle do prawdy, co moje prawicowe poglądy do rozgrywek piłki możnej. Czyli nic! Bolszewicy mieli za zadanie upodmiotowić lud, a upodmiotowili siebie. Nie wierzycie? Posłuchajcie słowa wstępnego Pani Krystyny Kozołup, jaki wygłosiła w ramach romansu polsko-rosyjskiego – lud powitała na końcu, a najpierw arystokratę marszałka Tadeusza Samborskiego i zaraz potem arystokratę burmistrza Franciszka Skibickiego.

Jak nie trudno zauważyć, bolszewicka rewolucja nic nie wskórała, nie zmieniła kolejności w witaniu szacownych gości, ani relacji między „arystokracją”, a ludem. Niby wszyscy wiedzą, że bez widowni nie ma polityki, ale wciąż niezmiennie od 100 lat najpierw witani są carowie, których rzekomo w pień wycieli bolszewiccy idealiści. Oczywiście mój arystokratyczny stosunek do kultury nie ucierpiał, jeśli najpierw witany jest marszałek, później burmistrz, czyli funkcyjni społeczeństwa, zresztą podobnie jak Anna Pichała, być może przyszła burmistrz Chocianowa, której obecność na koncercie milczeniem ominęła kulturalna konferansjerka Pani Krystyna Kozołup.

Wybaczcie, ale w swoim mało „alfabetycznym” przekazie, zanim przejdę do relacji z wystawy zdjęć wystawionej w Biurze Wystaw Artystycznych DTD Medicus na chwilę wrócę do Narodowego Czytania.

Kandydat na burmistrza Chocianowa. Janusz Zielony dostał do odczytania wizję „szklanych domów” starego Baryki

Nikt mi nie wmówi, że romantyczna idea „szklanych domów” umarła wraz ze śmiercią Stefana Żeromskiego. Ojciec Cezarego na początku zeszłego wieku romantycznie mataczył o prostocie, idealizmie, o czystości i niskich kosztach budowania sterylnego Państwa, a tu dowiaduję się, że pewien twórczy człowiek z Lubina już buduje szklane domy, ogłaszając różne wyborcze mrzonki, o tym, że na przykład od 1 paździenika 2018 roku proletariusz Robert Harenza „za darmo” śmigać będzie do Lubina i z Lubina, nawet cztery razy dziennie, jeśli tylko mu się to zamarzy. Jeśli ktoś nie wierzy, proszę przeczytać romantyczną informację panny Klaudi Beker na portalu „przedwiośnie.Kluczyński.info”

Autobusy pojadą do Chocianowa – chocianowskie.info

Czyż nie wypada nam z radości całować nóżek nienarodzonego, że chocianowskie.info po bolszewicku obiecuje, że śliwki wyrosną na Placu Pigalle? Franciszek Skibicki, jak plagę, zesłał nam całe stado krętaczy, fantastów, i innych… nietypowych stworów (Shrek). Założę się (jeśli przegram, oddam najdroższą moją Panią ze snu…), że komunikacja nie ruszy do czasu rozstrzygnięcia wyborów, może w nowym roku, a i w to wątpię najbardziej. Stary Baryka „szklane domy” umiejscowił w wyzwolonej Polsce, ale na myśli miał kulturę i demokrację zachodu, czyli kłamał jak z nut. Ten sam rodzaj kłamstwa spostrzegłem na wystawie zdjęć w ośrodku zdrowia, który dzięki Franciszkowi Skibickiemu, rewolucji ustrojowej w 1989 roku stał się miejscem agitacji politycznej.



Szanowni Odbiorcy,
dzisiejszy liberalizm zakłada rewolucyjne zmiany w mentalności mało liberalnych społeczeństw, ale nie do tego stopnia, by znowu sowiecka ideologia opiekuńczości nie wkurzyła tych, którzy ciężko pracują na tanie rozdawnictwo, czyli kandydatów na carów, radnych, wójtów, burmistrzów i innych trybunów ludowych. I choć nadal jestem spięty mnogością politycznych wydarzeń i eventów wczorajszego dnia, twierdzę, że czas kampanii wyborczej nie jest najlepszym momentem, by dowiadywać się, że jakiś filantrop z Lubina, pozując do zdjęć wmówił mi pierdołę, że jeśli starostwo lubińskie wysłało pismo do starostwa polkowickiego, to znaczy, że w październiku w Chocianowie zobaczymy wielkanocne (żółte) autobusy, słowem „przedwiośnie” zmian w Chocianowie.

Powoli, zmierzając już do pointy, powinienem podkreślić, że pisząc o romansach (takich czy innych) bądź o aktualnej polityce piszę nazbyt długie teksty.W sumie nudzę, jakby to lapidarnie określiła panna Klaudia Beker. Cały mój wywód można przecież zawrzeć w jednym zdaniu: „Rosyjski dramat, bądź romans – wszystko jedno!”. W miłości – jak w kampanii wyborczej – liczy się przede wszystkim „scenografia uczuć”, czyli muzyka, a reszta to burżuazyjna (po)nowoczesność.

 

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

Burmistrz Chocianowa w żałobie po stracie chocianowskiego.info. Nie przybył na Dni Parchowa…

Wielu czytelników FAKTY Chocianów zaskoczę tym, co powiem. Przy okazji komentarza do Dni Parchowa muszę ...

Dochody Gminy Chocianów w katastrofalnym stanie! Mamy za to drogi i relaks nad stawem przy stawie…

„Czego, by się nie dotknął, zawsze spieprzy…” – mówi się o niektórych ludziach. Wypisz wymaluj ...