Dywan ścienny przedstawiający umizgi Jowisza

Uwierzycie, że nic mi się nie chce? Nic – ani czytać, ani słuchać muzyki disco-polo niesionej chrześcijańskimi falami Radia Plus, ani nawet analizować informacji i narodowej publicystyki, choćby i z samego TVN24. Daleko na Karaibach, daleko, daleko skąd pochodzą piraci i muzyka do filmów, szaleje jakaś Irma, ale to też teraz mnie nie wzrusza, nie przeraża, nie wzbudza emocji, jak często ma to miejsce w innym czasie, kiedy mam do czynienia z anomaliami, kataklizmami, naturą innych ludzi, a nawet własną.

Od paru dni przechadzki „po mieście” melancholijnie ograniczam do niezbędnego minimum. Oczywiście czasami wychodzę na balkon zapalić papierosa, ale nie za często, by nie prowokować niepotrzebnych emocji u sąsiadujących poniżej pracowników instytucji kultury. Wychodzę z konieczności tu i ówdzie, tak jak niedawno do Chocianowskiego Ośrodka Kultury na koncert o jednoznacznie brzmiącym tytule „Romanse Polsko-Rosyjskie”. I także tę czynność wykonałem bez entuzjazmu, raczej służbowo, bez motylków w oczach, bez radości i nadziei, że usłyszę jakieś miłe „dzień dobry”, zobaczę wymarzony uśmiech, albo Franciszka Skibickiego, albo chociaż moją Panią ze snów – a nie wszędzie ten dywan ścienny przedstawiający umizgi Jowisza.

Kompletnie nie mam ochoty ani na zaloty, ani na zgrabny sen – jakby to powiedział mój kolega z wojska, widząc mnie teraz. Nie potrafię pisać, ani nawet myśleć o pisaniu. Nie chce mi się pisać nawet na temat Franciszka Skibickiego! Fatalnie. Ani o tym, że Prokuratura odmawia wszczęcia śledztwa za przekroczenie przez niego uprawnień,choć jednocześnie skierowała do Sądu Karnego akt oskarżenia przeciwko zwykłemu chuliganowi i furiatowi o pseudonimie Bazyl za to, że zamknął drzwi przed radnym Krzysztofem Leszczyńskim, a na Januszka Zielonego zamachnął się plastikową butelką po wodzie gazowanej marki „Żywiec”, czym spowodował u w/w rajców zagrożenie życia i być może skutek długotrwałego uszczerbku na zdrowiu. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, na ile prawdziwe są nieoficjalne informacje, że prokuratura lubińska lubi byłego prokuratora Marka Zajączkowskiego, którego pasjami opłaca Franciszek Skibicki, by ten w razie potrzeby przekonał tego czy innego prokuratora o dobrym dla władcy Chocianowa załatwieniu sprawy.

Pieniądze czynią cuda. Śledztwo przeciwko Franciszkowi Skibickiemu – nie! Zbiorczy akt oskarżenia przeciwko osobie niewygodnej dla Franciszka Skibickiego – tak! Tak było w przypadku Romana Kowalskiego, dęte zarzuty, porażka Marka Zajączkowskiego przed sądem, a teraz przy okazji zemsty na Tomczaku sąd osądzi stopień frustracji byłego kolegi Franciszka Skibickiego i jego Krzysztofa Leszczyński.

Tuż obok, przede mną leży chrześcijańskie w sferze ducha i szczere w kwestii litery i cyfry sprawozdanie z wykonania Planów Finansowych instytucji Kultury za I półrocze 2017 roku oraz inne sprawozdania Franciszka Skibickiego z ciężkiej pracy, jaką wykonywał do 30 czerwca 2017, ale nie patrzę na nie. A właściwie niechętnie zerkam w ich kierunku, jak na huragan Irma albo piratów. W gruncie rzeczy czuję, jakby to był właśnie ten prześladujący mnie dywan ścienny przedstawiający umizgi Jowisza, coś w rodzaju peerelowskiej makaty z jelonkiem na rykowisku, jaką na pewno i burmistrz Franciszek Skibicki pamięta z młodości.

Zarządzenie Burmistrza Miasta i Gminy z dnia 30 sierpnia 2017 w sprawie przedstawienia Radzie Miejskiej w Chocianowie i Regionalnej Izbie Obrachunkowej we Wrocławiu informacji o przebiegu wykonania budżetu gminy Chocianów, informacji o kształtowaniu się wieloletniej prognozy finansowej oraz informacji o przebiegu wykonania planów finansowych gminnych instytucji kultury za pierwsze półrocze 2017

Młodzież sympatyzująca z FAKTY Chocianów po tym wyznaniu będzie zdruzgotana, że nie stać mnie, żeby odmalować choćby uroczy portret radnego Janusza Zielonego, który jak pewien bohater „Ucho prezesa” wciąż stoi w poczekalni do władzy, to na dodatek wprowadzam treści i elementy depresyjne do tekstów portalu, czyli trochę też do chocianowskiego życia publicznego. Wiem. To nachalny efekt mojej jesiennej melancholii. W szarudze deszczu, po skończonym sezonie plenerowym zawsze mam ten sam poziom złej energii. Nie chce mi się nawet kłócić, ani przeklinać, więc tym bardziej napisać recenzję z koncertu o romansach. Nie poradzę, jeśli wszędzie widzę ten szaro-bury „dywan ścienny przedstawiający umizgi Jowisza”.

Na szczęście jestem już w tym momencie monologu, w którym szeroką publikę (w tym moją Panią ze snów) wypada poinformować, czym naprawdę jest ten mój „dywan ścienny przedstawiający umizgi Jowisza”. Uchylam rąbka melancholijnej tajemnicy. „Dywan” to alegoria pochodząca z komedii Moliera o tytule „Skąpiec”, a jej nachalne przywołanie ostatecznie przypieczętował widok Członka Zarządu Województwa Dolnośląskiego, wiecznego przyjaciela Franciszka Skibickiego jeszcze z czasów sojuszu robotniczo-chłopskiego, czyli peerelowskiej współwładzy PZPR i PSLu, byłego wojewody, Tadeusza Samborskiego. Dywan widziałem już podczas czytania sprawozdania z wykonania budżetu z I półrocze, ale dopiero pobyt na „koncercie” ostatecznie zdecydował o kształcie felietonu. Kto czytał poprzedni mój artykuł (XXXIII Sesja Rady. W Chocianowie znów kolektyw i krasnoludki zmieniają Statut Gminy i nazwy ulic?) zorientuje się, że o tym właśnie człowieku wspomniałem na wstępie w kontekście Franciszka Skibickiego, pieniędzy, polityki i… miłości.

Przyjaciel naszego burmistrza wspaniałomyślnie i osobiście przywiózł do Chocianowa koncert „Romanse Polsko-Rosyjskie” w ramach umizgów politycznych przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi. Mój tytułowy „dywan ścienny” – kontynuując wyjaśnienia – w sztuce Moliera to jeden z wielu niepotrzebnych, kiczowatych staroci, przedmiot, który zmuszony był zakupić młody człowiek z powodu – mówiąc w skrócie – miłości.

Więc naiwność i miłość chodzą w parze – myślę melancholijnie – nie od czasów PRLu, ale nieustanne od epoki Moliera i także wcześniej chodziły. Posłuchajcie, w jaki sposób swe umizgi polityczne na scenie chrześcijańskiego Ośrodka Kultury zaczął uprawiać rówieśnik Franciszka Skibickiego:

Później było już tylko ciekawiej, z wdzięcznością do lokalnej władzy, z miłością do i wielce rozkochanej w romansach Pani Sekretarz Gminy

Wcześniej wspominałem, że naiwność i miłość od zarania dziejów chodzą w parze. Naiwnie i z miłości chłopak Moliera musiał kupić stertę gratów, w tym ów „dywan ścienny przedstawiający umizgi Jowisza”. Mieszkańcy Chocianowa decyzją Franciszka Skibickiego musieli kupić koncert romansów, a przy okazji tego typu umizgi marszałka województwa na temat uniwersalnego znaczenia pojęcia miłości.

Ups. Franciszek Skibicki wcisnął nam taki dywan ścienny, raczej imitujący Sztukę, budzący uczucia trącające chałturą, nic prawdziwego, stara śpiewka, opowiastka o miłości, imitacja prawdziwego bicia serca, żenujący akt politycznej hochsztaplerki (choć sam patron Franciszek Skibicki nie pojawił się na koncercie). Musicie wiedzieć, że obok marszałków Cezarego Przybylskiego, lidera Dolnośląskiego Ruchu Samorządowego, który w ramach politycznej wspaniałomyślności Franciszkowi Skibickiemu pomógł zbudować przedszkole integracyjne, obok marszałka Michalaka, który zarządzając transportem w regionie instrumentalnie wsparł Franciszka w budowie chodnika w Parchowie, poszukał nawet specjalnych pieniędzy na przebudowę drogi wojewódzkiej na terenie Chocianowa do niedawna nazywanego ulicą II Armii Wojska Polskiego, teraz przyszedł na kulturalny marketing polityczny lidera postpeerelowskiej nomenklatury, niejakiego Samborskiego. Kaganek Kultury, który w Chocianowie dzierży Pani Krystyna Kozołup na koncercie zabłysnął umizgami samego Jowisza przeszłości. Kicz, choć w tle jest miłość, polityka uprawiana w oparach romansu, śpiewu. Bez ironii powiem, że z mojej strony na zasłużone podkreślenie może liczyć tylko chrześcijańska scenografia koncertu o romansie polsko-rosyjskim. Scenografia, co widać na „dywanie ściennym” w minimalizmie czarno-białej formy nawiązuje do biblijnego drzewka miłości, grzechu i muzyki. Tym samym składam wyrazy uznania dla szalonego melancholijnego zaangażowania w graficzne przedstawienie tematu koncertu przez pracowników ChOKu.

Z tego wszystkiego, po koncercie, już kładąc się spać, postanowiłem, że jeszcze przez chwilkę literaturę i publicystykę spróbuję zamienić w jakiś fakt, konkret, coś znajomego każdemu człowiekowi. Przyszedł mi do głowy pomysł, żeby pomilczeć o miłości! Z melancholią w ruchach dłonią bezbłędnie odszukałem pierś kobiety leżącej obok mnie. Do tej pory milczę!

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

Dochody Gminy Chocianów w katastrofalnym stanie! Mamy za to drogi i relaks nad stawem przy stawie…

„Czego, by się nie dotknął, zawsze spieprzy…” – mówi się o niektórych ludziach. Wypisz wymaluj ...

„Z góry lepiej widzę Chocianów…”. Szklarska Poręba – wywiad z radną Anną Pichałą

Robert Harenza: Dzień dobry. Świat jest jednak mały. Idę po Szklarskiej Porębie i kogo spotykam? ...