Jagodzianka franciszkańska. W regionie mówią o niej „perełka”!

Cieszę się, że dzięki pani Krystynie Kozołup, dyrektor Chocianowskiego Ośrodka Kultury Dni Jagody stają się regionalną perełką – cieszył się burmistrz Franciszek SKIBICKI. – W tym roku postaraliśmy się o bogaty program dwudniowego świętowania, bo w oba dni chcemy nie tylko korzystać z dobrodziejstwa zespołów uczestniczących w Festiwalu KYCZERA, ale zaprezentować to wszystko co tańczy, gra i śpiewa pod sztandarami Chocianowskiego Ośrodka Kultury. Dni Jagody to święto Chocianowa i jego mieszkańców i mam nadzieję, że to świętowania jest ważnym czynnikiem budującym lokalną społeczność.

Korowód na otwarcie Dni Jagody (FOTO) – e-legnickie.pl

Wiem, że znów rozczaruję młodzież sympatyzującą z FAKTY Chocianów. Młodzież życzyłaby sobie, żebym teraz skomentował propagandowe bajdurzenie Franciszka Skibickiego o jakiejś perle w charakterystyczny dla siebie surowy sposób. O, nie! Na pewno nie napiszę, że Franciszek Skibicki kłamie, choć bardzo niezgrabnie mija się z prawdą. Nie napiszę więc, że Dzień Jagody, dalej zwany jagodzianką, od początku wygląda tak samo. Jako perełka robi już od ponad dekady, czyżby Franciszek Skibicki zapomniał? Ani słowem nie wspomnę, że już za czasów dyrektor Anny Jabłońskiej tak właśnie o jagodziance mówił i myślał Franciszek Skibicki, a wtedy wszystko było dzięki Annie Jabłońskiej. Później nastała Mirosława Krynicka- Woźniak i też dzięki niej Dzień Jagody był perełką. Pani dyrektor Krystyna Kozołup nic nie zmieniła w smaku tej „perełki”, choć tego nie powiem na głos ze względu na sentyment do Pani ze snu, a jeszcze bardziej, żeby nie denerwować aktualnej dyrekcji Chocianowskiego Ośrodka Kultury. Z tych samych powodów nie wyjawię, że Pani Krystyna Kozołup zmieniła tylko sposób zawożenia gratów potrzebnych do sympatycznego biesiadowania święta. Za czasów Mirosławy Krynickiej-Woźniak panie od kulturalno oświatowego upowszechniania folkloru woziły sprzęt dwukołowym wózkiem pchanym przez całe miasto. Zmieniło się, bo teraz potrzebne na Dzień Jagody drobiazgi pracownice wożą prywatnymi autami.

Na pewno dla wielu osób (nie tylko młodzieży) rozczarowujący będzie i ten akapit. Stanowczo przyrzekłem sobie, że dzisiaj nie będę pisać krytycznie i źle o Franciszku Skibickim. Nie napiszę zatem, że smak jagodzianki uderza do głów tym samym propagandowym blichtrem, gospodarską destylatyrą, słowem trąci myszką od chwili jej powstania. Dla autora formuła i skład jagodzianki jest dobry na każde czasy, choć teraz dekada w rozwoju cywilizacji to całe wieki. Franciszek Skibicki nie ewoluuje, więc i produkt przez niego wymyślony tworzony jest według prastarej receptury. Wzbraniam się, żeby jednoznacznie Dzień Jagody nazwać Dożynkami Miejskimi, choć taką konwencję i źródło pochodzenia ma ta regionalna „perełka” Franciszka Skibickiego. Za skarby świata nie przedstawią podobieństw Święta Jagody do wiejskiego Święta Plonów. Po pierwsze, primo, nie przedstawię w punktach podobieństw jagodzianki z znaną od wieków wiejską dożynkową obrzędowością:

1) Dożynki mają swój korowód z wieńcami. Dzień Jagody ma sino-żowty korowód tancerzy i grajków Świat pod Kyczerą.

2) Na dożynkach wybiera się najpiękniejszy wieniec dożynkowy. Dzień Jagody ma swoje konkursy na najpiękniej utrefione stoisko sołeckie oraz najsmaczniejsze potrawy.

3) Dożynki to folklor feudalnej wsi. Dzień Jagody to folklor zespołu ECHO, bez którego pogwizdywania i nie zawsze nastrojonych instrumentów Franciszek Skibicki nie czułby się sobą.

4) Dożynki kończą się potańcówką. Dzień Jagody kończy się zabawą taneczną.

5) Na dożynkach zanosi się prezenty do Kościoła. Na Dniu Jagody sołtysi idą do Kościoła z darami w postaci wyszukanych potraw jagodowych.

6) Itd., itd…

Jak nietrudno zauważyć, dzisiaj nie możecie oczekiwać ode mnie nadmiernej surowości. Uznałem, że zapasy sarkazmu, drwiny i krytycznego spojrzenia na wszystkie wielkie dzieła Franciszka Skibickiego powinienem oszczędzać dla lepszej sprawy. A mam przed sobą do napisanie temat lekki, łatwy i przyjemny, tzn. osobistą relację, recenzję, migawkę – jak zwał tak zwał – z pobytu na XIV Dniu Jagody w Chocianowie. Nie chcąc popełnić powtórek, zabierając się do pisania jagodzianki najpierw skrupulatnie przeczytałem swoje opinie o XIII Dniu Jagody. W tekście XIII Dzień Jagody w Chocianowie! „Ruda tańczy, jak szalona”… zachwalałem walory diso-polo, a w każdym razie nie chciałem urazić wrażliwości fanów tego gatunku muzyki. Zapewniam, że nie w tym roku nie chcę popełniać powtórek, choć to trudne zadanie zważywszy, że XIII Jagoda niczym nie różni się od XIV- ej! Słowo – nie będzie nic o disco-polo, tym bardziej, że wykluczyłem siebie z uczestnictwa w tych częściach bogatego programu XIV Dnia Jagody. Nie słyszałem ani Pięknych, ani Młodych jak zespół BASTA. Gorzej może być z dotrzymaniem słowa, jeśli chodzi o artykuł XIII Dzień Jagody. Socrealizm powraca – „Hospady pomyłuj”…, w którym konwencjonalnie nawiązałem do epoki socrealizmu, tak w przypadku artystycznego smaku, jak i kreacji dyrektor Chocianowskiego Ośrodka Kultury, Pani Krystyny Kozołup. Obiecuję jednak, że tym razem nawet słowem nie pisnę na temat kreacji Pani organizatorki, choć zobaczymy, czy wytrzymam w tym przeświadczeniu do końca artykułu.

Za to na pewno nie napiszę, że Franciszek Skibicki przesadził z tym propagandowo brzmiącym określeniem: „na bogato”. Przecież wiem, że ten przymiotnik (perełka) wywodzi się z nomenklatury, której korzenie tkwią jeszcze w średniowieczu, choć Franciszek Skibicki zna go z antychrześcijańskich czasów PRLu. Proszę mi wybaczyć, ale nie powiem wprost, że jagodzianka od dawna jest anachronizmem, a także tego, że nie starczyło mi determinacji, by już w 2011 skutecznie skończyć jej żywot.

Czas ogłosić, że następny XIV Dzień Jagody przeszedł do historii. Podkreślenia wymaga, że także Pani dyrektor ChOK Krystyna Kozołup zdaniem burmistrza przeszła samą siebie (choć tego na własne oczy nie zauważyłem). Franciszek Skibicki przeszedł rubikon wytrzymując trudy dwudniówki (w tym między innymi trudy artystycznego aspektu tego eventu). A ja…? Ja przeszedłem następne rozczarowanie. Rozczarowały mnie głównie moje reakcje – tak sobie teraz nieśmiało myślę. Zauważyłem, że wszystko na XIV Dniu Jagody podobało mi się, jak nowy telefon, choć jednocześnie nic nie zasługiwało na uwagę, a tym bardziej zachwyt. Były same powtórki (Kyczera, ECHO, podnoszenie ciężarów, disco-polo, clown na scenie jako konferansjer, standardowo Sebastian Bielski nagłaśniał, a Pani dyrektor Krystyna na scenie niańczyła burmistrza i mikrofon). A jednak nie będę w czambuł potępiać wszystkich tanich sztuczek, które Franciszek Skibicki na „bardzo bogato” od ćwierćwiecza podsuwa społeczności gminnej. Nikt mnie nie zmusi, żebym powiedział złe słowo o „czole” jagodziankowego pochodu. Spodobało mi się, że po raz pierwszy na czele korowodu szedł kwiat lokalnych patriotów, a mianowicie sam „komendant policji sesyjnej”, przewodniczący Rady, magister Krzysztof Leszczyński (na zdjęciu mocno po prawej) i dwóch jego zastępców, Janusz Zielony i Jerzy Likus. Krzysztof Mistoń szedł centralnie z orłem na piersi z boku…

Szanowna publiczności,
ten moment trzeba uznać za prawdziwy początek czternastej edycji Dożynki Chocianów 2017 zwanymi gdzieindziej: „perełką” regionu. Formuła Dnia Jagody w tym roku została wykoncypowana jako dwudniówka, żeby było pozornie bogato.

Część I to wielki pokaz Folkloru (sino-żowty korowód Świat pod Kyczerą), szalona ZUMBA amatorek z ChOKu, cyrk Monty Pythona, czyli pokaz kulturystyki Pawła Mazij na wielkiej scenie (Cyrk Monty Pythona z Chocianowa na występach. Gmina szuka pieniędzy…?) oraz gala disco-polo.

Część II (2 lipca) organizatorzy pomyśleli jako dzień rodzinny, taki powiedzmy jagodowy piknik, albo tym podobne fantazje Pani Krystyny Kozołup. Ważną nowością, co szczególnie podkreślała Pani Dyrektor było to, że wszystkie atrakcje były „za darmo”. Za darmo mogliśmy obejrzeć stoisko Koła Myśliwych „Jeleń”, zwiedzić muzealne stoisko Biblioteki Publicznej, której kiermasz robił furorę wśród zwiedzających, itd., itd. Program był piękny. Wszystko w nim mogło się podobać, zaczynając od tej wypowiedzi samego Franciszka Skibickiego, demiurga jagodzianki 2017.

(…) w oba dni chcemy nie tylko korzystać z dobrodziejstwa zespołów uczestniczących w Festiwalu KYCZERA, ale zaprezentować to wszystko co tańczy, gra i śpiewa pod sztandarami Chocianowskiego Ośrodka Kultury.


Wszystko to „co tańczy, gra i śpiewa pod sztandarami” Pani Krystyny Kozołup za darmo miałem na stadionie, jak Franciszek Skibicki na talerzu potrawkę myśliwską Koła „Jeleń”. Podobało mi się, że w pierwszy dzień „Dnia” Jagody Gmina dołożyła się do handlu międzynarodowym Folklorem, tzn. zapłaciła łemkowskiej organizacji Stażyńskiego jakieś 30.000,00zł i zorganizowała galę disco-polo za darmo. Drugi dzień „Dnia” jeszcze bardziej rozpalał mi umysł i wyobraźnię, bo przecież trzymałem kciuki za powodzenie sprzedaży lokalnych talentów Pani Krystyny Kozołup na forum wielkiego regionu, o czym z dumą przed chwilą mówił Franciszek Skibicki. Rozczarowany brakiem krytycznych uwag, swoimi reakcjami itd., przyznaję, że drugi dzień „Dnia” był jakby dla mnie uszyty. Nie potrafię zadrwić ze sztampy jagodowej formuły pikniku rodzinnego – były przecież dmuchańce, był dla starszych chłopców survival, był kukiełkowy konferansjer, były dyplomy dla dzieci, które osobiście wręczał Franciszek Skibicki. Wyjątkowo rodzinna atmosfera, nie mówiąc nawet o perełce na koronie stadionu w postaci banera.

Podzielając opinię Franciszka Skibickiego, że „wszystko to, co tańczy, gra i śpiewa pod sztandarem Chocianowskiego Ośrodka Kultury” jest warte uwagi, zamieniłem się w słuch i konesera artyzmu podczas sztandarowego przeglądu lokalnych talentów. Według skrupulatnie opracowanej przez duet organizatorów formuły XIV jagodzianki ten punkt programu był niezwykle ważny, a nie zamierzam drwić z śmiertelnie poważnych intencji organizatorów. Dacie mi wiarę, że nie żałuję ani jednej zmarnowanej sekundy, kiedy słuchałem utworu „Piraci z Karaibów” zagranego przez dęte lokalne talenty Ogniska Muzycznego (dlatego, że przypomniały mi się wszystkie moje pirackie wyczyny związane z tą kompozycją?). Z niewymowną uwagą słuchałem muzycznych wariacji na temat folkloru ucznia o nazwisku Klita. Dużo ciepłych refleksji dostarczyła mi wokalistyka Agnieszka Michułka, z tym, że szczególnie w jednym utworze, w którym ujawniła (świadomie lub nie), w jakim gatunku muzyki ma przeogromne pokłady talentu. O „Piratach z Karaibów” już mówiłem…?

Kontynuując wiernopoddańczy pean na cześć organizatorów Jagody nie mogę pominąć milczeniem atrakcji, których oficjalnie nie zapisano w programie na „bardzo bogato”, a było ich sporo. Sorry, że zabrzmi to trochę, jak wyimek z kroniki plotkarskiej, ale – proszę mi wierzyć – takie pozory sobie założyłem. Podobała mi się Agencja Eventowa Klaudia Beker, która prowadzała się po stadionie z całkiem ortodoksyjnym gejem. Słowo daję, że od razu uznałem to za manifestację liberalnych (jeśli nie lewackich wprost) emanacji jej pracodawcy Franciszka Skibickiego, którego katolickie poglądy na temat równości w traktowaniu mniejszości homoseksualnej znane są w regionie nie mniej, niż jego jagodziana „perełka”. I czy ja nie jestem homofobem? Nie! Nie jestem! Choć konferansjer prowadzący imprezę mocno irytował mnie swoim zniewieścieniem, nie wyszedłem. Po męsku zniosłem nawet jego słowa zachwytu po występie podobnie zniewieściałego instruktora śpiewu Ogniska Muzycznego, nomen omen ze szkoły podstawowej w Krzeczynie. Utwór „Czekam na Ciebie” (poetycko bliski mi z powodu Pani ze snu) w wykonaniu Kamila tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem nie wysyłając swojej nieletniej córuś na lekcje śpiewu do Ogniska Muzycznego przy Chocianowskim Ośrodku Kultury, pomimo, że bardzo chciała.

Sami widzicie, że podobało mi się wszystko, z tym, że jeszcze bardziej… sukienka Pani Dyrektor ChOK. Wiem, że wcześniej obiecałem, że powstrzymam się od powtórek (w zeszłym roku utyskiwałem na socrealistyczny fason kreacji). Widać jestem człowiekiem o słabym charakterze i nie dotrzymuję przyrzeczeń, albo tym razem ubezwłasnowolniła mnie ta dwudniowa kreacja, jej niczym niezmącona biel, oniryczność rękawków, która niedwuznacznie sugeruje głębię osobowości Pani Dyrektor Ogniska Muzycznego. Jedynym dodatkiem do sukienki był identyfikator z napisem „organizator”, nie żadne drogie ozdoby na „bardzo bogato”. Do końca życia – chyba, że znów się mylę w przyrzeczeniach – nie zapomnę tej prostoty i skromności.

Ups. Z powodu przeżyć, jakich doznałem na święcie XIV Dnia Jagody zapomniałbym o kilku ważnych rzeczach, których zaznałem „dzięki Pani Krystynie Kozołup”, co słowo w słowo powtarzam za Franciszkiem Skibickim. Skrótowo pochwalę pomysł chodzących reklam gminy Chocianów umieszczonych na kamizelkach odblaskowych wolontariuszek, które po stadionie rozprowadzał (oprowadzał) – wykokowany na głowie – naczelny wolontariusz Chocianowskiego Ośrodka Kultury o homofobicznie brzmiącym imieniu Przemysław. Także dzięki organizatorom mogłem na kiermaszu Biblioteki Publicznej prawie „za darmo”, tzn. za jedyne 1zł (słownie: jeden) kupić bez paragonu „Przejrzystość rzeczy” Nabokova…

Przykro o tym mówić, ale w sumie pozytywny przekaz artykułu na koniec zmącę wrażeniami z występu zespołu Farben Lehre. Choć barwę gitary Gibson stawiam na równi z największymi odkryciami w historii świata (na przykład z noblowskim geniuszem Marii Skłodowskiej-Curie, budową parowozu, wynalezieniem telefonii komórkowej, czy choćby rozmiarem metafizycznej głębi wyrażonej w: „wiem, że nic nie wiem”…) z powodu obecności Franciszka Skibickiego, stojącego o kilka kroków ode mnie (a jeszcze bardziej przez bliskość innej osoby) po czwartym utworze opuściłem stadion. Na szczęście za rok, na – mam nadzieję – ostatnim XV Dniu Jagody to Franciszek Skibicki wyjdzie, nie zapominając wynieść ze sobą sztandar Jagody na śmietnik historii. O ile pamiętam, kiedyś również na „bardzo bogato” wyprowadzono sztandar PZPR.

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

Dochody Gminy Chocianów w katastrofalnym stanie! Mamy za to drogi i relaks nad stawem przy stawie…

„Czego, by się nie dotknął, zawsze spieprzy…” – mówi się o niektórych ludziach. Wypisz wymaluj ...

„Z góry lepiej widzę Chocianów…”. Szklarska Poręba – wywiad z radną Anną Pichałą

Robert Harenza: Dzień dobry. Świat jest jednak mały. Idę po Szklarskiej Porębie i kogo spotykam? ...