Świąteczny grudzień w Chocianowie (ETYKIETA ZASTĘPCZA)

Uwaga. Nieskromnie założę, że burmistrza Chocianowa Franciszka Skibickiego nie zainteresuje, co za chwilę przeczytacie. Stawiam, że do wyżej wymienionej postaci dołączyć mogę osobistości typu Beata Rolska (radna powiatu polkowickiego), Pani sołtys Rakowa, Przewodnicząca Związku Rencistów i Emerytów (radna Krystyna Łysiak), męskie głosy chóru Soli Deo, Pani Dorota Kyc, Pani ze snu, kadrowa firmy Smulders Polska, radny Jerzy Likus, moja żona plus nieletnia córuś, samozwańczy kierownik Parku Miejskiego, radny Krzysztof Mistoń, że nie wspomnę o Mirosławie Nowickiej, od roku w randze zastępcy i sekretarza Urzędu jednocześnie. Wszyscy wyżej wymienieni z imienia dygnitarze chocianowskiego samorządu, ale i też Ci niewymienieni z nazwiska, jak na przykład Mariolka z przekonaniem wartym innej sprawy potwierdzą opinię radnego Krzysztofa Leszczyńskiego.

Uwaga. Głupota nr 1 (słownie: pierwsza)
Z wiekiem coraz surowiej oceniam swój udział w bożonarodzeniowych uroczystościach, jakie mają miejsce każdego roku od samiuśkiego początku każdego grudnia. Przyznaję, że zupełnie bezpodstawnie. Tydzień temu idąc na „Party z Olafem” na chocianowski Rynek, nawet przez myśl mi nie przemknęło, że dostanę choćby drobny prezent (paczkę), jakie zwyczajowo przynosi Mikołaj. Jak zwykle, pięknie się myliłem. Chrześcijański Ośrodek Kultury, który 2 grudnia zorganizował ten świąteczny event zadbał, by nawet starsze dzieci jak ja poczuły się „obdarowane”, spełnione, szczęśliwe. Otrzymałem mnóstwo „prezentów” w różnych postaciach, zaczynając od obecności mojej Pani ze snów, poprzez widok innych śnieżynek, w tym głównej animatorki z mikrofonem w dłoni (na zdjęciu: Pani od strony lewej)


Nie powiem, że bardziej wartościowe były inne prezenty, bo pewnie bym skłamał (były po prostu inne, co znaczy ważne inaczej). Oczywiście na myśli mam nieobecność Franciszka Skibickiego, co uznaję za milszy prezent, niż ciepłą herbatę, którą na imprezie w ramach prezentu do kubka pozwoliła mi „se” nalać śnieżynka Sylwia Stachowicz, pracownica w randze Specjalisty ds. Kultury wcześniej wymienionego z nazwy Ośrodka Kultu(ry), nazywanego dalej organizatorem mikołajkowego eventu. Jako prezent potraktowałem również nieobecność przybocznych burmistrza w osobach radnych Krzysztofów Mistoń i Leszczyńskiego. Cieszę się z prezentu nieobecności proboszcza tutejszej parafii, bo inaczej musiałby się dołożyć do skromnych słodkich upominków, jakie rozdawał Mikołaj z Olafem, czy jakoś odwrotnie… Słowem, na Rynku na „mikołaja” dzieciom zrobiło się słodko, było głośno, zabawnie, kolorowo, tak że nawet nieco dojrzalsze dzieci nie poszły do mieszkań komunalnych z kwitkiem, niczym przysłowiowy dzwonnik spod kościelnej wierzy. Ups. Byłbym zapomniał. Niewiarygodnie pięknym prezentem była obecność służb medialnych, agencji eventowych, propagandowych i promocyjnych tutejszego Urzędu w osobie Pani Klaudii. Ten słodki upominek do dzisiaj szczególnie chowam w pamięci.

Uwaga. Głupota nr 2 (słownie: druga)

O Boziu, jak ten czas szybko leci! Nie zdążyłem się obejrzeć, a już znalazłem się w innej rzeczywistości eventowej. Tym razem organizatorem świątecznej imprezy pn. „Jarmark Bożonarodzeniowy”, co słychać po języku w jakim zaprezentowano kolędę była chyba Dorota Kyc, a konkretnie Szkoła Podstawowa w Chocianowie. Otóż 7 dzień grudnia w polsko-niemieckiej tradycji zarezerwowany jest nie dla Mikołaja, patrząc z imienia raczej ze wschodniego obszaru płatniczego, lecz europejskiego jarmarku. W hali wygaszanego gimnazjum nie było więc już hojnego Mikołaja. Jako dziecko żałuję, ale z drugiej strony rozumiem europejską troskę o stan oświaty, a niedoinwestowanie chocianowskiej tym bardziej. Nie rozdawano prezentów, lecz… zbierano prezenty. W sumie odbywał się handel. Mówiąc ściślej, można było zakupić „coś”, co przygotowała rada rodziców, albo ozdóbkę świąteczną, albo nawet domowe ciasta.

Jako dziecko, wciąż jeszcze robiąc masę, oczywiście wybrałem jarmarczny stół pełen słodkich wytworów kulinarnych wyobraźni matek. Moja „mama” płaciła, dlatego ochoczo wybierałem smakołyki bez zahamowań. O ile zdążyłem zauważyć, ciasteczek nie kupował ani nieobecny Franciszek Skibicki, ani inni katoliccy narodowcy i patrioci typu Jerzy Likus i Krzysztof Mistoń. Ani nawet kandydat obozu władzy radny Krzysztof Leszczyński, co na pewno zdziwi każde dziecko w Chocianowie, nie tylko mnie, bo radny ogólnie oświatę „kocha i rozumie”, jak w peerelu śpiewali Chłopcy z placu broni w odniesieniu do wolności. Może dlatego, że za mało „polska” była kolęda, radny nie zabłysnął hojnością w zakupach na rzecz szkoły, ale pewnie mylę się, tym razem pisząc głupoty o jego hojności.

A jakże, podczas stania w kolejce do „ciasteczek” rozglądałem się w poszukiwaniu atrakcji.

Łatwo zauważyć, że mój iPhone nie rejestruje nieobecnych, choć nie boleję nad tym. Wśród nieobecnych postaci wyraźnie widzę i Franciszka Skibickiego, Krzysztofów Leszczyńskiego i Mistoń, że o księdzu proboszczu nie wspomnę. Na trybunie honorowej organizatora widzę także nieobecnego radnego Janusza Zielonego, wypisz wymaluj, jakby skromny i uroczy szedł w pochodzie na XIV Dniu Jagody, tuż obok burmistrza.

Radny Piotr Piech tym razem nie zmieścił się w kadrze obok nieobecnych, bo siedział o kilka rzędów dalej. Poza tym miał pełne ręce roboty asystując kwestującej żonie, w tym nosząc płaszcze do szatni.

Głupota nr 3 (słownie: „czy”)
Uwaga, najpierw przerywnik.

Jako fani portalu FAKTY Chocianów dobrze wiecie, dlaczego na wstępie napisałem, że dzisiejszy tekst nie znajdzie zainteresowania u Franciszka Skibickiego, ba, a nawet narazi mnie na kpiny i lekceważenie ze strony kandydata na burmistrza, Pana Krzysztofa Leszczyńskiego. Nie cenię w/w Panów i vice versa, ot co. Nie cenię tych intelektualistów z wielu powodów, ale w tej chwili ograniczę się tylko do przedstawienia zjawiska, które stworzyli w 2014 roku, a mianowicie faktu rozbudzenia u mieszkańców fobii przyłączenia gminy Chocianów do Powiatu Lubińskiego. Przez ostatnie 3 lata nasi prominentni politycy nie zrobili nic, by Gminę Chocianów przyłączyć do Powiatu Lubin, a problem, jak czytam artykuł poniżej wciąż żyje. Cytuję Starostę Powiatu Lubin, który był na zaprzysiężeniu Franciszka Skibickiego na burmistrza w 2014 roku.

Gmina Wińsko chce się przyłączyć do naszego powiatu – lubin.pl

„Adam Myrda zdradza też, że już wcześniej spotkał się z podobną sytuacją, tyle że mniej wiążącą. Podczas zaprzysiężenia burmistrza gminy Chocianów mieszkańcy pytali go, czy jest szansa, by Chocianów, tak jak kiedyś, znów należał do powiatu lubińskiego. – Takie inicjatywy pokazują, że okoliczne gminy dobrze nas postrzegają, dla nas to jak najbardziej powód do dumy – mówi starosta.”

Nie wiem, czy mieszkańcami, którzy starostę Adama pytali o możliwość przyłączenia Gminy Chocianów do księstwa lubińskiego był Krzysztof Leszczyński, ale na pewno mogli nimi być autorzy wpisów pod artykułem


Jak widać po komentarzach, minęło parę lat śmiałej pracy Franciszka Skibickiego, a tak naprawdę nic nie polepszyło się w standardzie życia Gminy. Chocianowskiej organizacji gminnej nie pomógł ani Lubin, ani Polkowice, wierząc opiniom autorom postów pod artykułem. Do tego jeszcze to:

Ale czy warto wierzyć tej opinii?

Drogi powiatowe leżą odłogiem, drogi gminne jeszcze większym. Smutne i głupie jest to, że choć w polkowickiej radzie powiatu mamy ( jako gmina) aż 5 radnych (w tym Beatę Rolską i Pawła Najdka z komitetu Franciszka Skibickiego) – efekty ich pracy rodzą anachroniczne pomysły przyłączenia się do Lubina. Czy radni w Lubinie byliby bardziej efektywni? Bo w Lubinie jest lepsza atmosfera? Nie sądzę. Twierdzę, że nie uniknęlibyśmy takich oto komentarzy, bez względu na przynależność do Lubina, czy Polkowic

Problem polega na tym, że radni Chocianowa nie działają wspólnie na rzecz gminy. Mamy zwykły podział i sprzeczność politycznych zachowań, co – nie ważne w Polkowicach, czy w Lubinie – i tak byłoby powodem marginalizowania Gminy. W 2014 roku Franciszek Skibicki rozbudził niezdrowe emocje z przyłączeniem Gminy do innego powiatu, za to jest odpowiedzialny, choć nie sądzę, by rozumiał szkodliwość tej politycznej gierki. Do dzisiaj Gmina nie ma tańszego prądu, co zapewniał nam projekt energetyczny Franciszka Skibickiego przywieziony z Lubina i promowany podczas kampanii w 2014 roku. Okazuje się, że sytuacja do tego stopnia się skomplikowała, że choć burmistrz niedawno obiecał wsi Brunów nowe doświetlenie na kwotę 12.000,00zł (sic!), czyli zakup kilku lamp, po cichu zarządzeniem z dnia 30 listopada zdjął ten wydatek majątkowy z priorytetów na ten rok, bo potrzebuje pieniędzy na bieżące funkcjonowanie.

Wiedziony głupotą, którą przypisuje mi Krzysztof Leszczyński w zarządzeniu burmistrza doszukałem się także zmniejszenia wydatków na adaptację kotłowni WPEC na pomieszczenia socjalne dla osób potrzebujących, a przecież dobrze pamiętam namiętne i wrażliwe wypowiedzi radnego na sesji, gdy najpierw tłumaczył bezsensowny wydatek na zakup „bunkra”, a później argumentował, że należy wydać 50.000,00zł na jego adaptację na cele społeczne. Jak jest?

Martwi mnie jednak to, że Krzysztof Leszczyński wraz z Franciszkiem Skibickim gminę Chocianów wciąż pokazują jako etykietę zastępczą przyzwoitego samorządu. Uparcie twierdzą, że w Gminie jest „ciucia”, choć jest źle. Już wyjaśniam. W czasach peerelu pojawiło się pojęcie „etykiety zastępczej”. W pewnym momencie w Państwie zabrakło „dewiz”, nie było środków, żeby etykiety były oryginalne, więc zastępowano je substytutem oryginału. W Peweksie przy zakupach wydawano nie dolary, lecz bony dolarowe. Jako ciekawostkę zamiast chałwy na sklepy rzucano „blok”, który nazywano chałwą, cukierki, które na etykiecie zastępczej nazywano: „wyrób czekoladowo-podobny”. Nawet wyroby spirytusowe miały swoje etykiety zastępcze. Panowie Franciszek Skibicki i Krzysztof Leszczyński etykietę zastępczą wprowadzili do samorządu Chocianowa pod nazwą Gmina z przyszłością.

Gmina Chocianów to etykieta zastępcza, dziwny twór, bez kanalizacji na terenach wiejskich, bez racjonalnego gospodarowania publiczną kasą, bez perspektyw patrząc na Wieloletnią Prognozę Finansową (Karczemny koniec kadencji Franciszka Skibickiego), w której po odejściu na emeryturę demiurga chocianowskiego samorządu najciekawszym zajęciem będzie pójście do sauny zlokalizowanej w Delfinku, bądź spacer na zrekultywowane przez Dolnośląski Projekt Rekultywacji Sp. z o.o. wysypisko śmieci pod Chocianowiec.

W odróżnieniu do Krzysztofa Leszczyńskiego patrzę na Gminę z etykietą zastępczą, jak na makatkę, wytwór gminno-podobny. Jak Chłopcy z placu broni nie potrafię ze spokojem oceniać dorobku Franciszka Skibickiego i patrzeć jak Panie jurorki konkursu na „NAJPIĘKNIEJSZĄ KARTKĘ BOŻONORODZENIOWĄ” (na zdjęciu startowym – od lewej – przedstawicielki Instytucji Kultury, Jolanta Floryn, Dyrektor lawendowej Biblioteki Publicznej im. Leona Kruczkowskiego i Pani Krystyna Kozołup, następnie ciało artystycznie wrażliwe, a dalej – pierwsze od prawej, ciało urzędowej promocji Gminy, Pani Klaudia Beker). Na makatce widzimy sanie św. Mikołaja. Ups. Czyżby to Franciszek Skibicki saniami wwiózł nas w XXI wiek?

Każde roszczeniowo nastawione dziecko na ziemskim globie wie, w tym także ja, że to nieprawda. Gmina Chocianów to nadal „etykieta zastępcza” demokracji, samorządu i frazeologii politycznej z czasów peerelu. Nic ciekawszego ponad to, że po przemianie ustrojowej w latach ’90 tych z etykiety „Z-ca Naczelnika” Franciszek Skibicki zaczął szczycić się mianem „burmistrza” Miasta i Gminy Chocianów – tyle, że już katolikiem i bezpartyjnym samorządowcem. Franciszek Skibicki przecież nie jest świętym Mikołajem, a Krzysztof Leszczyński nie jest jego reniferem. To tylko tak wygląda na etykiecie zastępczej świątecznej kartki z życzeniami.

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

Dochody Gminy Chocianów w katastrofalnym stanie! Mamy za to drogi i relaks nad stawem przy stawie…

„Czego, by się nie dotknął, zawsze spieprzy…” – mówi się o niektórych ludziach. Wypisz wymaluj ...

„Z góry lepiej widzę Chocianów…”. Szklarska Poręba – wywiad z radną Anną Pichałą

Robert Harenza: Dzień dobry. Świat jest jednak mały. Idę po Szklarskiej Porębie i kogo spotykam? ...