Prrrrry, szalony… Chcę już zsiąść z tego wielbłąda

Nie twierdzę, że się skarżę, ale w konsekwencji trochę na to wyjdzie. Na przełomie roku zawsze mamy tyle mistycznych i cielesnych wrażeń, że chciałbym, by to falowanie przestrzeni, jak fatamorgana nareszcie dobiegło końca. Od listopada, przez cały grudzień non stop przeżywamy Święta, miałem urodziny, później był nowy rok, a wczoraj do tego doszła szopka uliczna. Naprawdę, jak każdej dziewczynce, Pani domu, urzędniczce, gosposi proboszcza, kościelnemu, wolontariuszom chrześcijańskiego Ośrodka Kultury właściwie nie chce mi się wyłazić z łóżka, ale na jasełka –  (Jasełka – widowiska o Bożym Narodzeniu wzorowane na średniowiecznych misteriach franciszkańskich, a ich nazwa wywodzi się od staropolskiego słowa jasło oznaczającego żłób. Jasełka rzadziej mogą być nazywane także szopką betlejemską) – pójdę niczym żądny wrażeń harcerz. Mam ochotę poszukać teatralnych uogólnień na twarzy Heroda, a już na pewno z powodu Stacji III – Republika przyjemności. Intryguje mnie nie tylko nazwa, ale także to, co ukrył pod nią organizator spektaklu, czyli Parafia i chrześcijański Ośrodek Kultury. Czyżby Chocianów wygrał wielbłąda?

Chocianów w 2018 roku dzięki radnemu Jerzemu Likus – moim zdaniem trzeci, choć burmistrz w szopce twierdził, że czwarty – raz idzie w Orszaku Trzech Króli. Inny przewodniczący radny Krzysztof Leszczyński, zasiadając na tronie w pałacu Heroda (Stacja II: Pałac Heroda, ul. Ratuszowa – zbieżność miejsc przypadkowa) pewnie lepiej pamięta, ile razy robił za Heroda, bo za każdym razem miał fatamorganę, że widzi siebie na fotelu burmistrza Gminy Chocianów.

Na szczęście uliczne jasełka o nazwie Orszak Trzech Króli kończą pustynną wyprawę do Betlejem, także moją. Prrry… (do nie wiem, czy tym komunikatem manewruje się wielbłądem, ale jeśli nie spróbuję – nie dowiem się, czy popełniłem gafę, albo czy przypadkiem użyłem odpowiedniego „rozkazu” w odpowiedniej kategorii poleceń). Dalej pójdę na pieszo. Mam ochotę z bliska zobaczyć teatrzykową tęsknotę Polaków za uświęconą monarchią, jasełkową walkę dobra ze złem, a nawet podpatrzeć arystokratyczne maniery biblijnych Króli, księdza proboszcza, ujrzeć rozkwitającą urodę mojej Pani ze snu, nauczycielkę chemii, konie, stada aniołów i diabłów, cokolwiek to pojęcia znaczą w dialektyce umysłu na przykład radnego Krzysztofa Mistoń.

Od początku, czyli od I Orszaku Trzech Króli zainicjowanego w 2016 roku miałem problem ze zrozumieniem tej ulicznej szopki. Właściwie do tego stopnia nie rozumiałem idei teatrzyku ulicznego o nazwie Orszak, że wtedy zamierzałem wybrać się na spektakl z sankami, jakby to był kulig.

Chocianowski Orszak Trzech Króli według Edyty Rząsa

W styczniu 2017 roku do Orszaku Trzech Króli dołączyła dodatkowo Gala Noworoczna chrześcijańskiego Ośrodka Kultury, co jeszcze bardziej dezorientowało mnie w postrzeganiu tego religijno-politycznego zjawiska na ulicach Chocianowa.

Orszak i Wielka Gala Noworoczna, czy zwykła prowincjonalna chałtura?

Ładnie jest podczas Orszaku! Ani religijność Chocianowa nie jest tak płytka, jak ją nieraz widzą, ani organizatorzy nie przedobrzyli w użyciu środków artystycznych podczas budowy napięcia spektaklu. To ideał szopki, jaką za kadencji 2014-2018 Franciszek Skibicki zainscenizował dla chocianowskich braci i sióstr zjednoczonych w okolicach żłóbka. Co prawda ani chocianow.pl, ani chocianow.com.pl , ani nawet e-chocianow.pl nie przekonywały mnie, żeby przyjść, powspominać święto narodzin Syna Bożego. Tylko strona chrześcijańskiego Ośrodka Kultury stanęła na wysokości zadania, pokazała mi trasę, jaką mam iść, skoro z wielbłąda już zsiadłem. Stacja I – Pole pastuszków, Stacja II – Pałac Heroda, Stacja III – Republika przyjemność… itd.

Dziarsko ruszyłem za Orszakiem, z orkiestrą, za majestatem Króli

Poczułem się cząstką ludu, przez trzy dekady mamionego, począwszy od 1986 roku urodą Świata, który kreuje Franciszek Skibicki. Szedłem jak owieczka do stajenki każdego grudnia w kierunku wskazanym przez organizatora. Wspominałem św. Mikołaja, niczym Party z Olafem, aurę słodkich upominków, a przed sobą widziałem przejętych uroczystością mieszkańców Chocianowa. Zrozumiałem, że mam wewnętrzną potrzebę wyrażenia swoich poglądów, tym razem nie za pomocą słów ładnych, ale marszem. Marsz za Trzema Królami to dopiero wyzwanie! Co chwilę miałem fatamorgany, a to że widzę Panią ze snu gdzieś zaglądającą zza wydmy, a to znów jedno z widzeń Krzysztofa Leszczyńskiego, śliniącego się z radości, że został burmistrzem. Idąc za Orszakiem, nie miałem złudzeń, że bardziej ośmieszam się przed sobą, niż gdybym jechał na wielbłądzie, albo pisał jakiś miłosny wierszyk. Zrozumiałem, co czuł radny Krzysztof Mistoń antycypując wrażenia z Orszaku Trzech Króli, gdy próbował dorównać Franciszkowi Skibickiemu i imiennikowi Krzysztofowi Leszczyńskiemu w przekazywaniu ciepłych bożonarodzeniowych życzeń dla mieszkańców Gminy (na zdjęciu – to ten ciepły młodzieniec po lewej)



Zapewniam, że religijność Orszaku sama w sobie spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Pominąłem więc Stację I – Pole pastuszków i samozwańczo ciupasem skierowałem się do Stacji nr 3, o intrygującej nazwie Republika przyjemności. Zawiodłem się, ale proszę nie wyciągać z tego daleko idących wniosków. Po prostu nie toleruję symboliki zła wyrażonej przez dwóch mocno zniewieściałych (że nie powiem dobitniej…) diabłów koczujących przy prymitywnym koksowniku. Sorry, ale dwóch takich pomieści każda zakrystia nawet małego kościółka. Żadna przyjemność, a tym bardziej Republika!

Nie lubię prostych porównań, dlatego na pierwsze kolano klęknąłem dopiero przed Pałacem Heroda – Stacja II

O, Jezu! Usłyszałem od razu tyle zła, a nawet zobaczyłem. Republika przyjemności dwóch zniewieściałych diabłów to przysłowiowy pikuś w porównaniu z tym, co się działo u Heroda. Ekstrawagancja, uroda, gracja itp. tancerek Zumby z chrześcijańskiego Ośrodka Kultury, które czarowały pod balkonem Krzysztofa „Heroda” Leszczyńskiego (zbieżność nawiązań do innego dramatu z balkonem zupełnie przypadkowa – przypis mój) spowodowały, że przed tym wątkiem spektaklu uklęknąłem na wszystkie kolana, jakie dotychczas posiadałem (nie będę podawał z jaką ilością miejsc po przecinku, bo matematyka nie ma z tym nic wspólnego)

Dobrze, że zsiadłem z tego wielbłąda, którego nie wygrała ani Klaudia Beker, ani radny Jerzy Likus, ani Straż Orszaku… – nie ukrywam, że właśnie to powtarzałem sobie, patrząc na tę cześć szopki!

Pod „balkonem” jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy radny Jerzy Likus na party pod balkonem wprowadził cały wielotysięczny tłum uczestników przedstawienia. Ups. Po raz pierwszy kakofonia sprawiła mi przyjemność! Popatrzcie tylko, jak utalentowane są tancerki Heroda – dały radę tańczyć Zumbę w sentymentalno-patriotycznej dętej rytmice Orkiestry Strażackiej. Super! Klękajcie Narody!

Nic nie trwa wiecznie! Nawet fatamorgany z moją Panią ze snu w roli tytułowej. Dlatego, zanim definitywnie opuściłem obrzeża Ratusza Heroda postanowiłem jeszcze raz w drodze na Rynek powtórzyć sobie w pamięci tę scenkę rodzajową

Ups. Ja głupi, byłbym zapomniał o scenie najważniejszej!

Później nieuchronnie Orszak powiódł mnie do szopki, tzn. nie do sceny „balkonowej”, lecz rynkowej, jeśli mam się trzymać frazeologii dramaturga z Wielkiej Wyspy. Na scenie posadowionej na Rynku Chocianowa (Scena IV – ostatnia) ludzkim głosem przemówił burmistrz Miasta i Gminy Chocianów, Franciszek Skibicki. Przemówił elegancko, bo miał papierową koronę na głowie

Proboszcz, jak każdy szanujący się dobry organizator dobrych eventów co prawda z nadmiaru wrażeń zapomniał brewiarza, ale też wygłosił przemówienie. Mnie od razu przekonał, że nikt z parafian tutejszej parafii nie powinien czuć się zawiedziony, że „Mędrcy tego Świata z Betlejem wrócili inną drogą…”

Spektakl pn. Orszak Trzech Króli ogólnie udał się wręcz bosko, choć nie obyło się malutkiej wpadki proboszcza (w małych miasteczkach to normalne, a nawet wskazane – przypis mój). Z przykrością wyznam, że zawiedziony przemówieniem proboszcza poczuł się radny Jerzy Likus, który sprowadził Orszak do Chocianowa (trzy czy cztery lata temu…?), a proboszcz nadal nie pamięta jego skomplikowanego imienia: Jerzy

Nic dziwnego, że radny Jerzy Likus, choć zawsze ma tyle mądrych zdań do przekazania społeczeństwu w przemówieniu stwierdził, że nie będzie przemawiać

„Pan Jerzy chce coś powiedzieć? Nie! Wobec tego bardzo dobrze” – zauważyliście, jak proboszcz Chocianowa uroczo spuentował focha radnego Jerzego Likus? Napewno nadmiar wrażeń, zmęczenie oraz ciepły barszczyk i słodkie cukierki, na jakie zaprosiła Pani Krystyna Kozołup sprawiły, że Proboszcz chciał – bez słów, za to jak najszybciej to się da – zakończyć tę szopkę.

Na zakończenie powiem przejmująco poważnie!:
„Szkoda, że organizatorzy dopiero podczas rozwiązania Orszaku poinformowali mnie, że wcześniej mogłem spotkać gorący barszczyk plus cukierka, obok Kościoła, po prawej stronie organizatora. Tylko dla tych atrakcji zsiadłbym z wielbłąda szczerze i z przyjemnością już trzy lata temu!”

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

Burmistrz Chocianowa w żałobie po stracie chocianowskiego.info. Nie przybył na Dni Parchowa…

Wielu czytelników FAKTY Chocianów zaskoczę tym, co powiem. Przy okazji komentarza do Dni Parchowa muszę ...

Dochody Gminy Chocianów w katastrofalnym stanie! Mamy za to drogi i relaks nad stawem przy stawie…

„Czego, by się nie dotknął, zawsze spieprzy…” – mówi się o niektórych ludziach. Wypisz wymaluj ...