Kiedy faceci siłują się na ręce, paprotki spadają ze stołu… Cz. II

„Nie zgadniecie, czego się boję najbardziej…” – kokieteryjnie zacząłem, pamiętacie? Później przywołałem ulubione powiedzenie Ludwika Dorna: „Kiedy faceci siłują się na ręce, paprotki spadają ze stołu”. Do teraz nie wiedziałem jak zgrabnie przejść od wspomnień do wyborów samorządowych, które nastąpią za rok, jesienią 2018. By bardziej nie dezorientować i tak mocno zdezorientowanych Czytelników, lepiej będzie, jeśli po prostu na razie podam link do Kiedy faceci siłują się na ręce, paprotki spadają ze stołu…

Nie wiem jak Was, ale mnie wyjątkowo mierzi maniera, jaką zastosowałem w tej części artykułu, w której twierdzę że redakcja zna nazwiska osób, które zastąpią paprotki, które spadną ze stołu w 2018 roku. Zacytuję tę cześć artykułu, by dobitnie podkreślić swoje oburzenie – nomen omen wyrażone także na którymś z wątków forum chocianow.vcity.pl przez samego Sławomira Tomczak.

„Rozgadałem się, a dla ludzi ważną informacją jest to, które paprotki za rok spadną ze stołu! Dorodna sztuka Krzysztof Mistoń, którego zastąpi… (nazwisko znane redakcji)? Spadnie Bronisław Klita, którego zastąpi… (nazwisko znane redakcji). A z innych paprotek reprezentujących np. urzędników administracji Chocianowa można wymienić Bogusławę Smalec (cudowną Kierownik OPS), którą zastąpi (nazwisko znane redakcji), Mirosławę Nowicką (Sekretarz UMiG), Elżbietę Chruściel (Dyrektor Przedszkola Integracyjnego), w tym także Krystynę Kozołup (Dyrektor Ogniska Muzycznego) , którą zastąpi… (nazwisko znane redakcji). Na ręce siłować się będzie Krzysztof Leszczyński…(…)”

Przyznaję, że jako autor nie zadbałem o stosowną skromność, a nawet lekkomyślnie epatowałem wiedzą, którą w istocie posiadam. Otóż znam z imienia i nazwiska osobę, która zastąpi radnego Krzysztofa Mistoń i nie znam osoby, która zastąpi radnego Piotra Piech. Postać, która zastąpi radnego Bronisława Klitę nawet ofotografowałem podczas uroczystości Dnia Olimpijczyka, jaką miałem przyjemność wczoraj czcić m.in. razem z Franciszkiem Skibickim i Panią Dorotą Kyc, jeszcze z-cą dyrektora Szkoły Podstawowej w Chocianowie. Z kolei z następcą radnego Jerzego Likus nie utrzymuję żadnych bliższych ani dalszych kontaktów. Statystyki, sondaże i moje przaśne doświadczenie, podobnie jak Ludwikowi Dorn mówią, że „jutro” to dziś, tyle, że powtórzy się jutro. Zapewniam, że nie posiadam żadnej z nadprzyrodzonych mocy, nie jestem wróżką ani szamanem. W życiu publicznym nic nie dzieje się bez przyczyny, nawet to, że na okres kadencji 2014-2018 radnym został Marek Skorny, a Janusz Zielony o parę głosów wygrał z Leszkiem Filipiakiem, choć jako kandydat na burmistrza uzyskał prawie 1000 skreśleń. Nie bez powodu napisałem, że w 2018 roku w wyborach siłować się będzie Krzysztof Leszczyński.

Nie żartuję z rzeczy śmiesznych, więc nie zadrwię i przypomnę nie więcej, niż to, że w 2014 roku kandydatem na burmistrza miał być Krzysztof Leszczyński. Franciszek Skibicki uznał jednak, że jeszcze za wcześnie, brak mu sił, by wygrać. Czy komendantowi „policji sesyjnej” przez te trzy lata kadencji 2014-2018 przybyło dostatecznie dużo „muskulatury”, sił by za rok wywalczyć fotelik burmistrza? Tym razem Franciszek Skibicki – w przeciwieństwie do okresu 2014 roku – oświadczył, że Krzysztof Leszczyński to naturalny kandydat tzw. „obozu władzy”?( Kto po burmistrzu? – e-legnickie.pl). Ups. Pewnie żaden inżynier, taki jak Krzysztof Mistoń, ani tym bardziej pryncypialna magister filologii romańskiej nie przyjmą do wiadomości, że jeszcze wiosną 2016 roku Franciszek Skibicki żył złudzeniem, że Gminą zarządzać będzie do 2022 roku, czyli dwie kadencje. Tak, tak…! Pewnie nawet swojemu Mariuszowi nie zwierzał się z ambicji, choć – jak sam twierdzi – do wyborów w 2014 roku przystępował na zasadzie „nie chcę, ale muszem”(!)

Wręcz namacalnym dowodem na tę tezę jest zarządzenie mianujące Panią Krystynę Kozołup Dyrektorem Chocianowskiego Ośrodka Kultury do 12 lutego 2023 roku. Wtedy, niesiony jeszcze emocjami wyborczymi 2014 Franciszek Skibicki planował trwać, do trwa mać, niczym papież… Burmistrz, nie przesadzam, miał ochotę rządzić do końca 2022 roku, a później „Pani” i Gmina niech radzi sobie, jak umieją.

Zapał Franciszka Skibickiego gasł jednak z każdym dniem 2016 roku, gasł, gasł i gasł, aż żal ze szczegółami opisywać, jak gasł, i co powodowało gaśnięcie. Inżynier/radny Krzysztof Mistoń, tudzież sympatyk radykalnych praktyk nacjonalistycznych na pewno nie zmieści w swojej antykomunistycznej głowie, że powodem powolnej rezygnacji z reelekcji nie są szczególne cechy Krzysztofa Leszczyńskiego, które predysponują go do zarządzania Gminą. Prawdziwe powody opublikowałem w części I, a są nimi wyroki uniewinniające Romana Kowalskiego. Roman Kowalski uwolnił się od zarzutów, a żaden sąd nie skazał go za bezprawie, jakiego rzekomo się dopuszczał, na co naiwnie liczył nasz uczciwy burmistrz. Psu na budę zdało się wynajmowanie specjalnych kancelarii prawnych, wydawanie publicznych pieniędzy na udowodnienie szemranych zarzutów, co przecież zawsze było tajemnicą poliszynela. W końcu mrzonki o reelekcji ostatecznie upadły w sierpniu 2017 roku.

Nawet gdyby między bajki włożyć oświadczenie Franciszka Skibickiego, że „zużył się życiowo”, osobiście wolałbym, żeby to on jeszcze raz spróbował sił w wyborach. Przynajmniej cieszyłbym się, że po raz kolejny zawiódł swojego Mariusza, a Janusza Zielonego (który jest jego drugim naturalnym kandydatem obozu władzy – przypis mój) postawiłby przed poważnym dylematem, czy Januszek ma powtórzyć schemat z 2014 roku, czy jednak wymyślić inną mądrzejszą formułę milczącej kampanii wyborczej. W społeczeństwie, które po anonsach prasowych ocenia uczciwość ludzi, a na podstawie tytułów artykułów buduje swoje preferencje wyborcze, wyobrażenia o demokracji oraz polityczne minima moje dzisiejsze myśli na pewno budzą irytację, a mnie lekceważąco posądzą o wróżbiarstwo. Powtarzam zatem, że nie mam szczególnego daru w przepowiadaniu losów. Wystarczy mi umiejętność czytania mowy ciała, coraz mniej elokwentnych wypowiedzi Krzysztofa Leszczyńskiego na sesjach, wystarczy zdrowy rozsądek, w tym także przypomnieć sobie, że w 2014 roku parł na fotela burmistrza, jak przysłowiowy niemy do sądu, a w końcu ze zrozumieniem przeczytać artykuł e-legnickie.pl, w którym Franciszek Skibicki oświadcza, że naturalnym kandydatem jest jego wieloletni towarzysz z organu stanowiącego.

Jeszcze raz powtórzę, że nie muszę być wróżką by oszacować wartość i koszty tego, co po sobie i kadencji 2014-2018 pozostawi Franciszek Skibicki i jego Rada. Przedszkole Integracyjne i Delfinek, który jak twierdzi Klaudia Beker nabiera kształtów dla następcy Franciszka Skibickiego wygenerują jakieś 1,5 mln zł tzw. kosztów sztywnych, rok do roku. Przez 3 lata Rada nie zadbała o wzrost dochodów, ale o obciążenia i owszem, jak gdyby nikt nie dbał, co nastąpi „jutro”. Natomiast jutro nastąpi już za rok, a nawet jeszcze szybciej, bo trwają prace nad projektem budżetu na 2018. Nie spodziewam się, że przewodniczący Rady osiągnie tak wygórowaną prostotę umysłu, by w budżecie wyborczym skomentować mizerię, którą zapisze burmistrz. Z honorem przyjmie „niedźwiedzią” wielkoduszność Franciszka Skibickiego mówiąc, że Krzysztof Leszczyński wie, że już za rok może zostać magistrem administracji chocianowskiego samorządu. Uwaga! Po raz pierwszy w tej kadencji radny Krzysztof Leszczyński na 34 sesji zgłosił interpelację (ups) w sprawie… placu zabaw. Bezbłędnie wszedł „w kamasze” zwykłych radnych, jakby to symbolicznie określił Ludwik Dorn, choć w kamasze posyłać chciał lekarzy. Otóż wśród kamyczków, które zaczęli inni radni wrzucać do ogródka burmistrza, musiał tym razem znaleźć także kamyczek z napisem „Love” samego Mariusza. (Ci co myślą o raju..) Naprawdę boję się wspomnień!

Informuję, że różni donosiciele donoszą, jakoby z dobrych źródeł wiedzą że Franciszek Skibicki jednak jeszcze raz wystartuje w wyborach, słowem, że kłamał oświadczając, że wybiera się na emeryturę. Cieszyłbym się, gdyby tak było, bo mam kilka z nim niewyrównanych rachunków. Obawiam się jednak, że tym razem Franciszek Skibicki powiedział prawdę i po cichu, po swojemu będzie lobbować w imieniu dwóch ulubieńców: Janusza Zielonego i Krzysztofa Leszczyńskiego. Który z nich zasiądzie przy stoliku do II tury wyborów? Nie jest to w tej chwili przejmująco ważne, temperamentni są podobnie, a i szkoły samorządowej uczył ich Franciszek Skibicki, choć wolałbym, żeby to Krzysztof Leszczyński usiadł do „ręki” – miałbym więcej zabawy.

Twierdzę , że w muskulaturze Krzysztofa Leszczyńskiego nie zmieniło się nic od roku 2014, a wsparcie zmęczonego życiowo Franciszka Skibickiego też będzie raczej obciążeniem, a nie dodatkowym zastrzykiem potrzebnej adrenaliny. Krzysztof Leszczyński zawsze, a przez ostatnie 3 lata szczególnie robił tylko to, na co pozwolił mu burmistrz, w tym od jakiegoś czasu tylko nieudolnie tłumaczył co najmniej dziwne działania swojego promotora. Pilnie wykonywał polecenia Franciszka Skibickiego, więc w jaki sposób przez najbliższy rok nauczy się tej trudnej sztuki podejmowania decyzji, a co ważniejsze, w jaki sposób w umysłach ludzi wytworzy trend zwycięskiego myślenia, że warto powierzyć mu gospodarowania 13 tysięcznym skupiskiem – było, nie było – mocno spolaryzowanych i kapryśnych istot?

Jak Boga kocham, zbliża się raczej typowa kampania, a i same wybory 2018 w Chocianowie jak zwykle zasłużą na miano ekscytujących! Szykuję się na powtórkę z normalności lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i pierwszej dekady XXI wieku. Chocianów ma aż dwóch zastępców; magistra przewodniczącego Rady Miejskiej, a przewodniczący i jego zastępca staną do „bratobójczej” walki. Czym zabłysną kandydaci Franciszka Skibickiego? Programem? Nie, chyba, że będzie to ta kontynuacja postpeerelowskiej retoryki, makatkowa Kulturą, rozwój poprzez opowieści o placach zabaw lub adaptacjach kotłowni WPEC na pomieszczenia dla chrześcijańskiego Ośrodka Kultury. Sorry, ale tego nie zniesie żadna nawet mocno powygięta figura wyborcza, ani zrobienie z ChOKu sali ćwiczeń sportowo-rekreacyjnej z elementami Jogi, ani przyśpiewki proboszcza lubinsko-chocianowskiej parafi typu „Chrześcijanin tańczy, tańczy, tańczy, tańczy…”

Po Franciszku Skibickim nic już nie będzie tym, czym było od ćwierćwiecza? Czy Krzysztof Leszczyński wyprze się permanentnej umysłowej kolaboracji z Franciszkiem Skibickim, którą udziwniał katolicką moralnością, pozorną erudycją, sesyjną elokwencją. A jeszcze bardziej ciekawi mnie, jak to zrobi. Boję się wspomnień, ale nie boję się stanąć oko w oko nawet z najbardziej wyuzdaną, czyli nieprawdopodobną wersją wydarzeń. Może przewodniczący i jego zastępca przywdzieją szatki nowoczesnych technokratów lokalnego samorządu, w ekwilibrystyce nie przekreślając wybitnych osiągnięć Franciszka Skibickiego, zaproponują ład publiczny, w którym miejsce może znaleźć taki Harenza, Piech Piotr, albo nawet Andrzej Bober i Sławomir Tomczak. Tak jakoś mi się powiedziało, ale zapewniam, jeśli będzie taka potrzeba – wytłumaczę to z detalami, teraz jednak nie mam ochoty. Naprawdę chciałbym już na rok przed wyborami usłyszeć, co zaproponują Ci wybitni przedstawiciele organu stanowiącego, jaki model publiczny wprowadzą pod strzechę Chocianowa. Pisanie o sobie dawno mnie znudziło, więc może w końcu jakiś inspiracji dostarczą mi „nowe” twarze samorządu, typu Krzysztof Leszczyński bądź Janusz Zielony, przekonując mnie, żeby na nich zagłosować.

Protegowani Franciszka Skibickiego z „obozu” nie są indywidualistami, to wiemy. Franciszek Skibicki nie znosi indywidualistów, to jeszcze potworniejsza prawda. Nie mają cech przywódczych, a szkoda! Są porządni, a jak trzeba to nawet bogobojni. Są szczęśliwi, ale nie do końca. Mają cel, by błyszczeć na świeczniku, z tym, że Janusz Zielony w ramach hobby, a Krzysztof Leszczyński, bo ma wyobrażenie o sobie mocno przesadzone. Mam jeszcze jedno ładne sformułowanie, ale moja Pani ze snu na pewno go nie znosi, więc się powstrzymam. W sumie razem dysponują taką ilością cech, które mogłyby w siłowaniu się na ręce powalić nawet słonia. Ale tylko jeden może stanąć do ostatecznej rozgrywki. Bez względu na to, który roztoczy swe uroki, żaden przez przyszły rok nie wybije się na samodzielność – Janusz Zielony, bo nie ma predyspozycji, doświadczenia, ani przysłowiowych jaj, które urywają sobie politycy o każdej porze dnia i nocy, robiąc wszystko z wyboru i niestety trochę z powinności, jak przystało na gladiatorów. Radny Krzysztof Leszczyński z kolei ma usposobienie szafarza, lubi przewodzić mało wyrobionym radnym, a samodzielność woli dzielić na cztery z kimś doświadczonym, czyli Franciszkiem Skibickim, jak zapałki podczas wojny. Obiecywali na przykład wraz z Franciszkiem Skibickim zająć się gospodarką mieszkaniową. Nici. Na dzisiaj Gmina wykupuje udziały w Spółce Budownictwa Społecznego, którą rzekomo utworzy, ale wciąż na papierze… Jeśli mi nie wierzycie, to uwierzcie w miraże uchwały budżetowej podpisane przez Krzysztofa Leszczyńskiego


Panowie kandydaci lekką ręką odrzucili budowę PSZOKu, choć ta inwestycja mogła przynieść dochody Gminie i miejsca pracy, czyli dochody (Radni Chocianowa z ręką w nocniku). Tworzyli koncepcję transportu gminnego, który miał za frico wozić ludzi od sołectwa do sołectwa.

Ups. Wykupili kotłownię WPEC, wpisali do budżetu 50.000,00zł na jej adaptację na łaźnię miejsko-publiczną. Nici. O kanalizacji mówiłem w I części, a nawet o chrześcijańskim Ośrodku Muzycznym w budynku PKP, nie? Na urokach nie straciła tylko Straż Pożarna, to pewne dlatego, że Panowie kandydaci pamiętają z dzieciństwa zabawy czerwonymi autkami na resorach, marząc by zostać druhami niosącymi pomoc ludziom i światu…

Zauważyliście, że przy stoliku nie widzę żadnego kandydata gminnej organizacji partyjnej o nazwie PiS. I dobrze i źle, jakby synkretycznie ujęła to moja Pani ze snu. Niestety lokalne środowisko naszego Prawa i Sprawiedliwości nie wykreowało postaci, która mogłaby wykupić wszystkie zakłady w zbliżającej się kampanii. W 2010 roku PiS wystawił Krzysztofa Budzenia. Poległ. W 2014 roku nikt nie poległ, bo na własne życzenie nie wystawili kandydata na burmistrza. Nie pójdę na łatwiznę, jeśli uznam, że Franciszek Skibicki był kandydatem PiS, co potwierdza członek Jerzy Likus od momentu zaprzysiężenia po dzień dzisiejszy swoim poparciem polityki burmistrza, a i Bogdan Czekajło i przyjezdny Andrzej Bober nie brzydzą się uścisnąć dłoń byłego członka PO, byłego członka PZPR, byłego członka egzekutywy AWS. Prawda?

Najcenniejsze, ważne i bezcenne we wspomnieniach jest to, że łatwo zgubić wątek. W 2014 roku zgubiła mi się Pani ze snu, a dzisiaj… Wybaczcie! Pierwotnym moim zamysłem było, by tylko przypomnieć kilka faktów przed zbliżającymi się wyborami 2018 roku, wyrazić lęk o nieco iluzorycznej wartości planów wyborczych środowiska Franciszka Skibickiego. Wyszło mi, że koledzy z osiedla Zacisze zrobili wszystko, w co natura ich wyposażyła – burmistrz i radny Leszczyński wrócili do starych sprawdzonych praktyk z początku XXI wieku, słowem manier transformacji ustrojowej, której wybitnym osiągnięciem jest Ustawa Samorządowa z tamtego wieku. W myśl Ustawy burmistrz wykonuje uchwały Rady, a jej przewodniczący który z kolei ma kompetencje zawierające się w wyrażeniu, że przewodniczący „wyłącznie organizuje pracę i prowadzi zebrania Rady”. Krzysztof Leszczyński już dawno przedobrzył w interpretacji tego ustawowego zapisu, a Franciszek Skibicki jako praktyk wie jeszcze więcej, jak daleko jego kandydat przekraczał potoczne i prawne pojęcie tego paragrafu. Na dodatek dzieląc artykuł na dwie części, ja sam przekroczyłem granice spójności i dynamiki felietonu. Dlatego na koniec, ratując sytuację muszę wrócić do Ludwika Dorna, którego politologicznym powiedzonkiem zatytułowałem swój tekst.

Rozpisując się o Krzysztofie Leszczyńskim zapomniałem o naczelnym przesłaniu wyborczym Janusza Zielonego, naszego wiecznego kandydata na burmistrza. W 2018 roku Janusz Zielony (ups…) już trzeci raz przystąpi do siłowania się na rękę, co mnie nie dziwi ani nie przeraża. To fatalny scenariusz, ale po dokonaniach Franciszka Skibickiego i całej tej jego postpeerelowskiej farsie, którą uprawia od ćwierćwiecza nie jest to najgorszy wariant. Mamy wariant człowieka, który milcząc, jak dziewczyna na wydaniu systematycznie zdobywa 1000 głosów. Pytanie: jakie przymioty Janusz Zielony posiada, że miałby dostąpić zaszczytu używać słowa „burmistrz”? Wyobraźcie sobie, że takie pytanie kieruję do Ludwika Dorna.

– To, że ja nie wiem dlaczego Janusz Zielony miałby zostać burmistrzem – już słyszę odpowiedź Ministra – to mało ważne! Groźniejsze jest to, że on sam nie wie, dlaczego chce zostać burmistrzem!

Paradoksalnie, właśnie ta niewiedza o przyczynach postępków i działania w wykonaniu Janusza Zielonego daje mu dość znaczną przewagę nad Krzysztofem Leszczyńskim! Januszek wychodzi z założenia, że to ludzie, słowem wyborcy powinni lepiej wiedzieć, czego on chce i jakie pobudki nim kierują. Genialne, nieprawdaż? Janusz Zielony milcząco odwołuje się do świętej zasady demokracji! To wyborca powinien domyślać się intencji, jakie przyświecają kandydatowi! Następnie pójść do wyborów i wybrać raczej swój pomysł na rzeczywistość, tj. któregoś z Herosów siłujących się na ręce.

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

Burmistrz Chocianowa w żałobie po stracie chocianowskiego.info. Nie przybył na Dni Parchowa…

Wielu czytelników FAKTY Chocianów zaskoczę tym, co powiem. Przy okazji komentarza do Dni Parchowa muszę ...

Dochody Gminy Chocianów w katastrofalnym stanie! Mamy za to drogi i relaks nad stawem przy stawie…

„Czego, by się nie dotknął, zawsze spieprzy…” – mówi się o niektórych ludziach. Wypisz wymaluj ...