DFS Roberta Harenzy: Porozmawiajmy o programie. Roman Kowalski.

Robert Harenza: – „Doświadczenie i skuteczność” – czytamy na ulotkach. Na bilboardach z kolei wyznanie „…z sercem do ludzi”… Panie Romanie, czy to wszystko, co ma Pan do zaproponowania na najbliższe pięć lat?

Roman Kowalski: – To wcale nie tak mało, jeśli weźmiemy pod uwagę trend, jaki dominuje w chocianowskiej kampanii, to jest retorykę opartą na młodości i korzyściach rzekomo z tego płynących. Doświadczenie to w skrócie gwarancja, że gmina uzyska stabilność działania, dość mocno nadwyrężoną przez ostatnią kadencję. Bez urazy, ale z grona kandydatów tylko ja dysponuję doświadczeniem w pracy na różnych szczeblach władzy samorządowej, w tym jako burmistrz.

R.H.: – Obok doświadczenie akcentuje Pan „skuteczność” i serce. Jak Pan zamierza to połączyć, a następnie wykorzystać w pracy na stanowisku burmistrza?

R.K.: – Skuteczność to – jak wiemy – zdolność do osiągania wyznaczonych celów, a ja wyznaczyłem sobie ich kilka (nie kilkadziesiąt…) i wiem, jak je osiągnąć. Moje doświadczenie i ogólnie znana skuteczność gwarantuje, że przystąpimy do działania w kwestii likwidacji zapóźnień cywilizacyjnych, jakimi gmina jest dotknięta. Pamiętajmy, że gmina Chocianów funkcjonuje nie dlatego, że poszczególni kandydaci mają takie widzimisię. Jej istotą i celem jest realizacja elementarnych zadań – jak choćby nadzór nad oświatą na szczeblu podstawowym, administrujemy środkami pomocy społecznej, mamy dbać o upowszechnianie kultury, ale także o zbiorowe dostarczanie wody… Szczególnie ważny dla mnie jest element integracji z ludźmi, bo bez serca nie można być dobrym burmistrzem. Praca w samorządzie to misja, która wymaga wrażliwości, odpowiedzialności i troski o szczęście sąsiada, sołectw, czy ludzi z miejskiego blokowiska. To tyle, jeśli chodzi o ogólne rozwinięcie haseł zawartych w materiałach wyborczych.

R.H.: – Oczywiście szanuję Pana wzniosłe idee, ale mnie teraz bardziej interesuje przyziemna strona pracy burmistrza. Burmistrzowanie w Chocianowie – to Pan wie – nie jest usłane różami, tym bardziej nie będzie takie po kadencji 2014-2018. Ma Pan jakiś program naprawczy?

R.K.: – O, nie jest źle do tego stopnia, by ratować gminę z zapaści. Natomiast źle, że nie zrealizowano zaczętych przeze mnie projektów typu budowa PSZOK, czy choćby kompleksowa rozbudowa cmentarza komunalnego, albo kontynuacja remontów i budowy nowych dróg, jak choćby droga „wiśniowa”, której temat przewijał się na sesjach przez niemal całą kadencję. Radna Bogumiła Cymbała składała wnioski i interpelacje w tej sprawie, a jak ją potraktował Franciszek Skibicki wszyscy pamiętamy (chodzi o sprawę opisną w – Przerażają mnie odrażające i żałosne zachowania Franciszka Skibickiego – twierdzi radna z Chocianowca… – przyp. red.). Dlatego mamy wciąż narastający problem z zabrudzeniem miasta, wzrostem wydatków bieżących spowodowanych wzrostem zadłużenia, kosztów sztywnych związanych z funkcjonowaniem drugiego przedszkola oraz wzrostem kosztów utrzymania przyszkolnej pływalni, na którą po prostu nie było nas stać ani wcześniej, ani teraz. Po czterech latach okazało się, że moje inicjatywy były potrzebne, ale burmistrz Skibicki nie miał intuicji, a Rada nie wykazała się potrzebną w takich sytuacjach dostateczną odwagą, świadomością i odpowiedzialnością, by załatwić te sprawy w odpowiednim czasie.

R.H.: – Ok! Panie Romanie, czy wyborcy mają rozumieć, że zamierza Pan kontynuować swój plan określony w poprzednich wyborach?

R.K.: – Każdy polityk co jakiś czas musi przekonywać do swojej wizji, misji – jak zwał tak zwał. W kampanii wyborczej mówi się wiele, dużo, a wręcz za dużo o pobożnych życzeniach. Niestety wyobraźnię ogranicza budżet, który w naszym przypadku nie należy do sprzyjający fantazji. Jasne, że nie ma już powrotu do pomysłów sprzed lat, bo jesteśmy już w innym miejscu. Gmina – przynajmniej pozornie – przeszła cykl zmian. Niemniej rzeczy, które trzeba było załatwić, a tego nie zrobiono będą przypominać o sobie w różnych formach, psując wizerunek gminy i samopoczucie mieszkańców. Chodzi mi głównie o to, by ludzie nie musieli martwić się o likwidację utrudnień, jak choćby brak dojazdu do posesji, fetor bijący z rowów, czy choćby dzikie wysypiska śmieci…

R.H.: – Diabeł tkwi w szczegółach. Porozmawiajmy więc o programie, którym Pan chce przekonać wyborców do siebie.

R.K.: – Chcę zrealizować te rzeczy, z którymi nie poradzili sobie Radni kończącej się kadencji, jak uporządkowanie spraw wywozu nieczystości stałych. Interesuje mnie odpowiedzialne podejście do skanalizowania sołectw, elementarna rekonstrukcja moich planów z rozwiązaniem problemu bezpieczeństwa i porządku. Spraw do załatwienia „na wczoraj” jest więcej, ale w budżecie nie ma czarodziejskiej różdżki w postaci pieniędzy, by w jeden dzień zlikwidować cywilizacyjną przepaść. W jedenastu punktach programu określiłem kierunek i priorytety działania na nadchodzącą kadencję.

Po pierwsze – infrastruktura. W mojej ocenie, ten dział jest najbardziej zaniedbany. Gmina potrzebuje budowy nowych dróg jak choćby wspomniana wcześniej droga „wiśniowa” czy dokończenie budowy drogi w Parchowie, brakuje dróg na nowych osiedlach oraz ich uzbrojenia… Problemem jest brak miejsc postojowych w okolicach Rynku. Należy porozmawiać z właścicielami działki za obecnie istniejącą stacją paliw o wykupieniu terenu i tam wybudowaniu parkingu. Bądź po prostu rozbudować istniejący przy Parku Miejskim. Będąc przy Parku… należy wybudować jego ogrodzenie! Trzeba także dokończyć remont Cmentarza Komunalnego – także jego „starej” części (wymiana kostki brukowej, remont Kaplicy oraz oświetlenia). Ale niestety zaniedbane są naprawdę elementarne rzeczy. Przykładowo – wzdłuż chodnika ciągnącego się od Rynku do osiedla Zwycięstwa nie ma ani jednego kosza na śmieci! Problemem jest gospodarka odpadami. Należy uporządkować tereny przy PSZOKach, zlikwidować dzikie wysypiska. Można to osiągnąć budując na terenie gminy punkt do przyjmowania odpadów wielkogabarytowych. O tym należy rozmawiać ze Związkiem Gminy Zagłębia Miedziowego który zajmuje się gospodarką odpadami – nie muszę chyba przypominać kto do niedawna był przewodniczącym Zgromadzenia a sprawy nie ruszono? (Krzysztof Leszczyński – przy. red.) Ba! Zrezygnowano na początku kadencji z tego pomysłu tylko dlatego, że był on mojego autorstwa (Radni Chocianowa z ręką w nocniku – przyp. red.). Niektórzy kandydaci na burmistrza stosują retorykę że nie mamy nic od powiatu polkowickiego. A ja mówię że mamy i możemy mieć – wystarczy współpracować. Dowodem niech będzie właśnie powyższa sprawa PSZOKów. A czy to nie jest zastanawiające, że tam, gdzie nie ma potrzeby współpracy gminy i powiatu (bo kompetencje się nie nachodzą) to widać aktywność powiatu? Chodzi o Zespół Szkół…. A to że dany burmistrz ma nie po drodze z powiatem… Cóż… jesteśmy częścią powiatu polkowickiego i (wbrew opinii niektórych) nią pozostaniemy. Więc chyba lepiej żeby na wyższych szczeblach władz gminy zasiadali ludzie którzy mają conajmniej poprawny kontakt z powiatem, prawda?

R.H.: – Panie Romanie – stop! Jesteśmy dopiero przy pierwszym punkcie z jedenastu a ja już usłyszałem grad pomysłów. Wspominał Pan także że budżet jest ograniczony. To jak to pogodzić? Przecież wszystko kosztuje…

R.K.: – Ma Pan rację, ale proszę zwrócić uwagę że większość z tych pomysłów nie jest kosztowna. Budowa ogrodzenia to nie budowa pływalni. Co więcej, jeden z punktów określam jako organizacja funkcjonowania Gminy. Chodzi w nim między innymi o regularne koszenie terenów zielonych w Rynku, w Parku czy zmianę Miejskiego Planu Zagospodarowania Przestrzennego tak, aby stworzyć tereny pod działalność gospodarczą. Chciałbym wprowadzić elektroniczny obieg dokumentów w Urzędzie Gminy w celu usprawnienia i przyspieszenia działania bez zwiększania zatrudnienia oraz wprowadzić internetowe Biuro Obsługi Interesanta, aby część spraw można było załatwić bez wychodzenia z domu. Chcę także poprzez inwestycje ciąć koszty…

R.H.: – Pan wybaczy, ale brzmi to trochę jak program wyborczy kontkandydatów. Jak można przez wydawanie pieniędzy ciąć koszty?

R.K.: – Już tłumaczę. Uważam że na terenie gminy bardzo potrzebny jest zintegrowany system monitoringu wizyjnego. Obecnie w niektórych placówkach mamy poinstalowane kamery, włączenie z przestarzałym technologicznie monitoringiem analogowym w Rynku. Moim pomysłem jest zbudowanie nowoczesnego, zcentralizowanego monitoringu IP w którym poszczególne kamery są połączone ze sobą  drogami radiowymi. Mówiąc obrazowo chodzi o to, że tak jak na terenie gminy działa dostawca internetu świadczący usługi drogą radiową, tak samo można „spiąć” poszczególne systemy wizyjne z jednostek (szkół, przedszkoli, itd.) oraz odległych miejsc jak Park Miejski, Cmentarz czy ważne punkty w sołectwach i udostępniać obraz między innymi na Komisariacie Policji. Dzięki temu dyżurny ma wgląd na bieżąco w newralgiczne miejsca i może reagować. Oczywiście obraz także będzie nagrywany.

I teraz; dzięki takiej infrastrukturze istnieje możliwość rozbudowy systemu o kolejne punkty bez ponoszenia ogromnych kosztów. Przykładowo: dyrektor szkoły może dojść do wniosku, że potrzebna jest kamera na boisku ponieważ po lekcjach dochodzi tam do aktów wandalizmu. Wystarczy że zakupi jedną kamerę z nadajnikiem radiowym, aby obraz był widoczny całodobowo na Policji. Nie jest do tego potrzebna skomplikowana droga od zmianu planu finansowego, przez zabudżetowanie przez Radę Miejską, nie wspominając że często istniejące systemy nie są skalowalne. A tak wystarczy że dyrektor na wniosek Rady Rodziców zakupi gotowy produkt ze z góry znaną ceną…

R.H.: – Bardzo szczegółowo opowiada Pan o swoim programie…

R.K.: – Tak, bo dużo jest pomysłów które czekają na realizację. Resztę punktów programu mam zamiar publikować sukcesywnie, ponieważ dużo jest do omówienia. Ale zaznaczam jeszcze raz – znaczna ilość tych pomysłów nie jest nadmiernie kosztowna. Nie chcę doprowadzić do sytuacji gdzie z jednej strony opowiada się o czymś że jest „darmowe” albo nas na to stać, a z drugiej strony w ciągu tylko tej kadencji dwukrotnie została podwyższona cena za wodę, a ze sprawozdania z Chocianowskiego Ośrodka Kultury wynika, że nie stać go na rachunki za prąd! Mogę tylko powiedzieć, że jednym z punktów mojego programu jest także obniżka cen za wodę i ścieki dla klientów indywidualnych…

R.H.: – Czy namówię Pana na recenzję programów innych kandydatów?

R.K.: – Nie! Recenzowanie programów pozostawię Panu… Wyborcy kierują się własnymi opiniami, co szanuję. Mogę i chcę mówić wyłącznie o swoich propozycjach, bo żyje sprawami publicznymi przez 24 godziny na dobę przez ostatnie 4 lata jako członek Zarządu Powiatu Polkowickiego.

R.H.: – Mam rozumieć, że nie przeczytał Pan programów konkurentów?

R.K.: – Oczywiście, że znam pomysły innych kandydatów. Nie chciałbym, by którykolwiek z nich pomyślał, że lekceważę ich projekty. Niemniej ostatnie wydarzenia, jakie miały miejsce na sesjach Rady Miejskiej, a związane z tak zwaną darmową komunikacją zmuszają mnie jako Członka Zarządu Powiatu Polkowickiego (nie jako kandydata – zaznaczam) do wyrażenia słów szczerego oburzenia z powodu nieodpowiedzialnej polityce powiatu lubińskiego w stosunku do Gminy Chocianów. Protestuję przeciwko narzucaniu powiatowi polkowickiemu koncepcji politycznych liczonych tylko na osiągnięcie korzyści wyborczych. Byłem już burmistrzem, więc wiem, jak należy ważyć słowa. Nie wolno grać na emocjach ludzi, jeśli nie mamy szczerych intencji.

R.H.: – A propos szczerych intencji… Sugeruje Pan, że Franciszek Skibicki ich nie ma, wspierając pomysł wyborczy powiatu lubińskiego?

R.K.: – O intencjach Franciszka Skibickiego, szczerych czy innych nie wypowiadam się publicznie. Mam wystarczająco dużo powodów, by traktować je z nieufnością, a wręcz z niechęcią.

R.H.: – Mam nadzieję, że na zakończenie tej rozmowy mieszkańcy Gminy Chocianów po raz pierwszy publicznie usłyszą choćby jeden z powodów. Nie ukrywam, że sam na to czekam. Proszę…

R.K.: – Tak, mam żal, że zmarnotrawiono wiele setek tysięcy publicznych pieniędzy na cele, które od początku skazane były na niepowodzenie. Mam żal, że Franciszek Skibicki dość pochopnie wydawał pieniądze gminne na zwalczanie mojej osoby, choć jego obowiązkiem było, by przeznaczyć te środki na rozwój gminy. Negatywna kampania wobec mnie była kosztowna, pochłonęła setki tysięcy, choć na szczęście nie tylko ja ubolewam nad faktem takiego marnotrawstwa. Dziękuję za rozmowę.

R.H.: – To ja jeszcze bardziej dziękuję!

Rozmowę z Romanem Kowalskim, kandydatem na burmistrza Miasta i Gminy Chocianów spisał
Robert Harenza.

Komentarze

x

Zobacz także...

Dochody Gminy Chocianów w katastrofalnym stanie! Mamy za to drogi i relaks nad stawem przy stawie…

„Czego, by się nie dotknął, zawsze spieprzy…” – mówi się o niektórych ludziach. Wypisz wymaluj ...

„Z góry lepiej widzę Chocianów…”. Szklarska Poręba – wywiad z radną Anną Pichałą

Robert Harenza: Dzień dobry. Świat jest jednak mały. Idę po Szklarskiej Porębie i kogo spotykam? ...