SZCZĘŚĆ BOŻE. Myśląc dzisiaj o wstępie, walczyłem jak lwica pomiędzy co najmniej dwoma wykluczającymi się koncepcjami. W grę wchodziły koncepcja zauroczenia Was od pierwszego wejrzenia, cokolwiek to dla niektórych Pań znaczy, jakimś świecidełkiem, choinką, populistycznym prezentem, jakbym szedł na przykład do RCK na imieniny Barbary, bo ja wiem… Oraz bardziej koncesjonowana przez rozum postawa trzymania się zasad uczciwości społecznej, reguł, prawa i zwykłej przyzwoitości, to jest omówienie projektu budżetu Gminy Chocianów na 2026 rok, bo nikt tego za FAKTY Chocianów nie zrobi, a przecież to już 12 grudnia Rada Miejska o 8:00 rano, po cichu, bez dyskusji, bez informowania mieszkańców, którzy dają pieniądze do wspólnej kasy radni uchwalą dokument przyznający urzędnikom ponad 14 mln zł, zaciągną na ten cel aż 18 mln zł kredytu, że nie wspomną na razie o innych “choinkach” i cudach-wiankach, które ten najważniejszy dokument ukrywa w swoim ażurowym koszyczku.
Co wybrałem? Zacząłem uroczyście, jak widzicie, powitaniem z środowej Barbórki, z patosem, ale w gruncie rzeczy prześmiewczo – sami oceńcie.
Czy nie to, że 16 grudnia odbędzie się rozprawa na plecach napisane miał Tomasz K., że takie zainteresowanie wzbudzał podczas teatralnego aktu składania kwiatków przed tabliczką ufundowaną przez radnych Wandyczów, na dodatek po to, by między innymi także oni mogli gdzieś w świetle fleszy kamer i aparatów pokazać się jako osobowości wyjątkowe, do składania kwiatków ku czci i na chwałę, reprezentować organy samorządowe, głównie na fociach, a nie podczas sesji, na których albo ich nie ma, albo nie mają nic do powiedzenia.
Przyznaję, że nie potrafię z zachowaniem powagi potrzeć na parodię składania hołdów przed tabliczkami “ufundowanymi” przez radnych dla radnych, chcących wkupić się w łaski górniczej braci, która o dziwo w Chocianowie reprezentowana przez kilku emerytowanych mężczyzn nie miała kwiatów do złożenia (do których nie mam o to pretensji), za to jak zwykle jako statyści robili tylko oprawę sztandarową na cześć i chwałę – zresztą zgodnie z panującymi od czasów PRLu zasadami, że to jedynie władza ma monopol na spijanie śmietanki z pracy tej czy innej grupy społecznej. Franciszek (ćwierćwiecza) Skibicki zna ten rodzaj “fasadowej” powagi w narodzie, dlatego bez żadnego trybu (nie pełni żadnej publicznej funkcji) wszedł z “wiązanką” pod baldachim najjaśniejszych urzędników i ciał pedagogicznych, a następnie w skupieniu obiektywów złożył ukłon przed “fundacją” Wandyczów.
I jeszcze jedno, co przyda się wyśmiać w tej “tradycyjnej” już Barbórce Tomasza K. rodem z Lubina, że na tej imprezce zrobiło się jakoś wzruszająco i rodzinnie.
Dziś Barbórka – dzień, w którym szczególnie pamiętamy o tych, którzy przez lata schodzili pod ziemię, by wydobywać to, co dla innych było niezbędne do życia i rozwoju (podkreślenie – moje)
– pochwaliła się wiedzą Pełnomocniczka ds. Rozwoju Chocianowa o schodzeniu pod ziemię w celu wydobywania tego “niezbędnego do życia i rozwoju”.
Niestety mój kolega Wikary tym razem nie zdążył z prośbą, bym oszczędził jego ulubienicy Katarzynie uwag związanych z jej publicznymi wypowiedziami. Oczywiście, że rozśmieszyło mnie “schodzenie” jakieś 1000 metrów pod ziemię (w domyśle po schodach), co mówiąc między nami pokazuje podświadomość i wiedzę pełnomocniczki Tomasza K. Ale chyba bardziej poraziło mnie stwierdzenie, w jakim celu w rozumieniu Katarzyny Kulczyńskiej górnicy schodzą pod ziemię. Ups… Trochę zabrzmi to, jak opowiastka dla dzieci z przedszkola, ale nasza pełnomocniczka uważa, że górnicy wydobywają to, “co dla innych było niezbędne do życia i rozwoju”. Jeśli ruda miedzi, którą wydobywa się w okolicznych kopalniach Zagłębia jest niezbędna do życia, to równie dobrze “niezbędne do życia” Gminy jest mniej kosmetologiczna wiedza na temat rozwoju, jaką prezentuje pełnomocniczka. Mówiąc bez metafor, lubińska chocianowianka tego typu naiwnymi wyrażeniami nie buduje ani powagi radnej z “regionalnego” miasta, ani tym bardziej nie wnosi nic wartościowego do i tak zdecydowanie niskiego poziomu samorozwoju Gminy Chocianów.
To święto jest dla mnie wyjątkowe również dla tego, że pochodzę z rodziny o górniczych tradycjach. Mój ojciec, z którym dziś dumnie stoję na zdjęciu, przez wiele lat wyjeżdżał do pracy na kopalnię. Ten trud, poświęcenie i hart ducha zawsze pozostaną dla mnie symbolem prawdziwej siły.
– dodała lubinianka chocianowskiego pochodzenia Katarzyna Kulczyńska (z domu Kehle), bratanica inż. Elżbiety (GK) Kowalczuk (z domu Kehle ) oraz Tadeusza Kehle, kontynuującego od paru lat swoje górnicze tradycje w randze Naczelnika Utrzymania i Rozwoju chocianowskiego Urzędu “fachowców” – wszyscy są od “rozwoju”.
Jestem złośliwy, każdy to powie, kto mnie nie zna, dlatego i tym razem nie odpuszczę sobie, by podkreślić, że w tej “rodzinnej” atmosferze Barbórki 2025 do zdjęć nie wyrwali się ani ciocia, ani stryjek Tadeusz, a przecież było nie było tworzą swoisty folklor urzędniczy tej Gminy od ćwierćwiecza. Dlaczego nie, co? W moim przekonaniu bo rodzinnie odpowiadają raczej za “niedorozwój” Gminy, o którym wspomniałem wyżej, choć na tabliczkach na drzwiach i biur urzędowych od lat widnieją napisy: Naczelnik ds. Utrzymania i Rozwoju (u Tadzia), a w małym Ratuszu z kolei: Kierownik Referatu GK (u El-dziuni, jak ją nazywam na własny użytek). Jeśli chcecie jakiś dowód na ten totalny “niedorozwój” Gminy, oprócz kłaniania się przed tabliczką radnych dla radnych, nomen omen zafundowaną przez “rodzinę Wandyczów”, służę całą wiązanką przykładów. Voilá…
Jak mi T-Roc miły, w uproszczonej publicystycznie wersji “niedorozwój” i zestaw durnoty wygląda toczka w toczkę, jak wyobrażenia chłopców z lubińskiego blokowiska – w Chocianowie każdy (nawet behapowiec, czy kierowniczka sprzątaczek) może być dyrektorem Instytucji Kultury, tudzież organizować eventy “na wysokim poziomie”, jak sąsiad Tomasza K. z osiedla Katulski Adaśko, nawet wtedy (albo przede wszystkim wtedy) jeśli w sądzie w obronie sąsiada mówi, że burmistrz pije z gwinta chocianowski bimber, bo taki jest Tomek, itd., itd. Ale jak trzeba to kulturalnie klęka, chyli czoło przed tabliczką, która tak samo dla mnie jak i niego nie jest żadną świętością.
Ten rodzaj aberracji zawsze powodował u mnie torsje, a w zestawieniu z Franciszkiem Skibickim i klękającym Katulskim dodatkowo powoduje także potrzeby inne, o których nie wypada mi mówić w słowach powszechnie uważanych za cenzuralne. Bo czy burmistrz może być oskarżonym o przestępstwa pospolite, bawić się z Sądem w pomidor-niemowa, jednocześnie w Chocianowie robić za darczyńcę, albo stroić pozy wzruszenia dla całkiem już dojrzałego audytorium ludzi uczestniczących w barejowskiej etiudzie składania kwiatów pod pomnikiem ku czci i dla chwały jakiejś wpływowej grupie społecznej? Pragnę w tym momencie podkreślić, że inny “pomnik” ufundowany także przez radnego, ale że tylko dla upamiętnienia pracowników legendarnego chocianowskiego FUMu tkwi sobie opuszczony, jak widły w trawie tuż pod oknami małego Ratusza im. Elżbiety Kowalczuk.
Do tego św. Mikołaj do chocianowskich dzieci przyjeżdża nie saniami zaprzęgniętymi w renifery, lecz “tramwajem KD”, a Jarmark Bożonarodzeniowy “tradycyjnie” odbywa się na obrzeżach Chocianowa, na Alei im. lubińskiego lokalnego polityka, św. pamięci Adama Myrdy, nie na Rynku, jak we wszystkich miastach i miasteczkach, o ile rynek posiadają. Może dlatego, aby uzasadnić budowę tej przesadnie drogiej “obwodnicy”, będącej ciągle pustą i znaleźć dla niej zastosowanie?
Otóż najlepszym miejscem dla rodzin z Lubina, dla których Chocianów stał się Eldorado to Dworzec dla Kolei Dolnośląskich, dlatego właśnie tam postanowili świętować swoją hojność, filantropię i dobre uczynki w postaci rozdawnictwa pół tysiąca choinek, pół tysiąca bochenków chleba dla tutejszej “biedoty”.
Niestety to nie wszystko o “niedorozwoju” Gminy. Tomaszek K. zwariował cokolwiek mógł w Chocianowie, a radni nie czują, że uczestniczą w pospolitej farsie politycznej i moralnej.
Rada jako Organ została wygumkowana z procesów decyzyjnych i na tyle zdyskredytowana, że w tej chwili zbiera się wyłącznie w trybie nadzwyczajnym, co dowodzi, że rządzi klika prawników i urzędników, którzy zwołują obrady Organu Stanowiącego wyłącznie wtedy, by uchwalić swoje pomysły, które wymagają potwierdzenia radnych. Organ Stanowiący stał się jedynie narzędziem urzędników, którzy bez kontroli, bez dobrej woli realizują plan zawłaszczania wszystkiego, z majątkiem włącznie. Lubiński model sprawowania władzy idealnie sprawdził się na terenie Chocianowa, bo “niedorozwój” to całkiem dobra gleba pod zasiew złych antydemokratycznych metod. Zresztą Franciszek (ćwierćwiecza) Skibicki zrobił wszystko, by do chocianowskiego wielkiego Ratusza dostał się mężczyzna, który zapewnił, że załatwi transport “darmowy”, ale zapomniał powiedzieć, że tylko na kilka lat, a do tego, że wszyscy za to zapłacą z podatków. Zapewnił, że zlikwiduje podatek od nieruchomości, ale nie zlikwidował, bo Gmina biedna niczym mysz kościelna, choć rzekomo bogata w tradycje górnicze nie będzie miała czym opłacić jego “ekipy fachowców”. Po czym na początku drugiej kadencji znowu (zapewne przez “roztargnienie” i nadmiar pracy) zapomniał poinformować, że będzie podwyższał podatek do maksymalnych kwot, bo urzędników trzeba dobrze opłacać na jego cześć i chwałę włącznie.
Jeśli tuż przed 16 grudnia, w którym odbędzie się w moim odczuciu ostatnie posiedzenie Sądu Rejonowego w sprawie oskarżenia Tomasza K. o wiele ciężkich przewinień względem prawa, przyzwoitości, i ludzi i funkcjonariuszy służb publicznych mamy prawdziwą kumulację durnoty, fuszerki, ściemy, politycznego patosu, blichtru i społecznie użytecznej ułudy. Mam wyliczać dalej? To znaczy, że mieszkańcy nie wyciągnęli żadnych konstruktywnych wniosków.
Jednak z tego, co słyszę, w oglądzie całkiem sporej już rzeszy mieszkańców Tomasz K. od jakiegoś czasu to “niezwykły” kłamca i mitoman, a jego lubińska “ekipa fachowców” żeruje na pieniądzach i niewiedzy mieszkańców Chocianowa, przynajmniej do tego sprowadzają się pytania do mnie, o to, kiedy “Tomek” w końcu trafi za kratki, bo na pewno nigdy, skoro to gość kuty na cztery łapy, dlatego jeszcze nie siedzi…
Chaosu, patosu i innych durnot mamy pod dostatkiem, więc może trzeba by po prostu przestać cieszyć się z władzą na jej zasadach. Nie mówię, że od razu wywieźć wszystkich urzędników z Lubina (oczywiście z przesiadką w Trzebnicach – Kolejny “fikołek” Tomasza K.: “Kochani, z Chocianowa do Lubina dojedziecie z przesiadką w Trzebnicach!” ) do ich kochanego miasta, ale może wypadałoby już myśleć o jakimś rodzaju zbiorowego protestu przeciwko degrengoladzie, która ma miejsce w Chocianowie, co?
Nie jestem Sądem, którego wyrok prawdopodobnie zapadnie 16 grudnia, niemniej sam muszę do tego surowego “spojrzenia” wielu już osób dodać kilka całkiem obiektywnych faktów na okoliczność niewiarygodności chocianowskiej władzy.
(…) martwi mnie, że gros Gminy nie ma tej wyjątkowej możliwości, żeby o coś zapytać mnie wprost i uzyskać uczciwą odpowiedź. Zachęcam więc wszystkich, piszcie, pytajcie, FAKTY Chocianów nie uprawiają politycznych “fikołków”…
– jak pamiętacie, prosiłem w ostatnim artykule.
Czuję się w obowiązku, żeby zaspokoić ciekawość mieszkańców, którzy skomentowali mój artykuł. Postanowiłem nie robić tego w tygodniu bezpośrednio pod komentarzami, po to wyłącznie, by podnieść rangę zainteresowania ludzi, a także po to, by tę formę dyskusji przenieść na poziom pełnometrażowego formatu artykułu publicystycznego. Dziękuję za zainteresowanie sprawami publicznymi, bo o to mi właściwie chodziło, żeby powrócił obywatelski model dyskusji, a nie wiernopoddańcze przyklaskiwanie każdej choćby najdurniejszej retoryce chocianowskiej władzy. Aha, na mój apel o pytania na pocztę redakcyjną odpowiedziała między innymi “Mieszkanka”…
Zacznę może od odpowiedzi na pytanie: “A co ma gmina Chojnów czy Lubin do Chocianowa?”, to od razu w kilku aspektach wyjaśnię także “Mieszkance” na jej wątpliwości i domysły.
Nie chcę mówić, że pytanie jest źle postawione, bo tak naprawdę gmina Chojnów czy Lubin na co dzień nic nie ma do Chocianowa. Jednak spróbuję odpowiedzieć, oczywiście domyślając się intencji autora pytania, tj. przede wszystkim, o to, jakie relacje między Chocianowem a Chojnowem chodzi w kwestii transportu zbiorowego de facto dotyczącego relacji pomiędzy Lubinem i Chocianowem. Mówiąc prosto, “jak krowie na rowie”, o co prosiła także “Mieszkanka” należy powiedzieć, że Tomasz K. ogłaszając powrót “żółtków” do Chocianowa ma na myśli podłączenie się do projektu transportu zbiorowego obejmującego aż 5 Gmin – Gminy miejskiej Lubin, Gminy Wiejskiej Lubin, Gminy Wiejskiej Chojnów, Gminy Chocianów i Gminy Miejskiej Chojnów. A więc gminy, które przywołał Bogdan Chrobak zaczynają mieć coś do Chocianowa tylko wtedy, jeśli chcą realizować pod nadzorem Powiatu Lubińskiego projekt “darmowego” transportu pasażerskiego pomiędzy miastami Lubin i Chojnów. Mówiąc jeszcze bardziej precyzyjnie, to trzeba by powiedzieć, że Gmina Miejska Lubin, Gmina Wiejska Lubin, Gmina Chocianów, a także Gmina Wiejska Chojnów i Gmina Miejska Chojnów świadomie podejmuję decyzję o przyjęciu Powiatu Lubińskiego jako organizatora, a także uznają zobowiązanie, by opłacić wozokilometry autobusów na odcinkach trasy ich przejazdu, adekwatnie do ich ram administracyjnych. Na przykład Gmina Chocianów będzie opłacać kursy od granicy gminy wiejskiej Lubin (mniej więcej od Ogrodzisk) do granicy Gminy Chocianów z wiejską Gminą Chojnów (w okolicach Jaroszówki). Jeśli Gmina Chocianów będzie chciała, by autobus z Żabic skręcił do Trzebnic i tam na pętli zakręcił i skierował się w stronę Chojnowa, Gmina Chocianów opłaci ten manewr. Analogicznie Gmina Wiejska Lubin zapłaci od granicy tj. od Górzycy aż do granicy z miastem Lubin. Za wozokilometry w mieście zapłaci prezydent Lubina. W tym sensie Gmina Chojnów ma coś do Gminy Chocianów, że będą wymagały aby władze z budżetu solidarnie opłacał swoje zobowiązania i godził się na zasady ustalone przez organizatora, tj. Powiatu Lubińskiego, włącznie z rozkładem jazdy i ilością par autobusów.
Powyższe tłumaczenie w kilku słowach potwierdził zresztą Starosta Powiatu Lubińskiego w ekskluzywnym wywiadzie przeprowadzonym przez “chocianowskich” dziennikarzy z portalu chocianow.pl
Kluczowymi słowami Starosty Lubińskiego jest wyrażenie, że “jesteśmy otwarci na współpracę, która może przywrócić mieszkańcom Gminy Chocianów przynajmniej część połączeń w kierunku Lubina obsługiwanych przez naszą komunikację powiatową” .Tak, dosłownie tę część, która będzie dotyczyć zabierania z pętli w Trzebnicach ludzi chcących dojechać do Lubina przez Żabice, Ogrodzisko, itd., itd. Niemniej Gmina Chocianów będzie musiała opłacić wozokilometry na całym odcinku trasy przebiegającym przez administrowane przez nią tereny, tj. od Ogrodzisk po Jaroszówkę. Ile to będzie kosztować? Jeszcze nie wiadomo, choć urzędnicy Chocianowa w projekcie budżetu, który Rada Miejska uchwali już w najbliższy piątek zapisała na ten cel prawie 1,2 mln zł (przy czym na razie nikt nie wie, ile z tej kwoty pójdzie do Powiatu Lubińskiego, a ile przeznaczone jest na śmigające po terenie Gminy busy “O zł” – na kartę mieszkańca).
Przejdę zatem do pytania nr 1 Pani “Mieszkanki”
1. Dlaczego to my dopłacamy do przystanków w naszej gminie, skoro to kurs pomiędzy Lubinem a Chojnowem? (…)
Bo Tomasz K. jest z Lubina i bardziej dba o interes jego miejskiej spółki PKS? – mógłbym odpowiedzieć pytaniem na pytanie, ale nie chcę być niegrzeczny, jak hejterzy typu Chocianow (Katarzyna) News, albo gwareckie (Krzysztof) pl. Jakkolwiek nie da się na to pytanie odpowiedzieć prosto i jasno, niemniej przynajmniej spróbuję, czego na pewno nie stosują chocianowskie urzędy.
Szanowna Pani “Mieszkanko”
dopłacamy (a właściwie jako Gmina w pełni pokrywamy opłaty) do “przystanków”, (mówiąc bardziej precyzyjnie: za przejazd w granicach administracyjnych) żółtych autobusów na terenie naszej Gminy, bo po pierwsze burmistrz tego chce, po drugie zaś, że gdyby Gmina nie zapłaciła to lubińskie autobusy miałby prawo w ogóle nie zatrzymywać się na naszym terenie. Ot, po prostu tranzytem przejeżdżałyby przez wioskę byłego radnego Bujaka, a wszystkim chętnym ciekła by ślinka, żeby wsiąść i dojechać do Lubina, a tu… nic z tego. I czy Pani się to podoba czy nie będziemy za tą fanaberię płacili 500.000,00 zł (fanaberię, bo obstawiam, że będzie to nieadekwatnie drogo w stosunku do osób z naszej gminy, które z tego skorzystają).
Od razu przejdę do pytania 3, bo – jak widać – na wiele pytań “Mieszkanka” sama trafnie potrafi sobie odpowiedzieć.
3. Zostały zakupione busy, które jeżdżą po gminie i mają dowozić „na pętlę” w Trzebnicach (czy wie Pan gdzie ta pętla mogłaby powstać?) (…) Ale skoro już chcemy to połączenie z Lubinem (co nie jest obowiązkiem gminy) i wykładamy te 500 000,00 zł Powiatowi Lubin, to zamiast im płacić, dlaczego po prostu tymi busami nie jeździmy do Lubina?
Jak widać, choć Gmina Chocianów pławi się w dobrobycie, jak pączek w maśle, to jednak “spójność” w działaniu Tomasza K. nie jest już tak oczywista. Odpowiadając na pytanie “Mieszkanki” i innych mieszkańców muszę wrócić do “niedorozwoju” Gminy, który w czasie rządów “ekipy fachowców” szczególnie pokazuje rozdźwięk pomiędzy logicznym działaniem (sui generis związanym z uczciwością), które powinno cechować każdy szczebel władzy samorządowej, a polityczną durnotą i grą różnych interesów, jakie po cichu chocianowska władza załatwia kosztem mieszkańców.
Wiedząc, że Roman Kowalski od samego początku był przeciwnikiem “darmowej” komunikacji, oczywiście nie co do istoty, lecz do sposobu i formuły jej funkcjonowania w wydaniu Tomasza K., dlatego poprosiłem go o pomoc w sformułowaniu odpowiedzi na ten wciąż gorejący element chocianowskiej Gminy.
Myślę, że burmistrz zakiwał się w stosowaniu zupełnie nieracjonalnych chwytów, dlatego już sam nie potrafi zrozumieć, jak daleko zaszedł w tym zapętleniu
– dyplomatycznie zaczął Roman Kowalski.
I dodał:
A mówiąc między nami, gdyby naprawdę chciał załatwić problem komunikacji z Lubinem, to już dawno by to zrobił. Po co inwestuje w własny tabor? Przecież zapowiadał, że ma dokupić kolejne busy. Zamiast przeznaczać horrendalne pieniądze dla Powiatu Lubińskiego mógłby zacząć organizować transport na własnych zasadach. Tak podpowiada logika i frustracja społeczeństwa, ale burmistrz z jakiś niejasnych motywacji działa wbrew wszelkim prawom zdrowego rozsądku. Zamiast wypracować system transportu bezpośrednio do Lubina, próbuje pomysłów w postaci przesiadek czy innych sztukowanych protez. Ale nie jestem osobą decyzyjną, nie mogę niestety swoich pomysłów wcielić w życie – mogę jedynie podpowiadać.
P.S.:
Najdroższa, z okazji Mikołaja także i ja wysłałem “list”, żeby nie było, że w wielu sprawach nie jestem dzieckiem…
Robert Harenza













































Comments