Zrozumcie proszę, ale nie mogłem zacząć urlopowego tekstu od innej piosenki, tym bardziej, że sam tekst, który w otoczeniu gór i muzyki właśnie mam zaszczyt pisać musi z założenia poruszać sprawy inne, niż codzienne. Urlop, to urlop, zdaje się, że to rozumiecie – to inna perspektywa, inny czas, inne słownictwo, inne spojrzenia, wolność, “wolna miłość”, itd., itd. – niż zwykła publicystyka dotycząca budżetu Chocianowa, skali kredytów, inwestycji Regionalnych, które lokalna władza, tj. Tomasz K. przypisuje sobie, jakby nie rozróżniał swojego prowincjonalnego selfie, jakie z pasją układa od zdjęć urzędowych, na którym go nie ma, bo zastępuje go na przykład Partycja (Patrycja) Jugo, na przykład… albo Elżbieta (GK) Kowalczuk, na przykład…
Wobec powyższego, po przywitaniu się, ani słowem nie wspomnę o problemach typu jak rozpasanie budżetowe chocianowskiego samorządu oparte na przyjmowaniu kredytów, by spłacać kredyty i finansować lubińską administrację, primo.
Chocianów nie spłaca kredytów! – O, Jezu…
Po drugie, ani słówkiem nie przypomnę przekroczenia uprawnień przez ekipy fachowców Tomasza K. z Urzędu, ani obrad „różańcowej” Rady Miejskiej odbywających się w Centrum Patriotyzmu im. Marii i Lecha Kaczyńskich, gdzieindziej nazwanym Centrum Przesiadkowym, tudzież na „blankietach ścisłego zarachowania” nazywane także filią Regionalnego Centrum Kultury, fiu, fiu…
Przyzwyczaiłem się, że Chocianów z daleka jest ładniejszy, bo nie muszę z bliska widzieć problemów wyrastających, niczym pryszcze na twarzy dojrzewającego chłopca.
Piszę, kiedy pada, jak kiedyś wiersze, w czasie pobytu w miłej kafejce lub w przydrożnym barze. Nie pamiętam nawet, o czym pisałem tydzień temu, ups…
Lubiński Sąd jeszcze nie orzekł o winie Tomasza K. Why…?
Urlop to urlop, o ile wiem, to nawet miłość wtedy jest inna, o czym zresztą z naukowym zacięciem często piszą kolorowe gazety.
(…wow! już wiem, jakim utworem pożegnam się dzisiaj z Wami – najlepszym z najlepszych, bomba)
Miałem tego jeszcze nie mówić, ale okoliczności i atmosfera urlopu spowodowały, że na luzie mogę już podzielić się swoimi obserwacjami na temat postaci, które chciałby przejąć sukcesję po Tomaszu K., oczywiście mam na myśli środowisko ściśle z nim związane. Mam trzy typy osobowości, więc kulturalnie zacznę od kobiety o imieniu Elżbieta i nazwisku Kowalczuk (z domu Kehle). Dwóch następnych potencjalnych kandydatów na burmistrza Chocianowa, którzy mogą liczyć na wsparcie Powiatu Polkowickiego to radni Piotr Wandycz oraz na swój sposób niewieścio formułujący swoje ambicje polityczne również o imieniu Piotr, z tym, że noszący nazwisko Machoń.
W kontekście moich faworytów, nie ukryję, że tekst e-Jakubowskiego o tym, jakie pomysły na przyszłość mają okoliczni samorządowcy rozbawił mnie do białej kości. Zauważcie, że autor tej durnej rozprawki widzi problem z następcą Tomasza K. w kontekście dwukadencyjności, a nie wygaszenia mandatu burmistrza z powodu wyroku sądowego. Jak widać, co niektórzy mają koncepcję, żeby Tomasz K. jeszcze 4 lata bujał się bezkarnie przed sądami, co jest następną mrzonką sympatyków i służb propagandowych chocianowskiej władzy.
“Wydawało się, że następczynią Kulczyńskiego może zostać Patrycja JUGO(…) Problem w tym, że wg naszej wiedzy Patrycja JUGO nie chce ubiegać się o fotel burmistrza Chocianowa”
– bajdurzy sobie Jakubowski Zbigniew.
Czyli Patrycję Jugo mamy już omówioną, choć według mojej wiedzy nie będzie startować w wyborach, bo nie zamierza „kopać się” z ciocią Dziunią, jak nazywam na własny użytek Elżbietę Kowalczuk. Wobec tego, jeśli między moimi faworytami miałaby się rozegrać walka o schedę po Tomaszu K. najmniej stawiam na Machonia juniora, który przynajmniej udaje, że nie prze do władzy, kokietuje swoją niezależnością, tworzy aurę milczącego (dosłownie milczącego) eksperta ds. społecznego działania, itd., itd., a naprawdę korzysta jak za czasów Franciszka Skibickiego z dodatkowych apanaży za nic nie robienie w Radzie Miejskiej, albo po prostu za stronnicze głosowanie za uchwałami, które z uczciwością nie mają wiele wspólnego, z mądrością jeszcze mniej, a najmniej z przyzwoitością, którą ojciec budował a on teraz rozmienia na drobne.
Jeśli chodzi o Elżbietę Kowalczuk i Piotra Wandycza, bawią mnie swoją prekampanią wyborczą w różnych miejscach – „Dziunia” promuje się przy inwestycjach, a nawet na strażackich eventach, najczęściej jednak w miejscach podległych władzy wykonawczej Chocianowa. Z kolei Piotr Wandycz, od kiedy politycznie przeniósł się do Powiatu ma mniej szans na lans, niż kiedyś. Zabawnym za to było, jak Elżbieta Kowalczuk i Piotr Wandycz postanowili promować się na jednej imprezie. „Cała beczka aresztantów”, jak mawiała moja śp. babcia, żeby podkreślić żartobliwy charakter imprezy, na której jak śledzie w beczce chcą podkreślić swoją obecność różne „osobowości”, starając się błysnąć czymkolwiek mają pod ręką.
Śmieszności całej sprawie dodaje fakt, że służby propagandowe Dziuni puściły w eter tylko zdjęcia z jej wizerunkiem, a z kolei służby powiatowe Ciupaka postanowiły wycinając jej obecność. Przedstawiały uroczystość wyłącznie, jakby na evencie byli tylko przedstawiciele powiatu, w tym przywołany wyżej Członek Zarządu Piotr Wandycz. Nie szczęście to tylko śmieszne, nie straszne, jak wiele innych wcześniejszych zachowań przedstawicieli samorządu Chocianowa i Powiatu Polkowickiego.
Inżynier GK Kowalczuk oczywiście na każdym kroku przypomina wszystkim, że jako zasłużona urzędniczka wie wszystko, bo pracuje w tym tej branży od ćwierćwiecza, ale prawdopodobnie nie przyjmuje do wiadomości, że to poważne obciążenie, nie licząc innych obciążeń, o których na razie pozwolę sobie pomilczeć. Stąd nie poddaję pod wątpliwość o niebo większe ambicje Elżbiety Kowalczuk, niż Piotra Wandycza. Elżbieta Kowalczuk ma tę zaletę, że przez okres władzy Tomasza K. z racji rodzinnych powiązań posiada wiedzę o wszystkich tajnych uzgodnieniach, a przede wszystkim od 2018 roku robiła za super burmistrza, trochę samozwańczo, a trochę na chwałę dość mało przygotowanego do roli burmistrza jej krewnego, więc w tej chwili nie ukrywa, że władza nad Chocianowem jej się należy, bo „tak”…
I co, czyż nie fajnie z daleka wygląda walka o władzę na prowincji?
Przepraszam, ale muszę kończyć…
Wzywają mnie, żebym zagrał mój ulubiony utwór, wszak odbywają się przedterminowe wybory, co wszystkim w okolicy przekazałem.
Robert Harenza





















Comments