Urząd

"Miłość ukrzyżowana" została w Chocianowie? Ruszyła chrystianizacja

0

Nie zawsze stać mnie na odwagę. Nie czuję się z tym dobrze (jak kiedyś powiedziała moja Pani ze snu), ale… to prawda. Nieraz nie stać mnie nawet na to, żeby z przymrużeniem oka popatrzeć na siebie, gdy popełniam następny błąd. Promując wydarzenie Kulturalne, po chamsku doszukuję się w nim jakiś szczególnych elementów ewolucji artystycznej śpiewaka, albo nawet zbiorowej egzystencjalnej prawdy, jaką śpiewak przywiózł do Chocianowa.
No cóż, nie mam odwagi, żeby stanowczo pominąć milczeniem wydarzenie religijno-pasyjne o nazwie „Miłość ukrzyżowana”, które miało miejsce w Chocianowskim Ośrodku Kultury, bodajże wczoraj. Sami przekonacie się nieco później, że nie starczyło mi odwagi, żeby milczeć na temat plagi konkursów, jakie co rusz Chocianów ogłasza i rozstrzyga. Jest w tym nawet trochę koncertowej „pasji”…
A mówiąc poważnie, zastanawiam się, czy „Miłość ukrzyżowana” to pierwszy etap chrystianizowania Europy przez Franciszka Skibickiego, czynności, jaką zacznie już w maju, wyruszając wraz z chórem Soli Deo z Chocianowa w turnee po Francji. Nie mam odwagi, żeby zapytać, ile Gmina zapłaci za tę obsceniczną pożegnalną podróż Franciszka Skibickiego do zaprzyjaźnionych rolników z Juvigne. Przypuszczam, że mieszkańców gminy ani samorządowców nie zainteresuje strona finansowa, bo w sumie ważniejsza jest sama idea chrystianizowania północno-zachodniej części starego kontynentu, a tę wyprawę krzyżową Chocianów ma zapisaną w budżecie w rozdziale Promocja.

A mówiąc jeszcze inaczej, „Miłość ukrzyżowana” to nowoczesne aranże pasyjne, które na razie chrystianizowały tylko Chocianów, czyli niewielki kawałek prowincji Europy. Burmistrza na koncercie nie dojrzałem, ale prezesa Soli Deo już i owszem…

Ale może zanim z bojaźnią Bożą napiszę o swoich intuicjach dotyczących chrystianizowania miłości, najpierw przedstawię próbkę aranży Pana Łopaicńskiego.

Fajnie, czy bardzo fajne? Była moc? Tytuł koncertu to syntetyczne połączenie ikonograficznej wersji aktu zbawienia z aspektem miłości, choć do końca nie wiadomo, o jaką miłość chodzi. Zbitka słów „miłość” i „krzyżowanie” ( jak wiemy jedna z bardziej spektakularnych form zadawania cierpienia i śmierci) to prawdziwe morderstwo w biały dzień – przyznam się, że to akt artystycznej megalomanii, nawet dla jakiegoś obrazoburczego i wyklętego poety. Przyznaję, (bez bicia i krzyżowania – przypis mój), że nie miałbym tyle odwagi, by oficjalnie, w świetle źle ustawionych reflektorów chrześcijańskiego Ośrodka Kultury, bezceremonialnie zaprezentować tak obsceniczny projekt poetycko-muzyczny. No chyba, że… chyba, że miałbym wsparcie proboszcza tutejszej parafii i wiernych, wsparcie Pani Dyrektor chrześcijańskiego Ośrodka Kultury, że o artystach chóru Soli Deo nie wspomnę.
Z zestawienia słów, nie udaję, wyciągnąłem więcej, niż autor tego mini spektaklu, że o mojej Pani ze snu, której zalety w tym aspekcie nie odbiegają od reszty słuchaczy nie wspomnę. Twierdzę, że tylko ja zostałem wpuszczony w przysłowiowe maliny. W przeżyciach koncertowo poszedłem złą drogą, włączając wszystkie zmysły krytyka literackiego, przykładając uwagę do filozofii słowa (i takie tam bzdety…), a dla autora tej śpiewogry i organizatorów koncertu „Miłość ukrzyżowana” nie miały walorów artystycznych. Językowa obsceniczność, która od razu ujęła mnie swoją odwagą na koncercie sprowadzona została do afirmacji okolicznościowych religijnych postaw na parę dni przed świętami. Personifikowanie miłości za pomocą postaci Chrystusa, mówiąc skrótowo, przywołuje mieszane uczucia u ludzi zdystansowanych do Religi, a osobiście u mnie wzbudza więcej kontrowersji, niż miłość jakiejś licealistki do redaktora FAKTY Chocianów. Jezus zasłynął miłością do rodzaju ludzkiego, a ta jest bardziej nieprawdopodobna, niż miłość słonia do mrówki. Poza tym miłość to proces emocjonalny charakterystyczny w relacjach międzyludzkich, rzadziej lub wręcz niespotykana w kontekstach natury ponadczasowej i śmiertelnej. I jeszcze coś w miłości występuje, ale nie mam odwagi powiedzieć. Dlatego miłość Jezusa ukrzyżowano, bo taki jest scenariusz dojścia do zbawienia, który przekazuje religia? Jezus dokonał swoistego aktu samobójstwa z miłości do ludzi, żeby ludziom pokazać wartość miłości? Czyż to nie nazbyt makabryczny wykład o istocie miłości? Chrześcijaństwo lubuje się w okrucieństwie – poprzez śmierć odnajdujemy w sobie ludzkie cechy, w tym aksjomat miłości?
Boję się, żeby nie powiedzieć dosadniej, co o tym sądzę. Zadaję sobie pytanie, dlaczego śpiewogra, wpisująca się w przedświąteczne umartwianie została przedstawiona na deskach szacownej sceny Instytucji Kultury, a nie w Kościele, miejscu sacrum? Bo modna jest chrystianizacja Europy, w każdej postaci i nowoczesnej formie? Kościół wychodzi do ludzi? Religijność musi być promowana i sama się promować, bo Europę zalewa fala laickich postaw. W takim razie, dlaczego koncertu „Miłość ukrzyżowana” nie wystawiono na przykład w remizie strażackiej? Albo – jeszcze lepiej – na uroczystym otwarciu Delfinka? Ups. Wyobraźcie sobie, ze „Miłość ukrzyżowana” śpiewana jest na tle tafli wody, a w miejscu, w którym na zdjęciu widzimy tego Pana stoi wokalista ze stowarzyszeniem zespołu.

To profanacja! Czyli bezpruderyjne pokazanie cierpienia z miłości na basenie miałoby mniej walorów estetycznych, niż przedstawienie tego samego literacko-muzycznego wydarzenia w klimatyzowanych przestrzeniach ChOKu? Moje uczestnictwo w tym nader perwersyjnym akcie artystycznym trafnie podkreśliła Pani Krystyna Kozołup w słowie, które wygłosiła na zakończenie. Odniosłem wrażenie, że mówiąc „(…) im bardziej ktoś powie, po co są takie koncerty, tym bardziej widać, że są potrzebne (…)”, aluzję kieruje trochę do mnie. Zresztą jak zwykle nietrafnie, bo o potrzebnych koncertach mógłbym mówić godzinami.

Uwaga. Od początku artykułu z bojaźnią Bożą rzeczywiście zastanawiam się, „po co są takie koncerty”. Zgadzam się z Panią Dyrektor, że są potrzebne, ale nie przyjmuję do wiadomości, że ona preferuje tylko „takie”. Trio muzyków zrobiło chrystianizujące show, choć na pewno nieporównywalnie mniejsze, niż to jakie we Francji zrobi Franciszek Skibicki z chórem Soli Deo, że o prezesie Wiesławie Ślipko nie wspomnę. Do tego mam wrażenie, że w organizacji koncertu nie chodziło o Sztukę. Utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że wiara musi mieć też swoje estradowe wątki, jak polityka, a chrześcijański Ośrodek Kultury musi upowszechniać Kulturę zgodnie z polityką lokalnych środowisk, a te z katolikiem Franciszkiem Skibickim na czele akcenty stawiają na aspektach upowszechniania kultury ortodoksyjnie chrześcijańskiej. Mnie interesował przede wszystkim estetyczny i intelektualny wyraz przedsięwzięcia, bez względu, co było treścią spektaklu. Nie pogubiłem się, choć na słowo „miłość” reaguję emocjonalnie, z tym, że nie kojarząc jej od razu z ukrzyżowaniem.
„(…) im ktoś będzie mówił, po co taki koncert (…)”, nawiązując do Pani Dyrektor uważam, że potrzebne są także takie wydarzenia, jak Koncert Patriotyczny, bo tam też będzie prawdziwa jazda.

Tym razem narodowo-chrześcijańska, męczeńska opowieść o bohaterach umierających za miłość, tyle że do Ojczyzny. Ruszy chrystianizacja przez patriotyzm pod honorowym patronatem Franciszka Skibickiego. Może na rozpoczęcie koncertu (potrzebnego, jak wiele innych) Pani Dyrektor jak ma w zwyczaju powita zebranych gości, przeczyta notkę o artyście, a następnie odczyta wierszyk pt. „Ojczyzna” Rafała Wojaczka, obrazoburcy porównywalnego z autorem tytułu „Miłość ukrzyżowana”.

Ojczyzna
Matka mądra jak wieża kościoła
Matka większa niż Rzymski Kościół
Matka długa jak transsyberyjska
Kolej i jak Sahara szeroka
I pobożna jak partyjny dziennik
Matka piękna niczym straż pożarna
I cierpliwa jak oficer śledczy
I bolesna jak gdyby w prologu
I prawdziwa jak gumowa pałka
Matka dobra jak piwo żywieckie
Piersi matki dwie pobożne setki
I troskliwa jakby bufetowa
Matka boska jak Królowa Polski
Matka cudza jak Królowa Polski

Oczywiście nic takiego nie nastąpi, bo wszystko w chrystianizacji Franciszka Skibickiego jest proste. Pani Krystyna Kozołup dała mi pretekst, żebym przez chwilę przy okazji mowy „o potrzebnych koncertach” poruszył temat Konkursu zarządzonego przez burmistrza ( Atrakcje marca: dwa razy Dzień Kobiet, później cudowne Imieniny i Miłość ukrzyżowana… Do tego burmistrz zarządził konkurs). Konkurs plastyczny o tematyce „Żołnierzy wyklętych” został rozstrzygnięty! Po cichu. Do komisji konkursowej (przypomnę konkurs plastyczny) Franciszek Skibicki nie desygnował żadnego – prawdziwego lub samozwańczego artystycznie, mniejsza z tym – plastyka. Do Komisji chrystianizującej patriotycznie i historycznie uczniów podstawówek powołał – ups, Klaudię Beker, radnego (specjalistę ds. patriotyzmu, dróg wojewódzkich i kontaktów z sympatykami ONR) Krzysztofa Mistoń i Panią od historii mojej nieletniej córuś (Anna Piotrowska).

Jak widać po wyżej ustawionym akapicie, nie zawsze mam odwagę, żeby bronić złych, a nawet fatalnych pomysłów z pogranicza religijności prowincji i fantazyjnej nadprodukcji kiczu. Nie będę więc bronić promocyjnej Klaudii Beker, która zamieszczając informację o rozstrzygniętym konkursie gminnym nie pofatygowała się, by pokazać przynajmniej przez nią nagrodzone prace dzieci. Trawestując Panią Dyrektor chrześcijańskiego Ośrodka Kultury, „im ktoś będzie mówił, po co takie konkursy, tym bardziej widać, że nie są potrzebne”, jak pojęcia „Miłość ukrzyżowana”, zaśnieżonych skrzyżowań, wypraw krzyżowych, krzyżowania szpad, krzyżówek roślin, krzyża jako symbolu, krzyżyka jako elementu ozdobny pięknej szyi mojej Pani ze snu, a więc chrystianizowania co się da i bez umiaru. To nadal ta sama profanacja, jak koncert w Delfinku, jak brak powagi, czy ukrzyżowanie miłości do żołnierzy wyklętych przez Franciszka Skibickiego.
Nie mam odwagi, więc nie powiem, że teraz wyłączę klawiaturę laptopa, chociaż jeszcze powinienem napisać na przykład o tym że nie popieram tego, czy innego bohatera samorządowej kampanii wyborczej, jakim jest choćby radny Krzysztof Mistoń, że Franciszka Skibickiego z miłości ukrzyżował portal chocianow.com.pl Piotra Piech (vel Kamil Nosel) publikując sondaż, w którym ukrzyżowana została miłość do Franciszka Skibickiego (ludzie oceniają źle jego dobrą działalność).

Nikt nie zaprzeczy, a ja tym bardziej, że dlatego Franciszek Skibicki na pożegnanie z samorządem pojedzie chrystianizować Europę, promować straż pożarną, motopompy, cysterny, beczkowozy, wozy drabiniaste i inne oszałamiające atrakcje 9D, jak Cinema w ciężarówce przywieziona przez Panią Krystynę Kozołup na parking Hali Sportowej wygaszanego gimnazjum.

„Im bardziej ktoś powie, po co nam takie kino 9D, tym bardziej widać, że jest potrzebne”.

Robert Harenza

13 marca 2018 roku

Poprzedni artykuł

FAKTY Chocianów ogłaszają konkurs: na najlepszą skargę…!

Następny artykuł

Comments

Comments are closed.

Login/Sign up