Urząd

Billboardem między oczy kandydata…

0

Zanadto nie warto nad tym się rozwodzić. Ogólnie znana zasada mówi, że nie sposób pisać dla wszystkich. Każdy pismak, pisarz, intelektualista, jak na przykład autorka ostatnich artykułów na www.e-legnickie.pl, jeszcze zanim usiądzie do napisania czegoś ważnego, niechby nawet zwykłej frustracji o publicystycznym zabarwieniu, najpierw w myślach określa sobie grupę bądź nawet grupy ludzi, dla których tworzy, dla których zmaga się z ograniczeniami własnego intelektu, nadmiarem emocji, brakiem doświadczenia, że o kaprysach rozsądku, którego trudno doszukać się w jej dziewczęcych oczętach nawet z bliskiego bliska…
W myśl zasady, którą wyraziłem wyżej autorka dzieł o tytułach: „”NIE dla Lubina”! Coraz agresywniejsza kampania w krainie jagody…” oraz „Trop w trop za autobusami Kulczyńskiego… Dni Jagody na wesoło!”…

„NIE dla Lubina”! Coraz agresywniejsza kampania w krainie jagody… – e-legnickie.pl

Trop w trop za autobusami Kulczyńskiego… Dni Jagody na wesoło! – e-legnickie.pl

…co prawda uzna, że schlebiam sobie twierdząc, że artykuły napisała wyłącznie dla mnie, ale taki niestety jest stan faktyczny. Na pewno przed przystąpieniem do aktu twórczego, choć przez chwilę pomyślała, że kto jak kto, ale Robert Harenza potrafi docenić jej trud, zrozumieć intencje, a nawet podejmie polemiczny dyskurs z tezami zawartymi w tekstach.
Miała rację.
Od pierwszego wejrzenia zakochałem się w tych skargach dziewczynki na zachowania Romana Kowalskiego, który jest „zły”, bo pozwolił sobie zamieścić bilboardy w całym mieście, a nawet w różnych punktach gminy Chocianów. Na dodatek ohydnie i osobiście sprawdził zapotrzebowanie społeczne mieszkańców Chocianowa w sprawie idei darmowej komunikacji, którą lansuje człowiek z Lubina – na przemian raz tytułuje się „chocianowskim radcą prawnym”, to znów „Tomasz Kulczyński – darmowy transport”.
Nie tracąc czasu przejdę do podkreślenia co piękniejszych kawałków najpierw tekstu o bilboardzie, a później szybciorem przejadę się darmowymi autobusami Tomasza Kulczyńskiego, w te i we w te, jak gmina długa i szeroka.

„Roman Kowalski rozpoczął kampanijną ofensywę. Niestety w sposób doskonale znany już chocianowianom, bo od ataku na innego potencjalnego kandydata – Tomasza Kulczyńskiego.”

– napisała autorka pod pseudonimem (Klaudia Beker).

„Ofensywa przyszła jednak tuż przed corocznymi Dniami Jagody, czyli największą imprezą w gminie Chocianów. Takie święto to okazja do polityczno-samorządowego zabłyśnięcia”

– z czułością przeczytałem dalej.
Autorka wyraźnie za złe ma zachowanie Romana Kowalskiego, który niespodziewanie pokazał się na swoich billboardach, a prawo do tego typu zachować od czasu pierwszej listopadowej inicjatywy sportowo-patriotycznych biegów po parku uzurpuje sobie pewien prawnik z Lubina. W wyobrażeniu jego kilku sympatyków (w tym autorki tekstu), tylko on ma prawo na billboardach z byle powodu pokazywać nazwisko i twarz.

Atrakcje marca: dwa razy Dzień Kobiet, później cudowne Imieniny i Miłość ukrzyżowana… Do tego burmistrz zarządził konkurs

Co najmniej dziwne, jeśli nie schizofreniczne twierdzenie, że z billboardu ktoś atakuje Tomasza Kulczyńskiego, choć – jak wszyscy widzą – Roman Kowalski nie przywołuje nazwiska o nawet podobnym brzmieniu, jak Kulczyński. Skarga Klaudii Beker należy do typu: „mamo, a kura się na mnie patrzy…”? Jak dziewczynka ma pretensję, że Roman Kowalski się patrzy. Cudowne, nieprawdaż?
Nie ukrywam, że już na dwa tygodnie przed rozwieszeniem billboardów znałem ich treść. Były burmistrz postanowił włączyć się w dyskusję, która na różnych forach zaczęła toczyć się już nazajutrz po objęciu funkcji burmistrza w grudniu 2014 roku, a mianowicie – usytuowania gminy Chocianów w strukturach powiatowych, czy lepsze jako powiat są Polkowice, czy lepszy byłby Lubin.
Panna Beker nie ukrywa, że ma problem ze zrozumieniem prostego przesłania zawartego na plakacie. Bulwersuje ją fakt, że Roman Kowalski postanowił „pokazać się” na dzień przed Dniem Jagody. A dlaczego nie? I po co komu absurdalne pretensje – dodajmy – niczym nie uzasadnione, takie słodko dziewczęce, naiwne, głupiutkie, że na samo ich brzmienie, przypomniałem sobie wszystkie sny z moją Panią ze snu, z tym że dzisiejszy najbardziej…
Nie będę ukrywał, że w katalogu nonsensów, na jakie natrafiłem w artykule „NIE dla Lubina…” pierwsze miejsce zajmuje cytat z wypowiedzi Tomasza Kulczyńskiego, który rzekomo niczego nie komentuje, choć komentuje. Oj, komentuje. Autorka twierdzi:

– Tomasz Kulczyński nie chce szerzej komentować sprawy.
– Każdego dnia rozmawiam z mieszkańcami, którzy podkreślają, że Chocianów chce zmian przede wszystkim w zarządzaniu ich samorządem, a nie w dalszym ciągu walki chocianowsko-chocianowskiej. Nie zamierzam reagować na takie zaczepki ze strony innych – podkreśla Tomasz KULCZYŃSKI.

 
Daję słowo skauta, że wyrażenie „Chocianów chce zmian przede wszystkim w zarządzaniu ich samorządem” przeczytałem chyba z dziesięć razy. Nie mogłem uwierzyć, że prawnik może stworzyć podobnie naiwną konstrukcję myślową, z której ewidentnie wynika, że jak dziewczynka myli porządki prawne i zasady logiki. Kandydat z Lubina, mówiąc co mówił, chce raczej zdobyć funkcję przewodniczącego Rady, niż burmistrza. Burmistrz jako organ wykonawczy nie ma prawa ani kompetencji, by „zarządzać samorządem”. Najwyraźniej nie tylko autorce artykułu z powodu billboardu w główce mieszają różne poziomy władzy samorządowej, że o zwykłych zasadach odpowiedzialności za słowa nie wspomnę.
Jak wykazałem wyżej, artykuł sponsorowany panny Klaudii opiera się na prostym przekazie. Mówi on, że jeśli Tomasz Kulczyński bombarduje billboardami od miesięcy, wszystko jest mega ok, świeże, nietypowe, genialne. Natomiast jeśli coś zrobi Roman Kowalski to znaczy, że zaczął brutalną „ofensywę”, kampanię w ramach jakiejś wyimaginowanej „wojny chocianowsko-chocianowskiej”. I właśnie ten rodzaj retoryki podoba mi się najbardziej, a nawet wyzwala przejmujące uczucie sympatii do autorki „NIE dla Lubina”.
Kandydat z Lubina używając do celów marketingowych niedojrzałej i niedoświadczonej panny, sprawia wrażenie równie bezradnego. Mówi, że nie zamierza „reagować na zaczepki”. Czy Roman Kowalski go w jego wyobrażeniu zaczepia? Z treści billboardu to nie wynika, więc te zaczepki dzieją się wyłącznie w jego głowie. Poza tym zalecam także większą oszczędność w mówieniu czegokolwiek. Myślę, że w przypadku „chocianowskiego radcy prawnego” milczenie jest przysłowiowym złotem. Jeśli się tylko odezwie, jak w przypadku „zarządzania samorządem” od razu ujawnia braki w rozumieniu podstawowych spraw, wychodzi niedostatek wiedzy i doświadczenia samorządowego. Nie milcząc nie ma nic więcej do zaoferowania, niż tylko popularne frazesy, okrągłe słówka i epatowanie organizacją rekreacyjno-sportowych eventów. Od nich nie przybędzie dochodów gminy, nie zmiei się styl „zarządzania samorządem” – cokolwiek to wyrażenie znaczy w ustach kandydata na burmistrza. Wyjątkowo ładnie to widać na przykładzie akcji z darmowym transportem. Dużo krzyku, a wyszło kiepsko, jak inicjatywa Tablicy Pamiątkowej, zniesienia opłaty bazarowej czy konkursu na największą dziurę w drodze…
Frustrację związaną z następną porażką inicjatywy „Darmowy transport – Kulczyński” autorka Klaudia Beker spróbowała odreagować w artykule „Trop w trop za autobusami Kulczyńskiego… Dni Jagody na wesoło!” Ale czy Dni Jagody dla „darmowego” przewoźnika należy zaliczyć do rodzaju wesołych? Czy rozweselił go tylko ten akapit?:

„Z relacji świadków wynika także, że Kowalski postanowił porozmawiać z grupą pasażerów, którzy dojechali na chocianowskie działki i zapytać ich o opinię.”

A może to było weselsze?

„Cieszę się, że moja inicjatywa na tyle spodobała się moim oponentom, że postanowili przyjrzeć się jej z bliska. Mam nadzieje, że dzięki temu przekonali się na własne oczy jak można działać na rzecz mieszkańców – mówi uśmiechnięty Tomasz KULCZYŃSKI, pomysłodawca bezpłatnej komunikacji dla mieszkańców na Dni Jagody.”

A może ogólną wesołość autorki tekstu wyzwolił kolor żółtych autobusów, pustka w nich panująca i denerwująca wszystkich aktywność służb propagandowych z Lubina?

Co w następnej porażce inicjatywy wesołego dojrzała Klaudie Beker? Nie twierdzę, że wiem, dlatego o zdanie poprosiłem Romana Kowalskiego.

Nareszcie mogłem osobiście zweryfikować swoje przemyślenia i opinie na temat potrzeb ludzi gminy Chocianów związanych z darmowym transportem. I to nie za pieniądze gminne pieniądze… – na dzień dobry powiedział Roman Kowalski.
Choć znam stosunek Romana Kowalskiego do idei darmowej komunikacji (nota bene podobnie brzmiące, jak artykuł na e-legnickie.pl (Fałsz darmowej komunikacji – e-legnickie.pl), która ładnie wygląda jako hasło na wiecach wyborczych, lecz gorzej już w praktyce, gdy bezlitośnie drenuje samorządowe finanse, poprosiłem o jakieś jego stanowisko w tej sprawie.
Można by o tym mówić dłużej, ale ja sobie przypominam jak na początku tej kadencji Franciszek Skibicki lansował projekt darmowej komunikacji. Wydał na dokumentację sporo pieniędzy, ale najwyraźniej zrozumiał, że komunikacja zbiorowa w XXI wieku rządzi się zupełnie innymi prawami, niż ta z końca ubiegłego wieku… Jakby ktoś jeszcze nie zauważył, mieszkańcy wiosek są mobilni i zaradni a tym samym potrafią dojechać we własnym zakresie na imprezę, więc nie tego potrzebują… Widać to było chociażby po ilości osób wsiadających do autobusu, które obserwowałem podczas Dnia Jagody – powiedział Roman Kowalski.
Na moje pytanie, co w autorce artykułu wzbudziło wesołość, natychmiast odpowiedział:
– Czytałem o tym, że mieszkańcy Michałowa wydzwaniają do organizatora transportu, bo nie ujął ich w rozkładzie jazdy. Rozbawiło mnie to, że żaden z tych potrzebujących nie skorzystał z usługi. Zero człowieka! – co sam stwierdziłem, choć na trzynastotysięczną gminę z transportu skorzystała garstka ludzi, w tym osoby, które specjalnie przyjechały z Chocianowa, żeby się przewieźć autobusem…

Przyznam, że mnie w ogólną wesołość autorki tekstu wprowadziły dwa standardy, jakie stosuje publicystka Klaudia Beker. Służbom propagandowym organizatora darmowego transportu wolno kręcić show „wielkanocne jaja z żółtymi autobusami lubińskiej komunikacji miejskiej”, a Romanowi Kowalskiemu panna Klaudia wytyka, że jeździł za pojazdami dobroczynnej firmy „Kulczyński – transport”.
– W gminach takich jak Chocianów bezcenną aprobatą cieszyłaby się komunikacja zbiorowa związana ze świąteczną opieką medyczną, którą świadczą chociażby Polkowice. To wiem na pewno… – na zakończenie rzucił Roman Kowalski.
Potrzebę uruchomienia dojazdu w dni świąteczne do lekarzy osobom tego potrzebującym, potwierdza także Grażyna Kindra – pielegniarka z 30-letnim stażem:
– Dziś wiele osób starszych czy gorzej sytuowanych musi polegać na innych jeśli wystąpi problem zdrowotny podczas weekendu. Ile to ja razy nasłuchałam się od pacjentów narzekań przy recepcji…? Ale wie Pan co? Zgadzam się z nimi w stu procentach. To nie tak powinno wyglądać.
Dziękuję za uwagę, także moją Panią ze snu…

Robert Harenza

Dzień Jagody, korowód i sino-żowte absolutorium – brawa bez braw dla burmistrza Chocianowa

Poprzedni artykuł

Horror polityczny pt. "Viribus Unitis" w Kinie Plenerowym w Parchowie

Następny artykuł

Comments

Comments are closed.

Login/Sign up