W Chocianowie w nowym roku będzie i nowa Rada Miejska! Wywiad z Krzysztofem Kowalczykiem

Robert Harenza: Panie Krzysztofie, nie jestem najlepszy w kategorii powitań, dlatego witam Pana w imieniu Czytelniczek i Czytelników FAKTY Chocianów. Czy wie Pan, dlaczego postanowiłem z Panem porozmawiać publicznie?

Krzysztof Kowalczyk: Dzień dobry. Wiem…

R.H.: W takim razie proszę głośno wyjawić, dlaczego? Dla ułatwienia dodam, że jest to najłatwiejsze z pytań, jakie na dziś przygotowałem.

K.K.: Odpowiedź jest rzeczywiście prosta, choć posiada wiele aspektów… Bo startuję w wyborach uzupełniających na radnego! Okręg Wyborczy Nr 5, Lista Nr 1

R.H.: Dobrze jest usłyszeć odpowiedź nie budzącą żadnych wątpliwości…

K.K.: Pan zadaje pytania – ja odpowiadam. Proszę o trudniejsze pytanie.

R.H.: Miło mi widzieć Pana w dobrym, a nawet walecznym nastroju. Otrząsnął się Pan po wyborach w 2018 roku? Chce się Panu być radnym?

K.K.: Nie zawiesiłem strzelby na kołek. Myślę, że wciąż mam dużo do powiedzenia i zrobienia w naszej Gminie. A wiedza i doświadczenie, jakie zdobyłem będąc radnym i pracownikiem zakładu budżetowego szczególnie w tej kadencji mogą się przydać Gminie, jak nigdy. Patrząc krytycznie na rok działalności Rady, nieskromnie twierdzę, że moja obecność w pracach tego organu jest wyjątkowo potrzebna, a wręcz bezcenna. Odnoszę wrażenie, że jeszcze nigdy dotąd, nawet gdy kiedyś spierałem się z Franciszkiem Skibickim, nie odczuwałem tak bardzo powagi swojej misji.

R.H.: Czytelnikami FAKTY Chocianów nie są sami fascynaci lokalnej polityki, ekonomiści, fachowcy od samorządu. Da się powiedzieć to samo, ale używając prostszego języka?

K.K.: Niewiele z dokonań tej Rady da się obronić w merytorycznej rozmowie. Właściwie od początku nie ma merytorycznej rozmowy, ani na poziomie komisji, ani na forum sesji. Nie chcę nikogo obrażać, ale sesje świadczą ewidentnie o tym, że cofnęliśmy się o kilka dekad. Obserwuję sesje, bardziej jako mieszkaniec, który od Rady oczekuje powagi, odpowiedzialności i troski o dobro wspólne. Niestety widzę, że priorytetem w tej chwili jest chucpa i organizowanie zabaw.

R.H.: Czy Pana zdaniem nie o to samo chodzi innym kandydatom na wolne miejsce w Radzie? Szybciutko wymienię – Katarzynie Pikulskiej-Danis, Mateuszowi Sarżyńskiemu i Henrykowi Osolińskiemu?

K.K.: Dałby Bóg, żeby tak krytycznie jak ja oceniali pracę radnych. Byłby to prawie sukces, niczym wyższość logiki nad polityką. Mam nadzieję, że moi konkurenci równie poważnie i z troską podchodzą do misji radnego. Okręg, w którym teraz zamierzam startować znacznie różni się, od Okręgu Nr 6, w którym od lat startowałem. Ostatnio w dziwnej gazetce o nazwie Głos Regionu Chocianów przeczytałem nawet o sobie i innych kontrkandydatach. Śmieszny i naiwny tekst, ale nie sposób z niego nie wywnioskować, że anonimowy autor tej agitki nie przyłożył się do tematu. Myślę, że ten rodzaj promocji Henryka Osolińskiego, którego znam od „wieków” bardziej mu zaszkodzi, niż pomoże. Nie wystarczy, że Heniek będzie rozdawał choinki podarowane mu wcześniej przez burmistrza, albo chwalił się, że to on nakłonił Radę, by dała piętnaście tysięcy złotych na powiększenie o kilka miejsc parking przy ulicy Fabrycznej. Wiem, że to ważna sprawa dla mieszkańców tego osiedla, ale o wiele ważniejsze jest ucywilizowanie infrastruktury drogowej za blokami, w okolicach garaży. Jednym słowem, wypadałoby wreszcie zająć się kompleksowym zagospodarowaniem terenu w okolicy bloków i Zaułka Fabrycznego. Z racji tego, że jestem ekonomistą, analizy finansowe są dla mnie wstępem do następujących po nich refleksji politycznych. W sferze finansów i polityki aktualni radni cofnęli Chocianów o kilka dekad. Dobrze widać to na przykładzie ul. Fabrycznej. Moim zdaniem wystarczyłoby jakieś 200.000,00 – 250.000,00 zł, by załatwić problem raz na zawsze. O to będę walczył, o ile mieszkańcy tego okręgu tak zdecydują.

R.H.: A da się to przedstawić jeszcze prościej?

K.K.: Oczywiście, że się da. Jeśli ostatnio miliony wydajemy na zabawę, a śmieszne 15.000,00 zł na malutki parking to chyba proporcje zostały już doszczętnie zakłamane. Musimy odwrócić ten trend. Z naszych podatków nie zrobimy ani kilku metrów chodnika, nie kupimy piaskarki, nie kupimy lamp ulicznych, nie utwardzimy drogi mieszkańcom Fabrycznej, o co piszą petycje, jeśli ten milion wydamy na bzdety! „Budżet nie jest z gumy” – powtarzał Franciszek Skibicki w końcówce swojej kariery. Czy wymieniać dalej…?

R.H.: Ależ wymieniać, wymieniać…

K.K.: Jak nie trudno zauważyć, Rada w tej chwili zajmuje się sobą, a organ wykonawczy (Burmistrz) realizuje tylko „obietnice wyborcze”, dopowiem, że tylko swoje… Moim zdaniem powinien zaspakajać potrzeby mieszkańców, czyli jednak łatać dziury w drogach, zwiększać dochody, żeby nie tylko administracyjnie liczyć na to, co ustawa o samorządzie da, tani populizm zamienić na praktyczne działanie, nie robić z siebie gwiazdy, jak niedowartościowany mężczyzna, nie rozdawać, lecz kumulować środki w konkretnie określonym celu.

R.H.: Ok. Gros Rady stanowią młodzi-gniewni, nowe pokolenie samorządowców. Nie wątpię, że zna Pan Norberta Piotrowskiego, Piotra Piecha i Janusza Zielonego – bo oni weszli do Rady Kadencji 2018-2023. Czy także im przypisuje Pan niedoświadczenie, złą wolę, jakiś rodzaj głupoty i nieodpowiedzialności? Czy Norbertowi Piotrowskiemu albo Januszowi Zielonemu zarzuca Pan, że bardziej skłonni są bawić się za gminne pieniądze, niż rzeczywiście integrować ludzi wokół spraw rozwijających naszą społeczność, miasto, gminę…?

K.K.: Dobrze, że Pan o tym wspomniał. Otóż to oni utrzymują mnie w przekonaniu, że nie wszystko jeszcze stracone, że powinienem włączyć się w obronę elementarnych wartości samorządu.

R.H.: Ładnie brzmi, ale to nadal tylko kampanijna nowomowa, a być może następne czcze kampanijne obiecanki. Mam nadzieję, że ma Pan argumenty, by przekonać mieszkańców Okręgu, że nie chodzi Panu tylko o inkasowanie diety i upajanie się tytułem „radny”?

K.K.: Niby to jedno z tych trudnych pytań, na które mam odpowiedzieć? Nie jest ani trudne, ani przyjemne, więc tym bardziej na nie odpowiem. Jeśli dołączę do grona radnych, na pewno moja dieta nie będzie wynosić więcej, niż dieta radnego Piotra Piecha, czyli jakieś sto parę złotych – już o to zadba większość Rady, proszę mi wierzyć. Tym bardziej teraz określenie „radny” raczej nie nobilituje. Wystarczy przysłuchać się opiniom ogółu społeczeństwa na temat pracy radnych, by raczej nie marzyć o tytule radnego. Wcześniej wprost podałem swoje motywacje i to jedyna prawda, którą kieruję się startując w wyborach uzupełniających. Jest źle, dlatego chcę wesprzeć kilku radnych, dla których interes gminy jest ważniejszy, niż zauroczenie funkcją radnego. Mam też konkretny program dla mieszkańców tego Okręgu, który w odpowiednim czasie ujawnię w bezpośrednich spotkaniach, nie teraz, bo znów jakiś Głos Regionu będzie strzelał w płot ślepymi zdaniami.

R.H.: Nie uchyli Pan chociaż rąbka tajemnicy?

K.K.: O projekcie uporządkowania śródmieścia Chocianowa powiedziałem wcześniej, a o pomyśle zagospodarowania przestrzeni w okolicach ulicy Stefana Żeromskiego wypowiem się na ulotce i w rozmowie z Panem na tydzień przed wyborami. Zgoda?

R.H.: W takim razie może nie będzie tajemnicą, czego życzy Pan mieszkańcom Gminy na zakończenie roku. Lada chwila Sylwester.

K.K.: Mam złe przeczucia, jeśli chodzi o organizację Sylwestra w hali widowiskowo-sportowej, ale to nie powód, by nie życzyć mieszkańcom dobrej zabawy, szczęśliwego końca roku i – podkreślę – odpowiedzialnego podejścia do spraw samorządowych w 2020 roku. Gmina to Nasze dobro, o wiele ważniejsze, niż widzimisię tego czy innego radnego, bądź burmistrza. W nowym roku życzę szczęścia i trafnych wyborów.

R.H.: Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

x

Zobacz także...

FAKTY Chocianów: Ja i moja rodzina nie liczy na ochronę narodowej Policji. Do widzenia…

źródło foto: Janusz Lech Komentarze

Dyskusyjne Forum Samorządowe Roberta Harenzy: Inwestycje w bezpartyjnych Wanów Chocianowa to marnowanie publicznych pieniędzy

TYLKO U NAS: O kosztownej i złej „inwestycji” Chocianowskiego samorządu w urzędników z Lubina. I ...