Restauracja „ChOK” poleca: zupa gminna i miłe towarzystwo!

Słowo daję, że marzyłem o ładniejszym początku, niż ten, który za chwilę napiszę. Telefonując do Dyrektor Chocianowskiego Ośrodka Kultury z prośbą o komentarz do wydarzeń, jakie miały miejsce po koncercie „Zawsze wierni Ojczyźnie” (2 maja 2018 roku) jeszcze miałem nadzieję, że Pani Krystyna Kozołup spróbuje przynajmniej cokolwiek wytłumaczyć.

Proszę mi wierzyć, że marzyłem, by chociaż skłamała, mówiąc, że za organizację zamkniętych imprez na zapleczu ośrodka kultury odpowiada burmistrz. Dałbym się nawet okłamać, że to nie Ona powierzyła klucze do ChOKu postronnej osobie wysłanej po alkohol. Uwierzyłbym nawet takim słowom z jej ust, że służbowe auto przyjechało po Franciszka Skibickiego od strony tylnego wyjścia, bo zasłabł, jak patriota po uniesieniach, jakich doświadczył podczas koncertu. Dałbym wiarę, że nie chciał epatować bogactwem gminy, która opłaca wożenie burmistrza z „restauracji” do domu. Bez mrugnięcia okiem uwierzyłbym w każdą informację, o ile w ogóle Pani Dyrektor raczyłaby ją wypowiedzieć. Mam o ogromny żal, bo w sumie nie musiało dojść do tego nieprzyjemnego wstępu. A teraz znowu będzie, że czepiam się, że drwię z nieodpowiedzialnych zachowań Franciszka Skibickiego, Pani Klaudii Beker, radnego/patrioty Krzysztofa Mistoń, że o Pani Dyrektor nie wspomnę.

Znów będzie na mnie, że FAKTY Chocianów złośliwie zagadnęły jegomościa próbującego otworzyć chrześcijański Ośrodek Kultury w późnych godzinach nocnych (21:00). Ciekawe kto, kiedy podpisał stosowny protokół przekazania jemu kluczy? Pani Krystyna Kozołup? Nie ze swojej winy teraz muszę publicznie zapytać, czy to już jest ta wytęskniona normalność, którą od 2014 roku do gminy wprowadza Franciszek Skibicki, że dostawca alkoholu niezdarnie próbuje sforsować drzwi instytucji publicznej, przy tym robiąc mi wykład z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych? Wiedziony obywatelską troską po prostu chciałem tylko nie dopuścić do włamania, a okazało się to nie była próba włamania. Przemiły Pan z pękiem kluczy w dłoniach (nazwisko znane redakcji) szczerze oznajmił, że chce wejść do ChOKu, bo o tej godzinie nie ma tam już nikogo, w sensie, że interesującego…

O ile kiedyś, gdy byłem jeszcze jednoznaczny w rozpoznawaniu dobra i zła, pewnie spierałbym się Panem próbującym dopasować klucz do zamka, o tyle od 2 maja 2018 roku podchodzę do sprawy z większą rezerwą. Dobro i zło publiczne jest względne, a „normalność” Franciszka Skibickiego pozwala przypadkowo wytypowanym ludziom wmawiać, że myli się tylko ten, kto pyta. Moim zdaniem dobitnie udowadnia to zakończenie koncertu patriotycznego i oficjalne zamknięcie restauracji ChOK.

O godzinie 21:00 – wierząc istocie znającej prawo i prawdę – nikogo tam nie było. W niespełna dwie godziny później z instytucji, w której burmistrz rozdawał flagi, śpiewała artystka, czytano wiersze wyszedł ten sam osobnik od prawniczych frazesów wraz miłym towarzystwem. Jak widać na filmiku o 22:30 restaurację ChOK tym razem zamykała już sama szefowa! W asyście antykryzysowej. Ups. Kultura i patriotyzm przeniósł się na ulicę… wraz z Panią od promocji i radnym ds. dróg wojewódzkich, Krzysztofem Mistoń…


Do tej pory wystrzegałem się, by przypadkiem nie urazić wrażliwości mojej Pani ze snu, na faktach przedstawiając wyrazy niechęci do Franciszka Skibickiego, Krzysztofa Mistoń czy choćby Krzysztofa Leszczyńskiego, w tym także nie wymienionych z imienia „ustosunkowanych” wielbicieli „normalności” Franciszka Skibickiego. Wiem, że tym razem ta żmijowa sztuka nie wyjdzie mi. Publikując uliczną scenkę, mam świadomość, że oprócz Pani uraziłem także coś w sobie. Właściwie to już od tamtej chwili – bez przerwy czuję się podle, a nawet nie chcę usnąć, by we śnie przypadkiem nie spotkać Pani. Na domiar złego mdli mnie na samo wspomnienie wyrażeń: „Kryśka to”, „Kryska zrób tamto”, „Kryśka…”, które usłyszałem przechodząc obok restauracji. O ile pamiętam, to chyba Pani Dyrektor ChOKu ma na imię Krystyna, czyż nie? Albo znałem inną Panią Dyrektor, albo osoba, którą znałem uległa wyjątkowym zmianom. Kiedyś znałem, ale zupełnie inną Panią Dyrektor, stąd moje zaskoczenie, aberracja i… mdłości. Do tamtej ze wspomnień w mojej obecności nikt nie śmiał użyć wyrażenia „Kryśka”. Poza tym nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek zawiodła w organizacji choćby nawet małych eventów, jak w tym przypadku.

Tyle w temacie nieprzyjemnego i niechcianego wstępu. Przypomnę, że w pierwszym zdaniu napisałem, że marzyłem o ładniejszym artykule. Wyszło, jak wyszło, ale może coś jeszcze uratuję z wizerunku Chocianowa. Koncert „Zawsze wierni Ojczyźnie” w zamyśle miał zbożne cele – patos, epatowanie patriotyzmem, integrację społeczeństwa z wielkimi dokonaniami Polski i Polaków na przestrzeni dziejów, w tym eleganckie nawiązania do kresów wschodnich, powstańczych zrywów, czystek Sybirskich, itd., itd. Zamysł adekwatny do scenicznej kreacji Pani Dyrektor – czerń, powaga i wrodzona skromność. I chociaż po oficjalnym przywitaniu gości przez Panią Krystynę Kozołup na występie „Zawsze wierni Ojczyźnie” przez chwilę poczułem się, jak intruz, jakbym wszedł na imprezę zamkniętą dla zwykłego Polaka, słowa Pani Dyrektor o uczczeniu Dnia Zwycięstwa w Dniu Flagi fajnie mnie wyluzowały, a nawet wzbudziły pewne nacjonalistyczne emocje, których w sobie dotąd nie znałem. Wszystko to przeżywałem na stojąco, bo chyba nie było wolnego miejsca przy żadnym z kilku stolików z pietyzmem i oszczędnie przygotowanych przez organizatorów.


Jak pewnie zauważyliście, restauracja ChOK dla publiczności przygotowała nastrojowe menu na stolikach, serwowano darmowe napoje, były ciasteczka, a na scenie prócz Marszałka Województwa Dolnośląskiego ds. Kultury Tadeusza Samborskiego miała wystąpić także artystka, której występ zapowiadać będzie inna artystka. Nikomu jeszcze tego nie mówiłem, słowo! Podczas przemówienia Tadeusza Samborskiego wzruszyłem się wielokrotnie, zaczynając już od słów, że w jego przekonaniu „(…) Chocianów stał się ważnym i prężnym ośrodkiem Kultury, promieniującym na całą społeczność. Którego próba jakości cały czas się podnosi… (sic)(…)”. Apogeum wzruszenia nastąpiło jednak wtedy, gdy przemawiający marszałek Samborski oznajmił, że tuż przed koncertem razem z burmistrzem wpadli na świetny pomysł, by w ramach obchodów setnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja nadać Chocianowskiemu Ośrodkowi Kultury imię Władysława Reymonta. Świetny pomysł, bo ani restauracja, ani Ognisko Muzyczne nie mają jeszcze imienia.

Wspaniała inicjatywa! Autor „Chłopów” – potwierdziłem ze wzruszeniem – idealnie pasuje nie tylko jako patron szkoły podstawowej w Trzebnicach, ale także szczególnie jako imiennik siedziby instytucji Kultury Chocianowa. Jakoś tak niezbornie natychmiast pomyślałem sobie w głowie – właściwie wszystko w Gminie Chocianów pasuje do nadania imienia Władysława Rejmonta – i drogi, i adaptowany dworzec PKP, i Biblioteka Miejska im. Leona Kruczkowskiego, i kotłownia WPEC, i remizy, i ulice Leśna, Środkowa i Odrodzenia, i darmowy transport pomiędzy Chocianowem a Lubinem, i nawet KS stadion – nie przymierzając – jak ulał pasuje do imienia Reymonta. A może idąc jeszcze dalej, mieszkańcy Chocianowa powinni wymierzyć wniosek o nagrodę Nobla dla Franciszka Skibickiego, bo zasługuje chłopina. Ostatecznie dzięki jego pracy gmina Chocianów od ćwierćwiecza z sukcesem zapracowała na miano Gminy im. Władysława Reymonta. Nie przesadzam (choć nie wykluczam), że – co z pewnością potwierdzi moja Pani ze snu – do ChOKu nie przyszedłem, by właśnie tę refleksję wydedukować. Przyszedłem, bo Chocianów – w przeciwieństwie do wyrażeń marszałka – nie proponuje atrakcji innych, niż chrześcijański Ośrodek Kultury, a po za tym do tego miejsca przychodzę tylko w jednym celu – żeby „pobyć w obecności”…

Pobyłem, prawdę mówiąc niedługo. Nawet nie wiem, czy w końcu z sukcesem wyświetlono filmik bez kłopotów technicznych, bo po wysłuchaniu paru pieśni i piosenek artystki poszedłem do parku posiedzieć na ulubionej ławeczce i pooddychać świeżym powietrzem. Tym razem nie skorzystam z możliwości krótkiego opisu części artystycznej, jej walorów, mocy i aspektów edukacyjnych koncertu. Ograniczę się jedynie do refleksji na temat scenografii i zaprezentowania umiejętności wokalnych występującej artystki, które – wierząc słowom Pani Dyrektor – zdobywała w Mińsku. Ale przed tym, chciałbym gorąco i bardziej entuzjastycznie, niż Pani Dyrektor witała burmistrza Chocianowa, powitać sołtysa Parchowa, Panią Annę Pichała, kandydatkę na burmistrza w jesiennych wyborach samorządowych. Pani Anna siedziała wystarczająco daleko od stolika organizatorów, stąd pewnie zapomniano ją wyczytać ze sceny. Naprawiam błąd organizatorów…

Przejdźmy już do Sztuki i estetyki, Kultury i patriotycznych uniesień.






Na pewno uwadze Czytelników nie umknęła nietypowa dla chrześcijańskiego Ośrodka Kultury finezyjnie sklecona scenografia, na tle której działa się Sztuka. W ułomności swej tylko ją zapamiętam. Nie mogę o niej zapomnieć, pominąć milczeniem, ponieważ do końca nie potrafię rozszyfrować kodu artystycznego, jaki zawarł w niej autor(ka). Moja wyobraźnia tak daleko nie sięga, by kameralny charakter muzycznego monologu śpiewaczki połączyć z kredensem stojącym w tle. Nie wykluczam, że podniosły charakter przedstawienia wymagał kredensu, nie wykluczam. Trudno mi jednak umiejscowić ten mebel w patriotycznej historii Polski, jakiej narrację stanowiły pieśni i piosenki dobiegające ze sceny. Poetyckie wstawki Pani konferansjerki przenosiły mnie bardziej, niż kredens w obszary rzeczywistości o podniosłym i państwowym charakterze. Podczas obchodów święta Godła Polski syntezą losów Polaków był dla mnie raczej wieszak na palta, a nie kredens stojący obok niego… Wieszak lepiej oddaje charakter tymczasowości Polski, nie zaś postrzegany jako coś stabilnego mebel zwany kredensem.

I właśnie tego nie lubię w sobie najbardziej – głowić się, czy napisać pointę w ramach postscriptum, czy raczej użyć jakiejś innej wyrafinowanej, niechby nawet barokowej formy. Ostatecznie i tak Franciszek Skibicki i Pani Dyrektor, gdy piszę ten tekst w zgranym kolektywie z chórem Soli Deo tysiąc kilometrów od Chocianowa promują biesiadną naturę Polaków i profesjonalnie chrystianizują Juvigne. Chór śpiewa wystarczająco głośno, więc organizatorzy patriotyzmu prężnego ośrodka Kultury nie usłyszą, co opublikowałem na FAKTY Chocianów. To dopiero początek tygodniowej biesiady, więc nawet Facebook nie przebije się do wiedzy biesiadujących. Niemniej puentując swój dzisiejszy restauratorski wywód wciąż łudzę się, że radny Krzysztof Mistoń, albo chociaż Klaudia Beker dotrą do percepcji Franciszka Skibickiego (jeśli nie telefonicznie, to może telepatycznie…) z informacją, że Harenza znów wywołał skandal!

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

Burmistrz Chocianowa w żałobie po stracie chocianowskiego.info. Nie przybył na Dni Parchowa…

Wielu czytelników FAKTY Chocianów zaskoczę tym, co powiem. Przy okazji komentarza do Dni Parchowa muszę ...

Dochody Gminy Chocianów w katastrofalnym stanie! Mamy za to drogi i relaks nad stawem przy stawie…

„Czego, by się nie dotknął, zawsze spieprzy…” – mówi się o niektórych ludziach. Wypisz wymaluj ...