Lubińska „Fundacja „Głos Regionu” w sporze z FAKTY Chocianów – następny event „na wysokim poziomie”…

Uwaga: niniejszy materiał stanowi dowód w sprawie przeciwko Kasperowi Nowakowi i wydawcy portalu chocianow.pl Fundacji Głos Regionu (dawniej zwana Fundacją Dumni z Chocianowa) o oczernianie, poniżanie, znieważanie i naruszenie dóbr osobistych, a także przeciwko Tomaszowi Kulczyńskiemu za współudział w niedozwolonych prawem naruszeniach godności, mienia i zastraszania wielu mieszkańców Gminy Chocianów.

Ujmując rzecz w dużym uproszczeniu, samorząd gminy w zamyśle ustawodawcy pełni rolę służebną w stosunku do mieszkańców gminy, a jego organy – stanowiący (Rada) i wykonawczy (burmistrz) przez 24 godziny powinni dążyć do realizacji zadań mających zapewniać bardzo dokładnie określonej grupie mieszkańców jak najlepszych warunków egzystencji, rozwoju cywilizacyjnego, a głównie muszą wykazywać odpowiedzialność za oświatę na szczeblu podstawowym, bezpieczeństwo, utrzymanie i rozbudowę infrastruktury drogowej, itd., itd., na upowszechnianiu Kultury skończywszy. Na te zadania zrzucają się mieszkańcy gminy, solidarnie jak jeden mąż i jedna żona.

Szanowni Państwo,
w ustawie o samorządzie nie ma nic o tym, że za pieniądze z pracy mieszkańców opłaca się lżenie, pomawianie, wyzwiska, oszczerstwa kierowane nie tylko w kierunku jakiegoś wyimaginowanego człowieka, ale – o zgrozo – w stosunku do wielu radnych, sołtysów lub jak w moim przypadku – prowincjonalnego felietonisty, mieszkańca Chocianowa, człowieka tutaj urodzonego. Podkreślę z całą mocą, że w ustawie o samorządzie nie ma zapisów, by burmistrz albo Rada Miejska okłamywała ludzi, którzy w dobrej wierze składają się na to, by ten zakątek Świata był mlekiem i miodem płynący.

Proszę mi wierzyć, że z wielkim smutkiem to informuję, ale od 2018 Gmina Chocianów działa wyłącznie na kłamstwie, manipulowaniu faktami, żyje intrygami, prowokacjami, toleruje chuligańskie metody prowadzenia dyskursu społecznego i politycznego. Samorząd Chocianowa działa jak zorganizowana grupa chuliganów, stosując niekiedy wręcz bandycki tok myślenia i postępowania. W Radzie Miejskiej panuje ogólne przyzwolenia na akty prawem niedozwolone tak w sferze zachowań politycznych, jak i relacji międzyludzkich. To podłe z humanistycznego punktu widzenia, ale także wyczerpuje całe tuziny paragrafów kodeksu karnego, cywilnego i administracyjnego.

Samorząd Chocianowi i ekipa chłopców z Lubina przeszli rubikon. Odpowiedników „urzędowa” arogancji i bandyterki chocianowskiej administracji nie ma można znaleźć nawet w znanym mi z autopsji bandyckim PRL-u, bo raczej trzeba ich szukać jeszcze dalej, gdzieś w okresie początku XX w. i międzywojnia. Pozwólcie, że nie będę rozwijać tego wątku, ponieważ ekipa z Lubina nie ma umiejętności czytania historii jako lustra, a w ogóle czytanie z rozumieniem przychodzi im z dużym trudem. Wiem jedno. Nie uda się próba prostackiego spacyfikowania gminy Chocianów przez fachowców od „rejestrowania” publiczno-prywatnych Fundacji (publiczno-prywatnych niczym jak toaleta Ferdka na Ćwiartki 5 we Wrocławiu Kiepskiego), takich jak Sebastian Grygorcewicz i następny prezes fundacji Kasper Nowak, ostatnio zarobkujący na terenie Chocianowa jak „dziennikarz”.


Franciszek Skibicki, żeby zatuszować swoją chroniczną nieudolność w zarządzaniu gminą, a także próbując uniknąć konsekwencji prawnych na zakończenie swojej kariery politycznej ze strachu zafundował Gminie Chocianów rzecz najgorszą – sprowadził do gminy fachowców od robienia geszeftów na styku prywaciarzy i sfery publicznej. Kiedy dowiemy się na ile, co do złotówki, co do grosza szarańcza bezpartyjnych samorządowców z Lubina skroiła budżet podatników Chocianowa – nie wiem. Na pewno nie wcześniej, niż w grudniu 2020 roku, bo wtedy po Referendum ws. odwołania Rady Miejskiej i wybraniu innej przyzwoitej – każdy mieszkaniec będzie mógł liczyć na to, że ujrzy całą prawdę. Jestem przekonany, że wtedy prawdą okaże się to, że nie musimy płacić milionów rocznie na stada pomocy administracyjnych z Lubina, a nawet znikną wulgarne standardy politycznego dyskursu lokalnych polityków typu Bujak, Wandycz. Okaże się, że prawdą jest to, że nie musimy opłacać „promocji” gminy przez Krystusia Wana. Nie tylko prezes Fundacji Kasper „inicjał” Nowak stanie przed Sądem Rejonowym w Legnicy, bo towarzyszyć mu będą takie osobowości, jak Sebastian „Seba” Grygorcewicz, Krzysztof Kochowicz, Elżbieta Kowalczuk, Krystian Wan, że o Tomaszu Kulczyńskim nie wspomnę przez grzeczność i wrodzoną nieśmiałość. Szanowni Państwo, Rada Miejska ma wiedzę o wszystkich (no prawie wszystkich, nie będę przesadzać…) tak drobnych jak i wielkich alokacjach publicznych środków na konta „prywaciarzy” (eufemizm), jak i systematycznym nękaniu, poniżaniu, znieważaniu wielu ludzi, które ma służyć tuszowaniu skoku na publiczną kasę. Po spektakularnych aktach „hejtu” skupionego radnej Annie Pichała, radnego Norberta Piotrowskiego i aktualnego nękania sołtys Szklar Dolnych Pani Doroty Janusz, przyszła kolej na skromnego prowincjonalnego felietonistę, jak mawia mój kolega z wojska.

„Nie daj Bóg”, żeby Kasperowi Nowakowi i Spółka teraz przyszło do głowy, że dzisiaj tym artykułem skarżę się, biadolę, albo tłumaczę się. Nie! Wrogów i przyjaciół zawsze wybieram sobie sam, dlatego od chwili powstania FAKTY Chocianów każde słowo stawiam świadomie, antycypując skutki i możliwe scenariusze reakcji. Dobrze wiem, że najnowsi samorządowcy Chocianowa nie tolerują nie tylko krytycznych uwag, dyskusji, ani tym bardziej nie są zwolennikami prawa i dobrych obyczajów, o czym pisałem tydzień temu a propos „urzędowych” działań Tadeusza Kehle.

Zwalczanie sołtysów i prawdy, specjalność kuchni… – chocianowskie eventy na wysokim poziomie.

Szanowni Państwo,
informuję, że władzy Chocianowa sprawy wymknęły się spod kontroli już dawno temu. Do nękania w mediach dołożyli groźby i działania bandyckie, które są przedmiotem śledztwa prokuratury i policji.

Taką korespondencję jeszcze w maju 2020 otrzymali listami wysłanymi z Legnicy ja, moja rodzina, Roman Kowalski i inny wybrani według dziwnego klucza. Najbardziej podłe jest jednak to, że osobną przesyłką tę groźbę karalną otrzymała osobno moja nieletnia córka, która – o dziwo – 20 czerwca obchodzi urodziny. Nękanie dziecka informacją, że w dniu jej urodzin umrze jej ojciec… To barbarzyństwo! Zwyrodnienie! Hańba dla całego samorządu i gminy Chocianów! Informacje o dacie urodzin mojej córki wyciekły z kadr Urzędu Miasta i Gminy lub Chocianowskiego Ośrodka Kultury, gdzie kiedyś pracowałem. Prokuratura i policja ma świadomość, że wyciekły moje dane wrażliwe, które następnie stały się narzędziem bandyckiej groźby. Niestety to nie koniec eventów „na wysokim poziomie” (że przypomnę klasyczkę), jakich wiele stało się moim udziałem, a i nie tylko moim. Przywołam ostatni, świeżutki event, który miał miejsce w nocy z 18/19 sierpnia 2020 roku. Po raz drugi rozlano toksyczną ciecz na korytarzu budynku, w którym mieszkam. Tym razem udałem się do Dyrektor MZGKiM Elżbiety Kowalczuk jako osoby odpowiadającej za mienie komunalne z prośbą, by fakt niszczenia części wspólnej lokatorów zgłosiła organom ścigania i odpowiednim służbom zajmujących się likwidacją zagrożeń chemicznych. Pani dyrektor odmówiła i jako „urzędnik Pana burmistrza” lekceważąco pouczyła mi, że „jeśli obawiam się o swoje życie i zdrowie, to mogę sam zgłosić się na policję”. Czyżby Elżbieta Kowalczuk miała wiedzę o bandyckich zachowaniach na klatce schodowej, że nie chciała zgłosić aktu co najmniej wandalizmu, choć słynie z tego, że nawet głupie zniszczenie kwiatka na rabatach miejskich ochoczo zgłasza na policję? Nie będę przesądzał, bo policja zapewniała mnie, że znajdą sprawcę(ów), a wtedy będzie można z pewnością przeanalizować związki ze sprawą poszczególnych ludzi…

W kilka godzin po evencie na korytarzu nastąpił „event” na portalu seba.pl (Dumni z chocianowa.pl, bezpartyjnisamorządowcy.pl), chocianow.pl:

Wynalazki Kaspera Nowaka zawarte w artykule od pierwszego do ostatniego słowa zostaną ocenione przez Sąd, bo nie są to konfabulacje małej dziewczynki, lecz świadome i karalne naruszenie mojej godności. To pomówienia oparte na plotkach, wyobraźni, niechęci do mojej działalności publicystycznej, na kompleksach autora, a nader wszystko na politycznym zwalczaniu mnie metodami, których prawo zabrania. Ludzie którzy mnie znają, uznają to jako kłamstwa kolesia z ferajny Lubińskiej. Niemniej inni ludzie, którzy mnie osobiście nie znają budują sobie wizerunek jakiegoś pijaka, zboczeńca, oszusta, itd., itd. I to już nazywa się świadomym zniesławieniem, za które do odpowiedzialności pociągnę oprócz samego konfabulanta, także Sebastiana Grygorcewicza, Dyrektora RCK i oczywiście burmistrza Tomasza Kulczyńskiego, który stoi na szczycie tej kupki siana.

Zapraszam do krótkiej analizy. Najpierw pierwszy akapit autora dość „odważnego” tekstu.

Kasper Nowak napisał:

„Sięgam jednak pamięcią do swoich rozmów przeprowadzonych z Robertem „nie daj Bóg” Harenza i żadna nie była z jego strony tyradą, do których aspiruje w swoich wpisach na blogu, choć widać coraz większą trudność ich płodzenia. W pierwszej podszedł zbyt blisko i chyba chciał mnie zastraszyć… swoim oddechem i nie chcę ani do tej, ani takiej rozmowy nigdy więcej wracać. Druga była dla mnie odrobinę bardziej komfortowa, bo zdystansowana, telefoniczna. Czuć jednak było w głosie, że przed wykonaniem połączenia nabrał odwagi – chociaż nie wiem z jakiego litrażu ją wyciągnął. Wiem natomiast, że podzieliłem się z Państwem tamtą rozmową w artykule: „Czy kandydat na radnego potrzebuje rzecznika prasowego?”. Były też inne, głównie oparte o wymianę grzeczności z mojej strony, z drugiej zaś tylko głupkowate pytania, które ostatecznie zostały przykryte porażkami polityków, którym asystował.

Szanowni Państwo,
co do faktów oświadczam, że bezpośredni i słowny z Kasperem Nowak w życiu miałem 2 razy (słownie: dwa). Pierwszy raz, gdy na rozprawie Anny Pichały próbował bez zgody sądu nagrywać rozprawę. Wtedy Sąd wylegitymował gościa z publiczności (nagrała to również kamera Sławomira Tomczaka, który otrzymał zgodę na nagrywanie podczas rozprawy). Publicznie przedstawił się jako dziennikarz TVL, ale na prośbę Sądu o okazanie się legitymacją dziennikarską, odpowiedział, że nie ma takowego dokumentu przy sobie. Po wyjściu z sali zapytałem, w jakiej naprawdę redakcji pracuje. Odpowiedział, że wszędzie, obrócił się na pięcie i odszedł.

Drugi i ostatni kontakt głosowy miałem podczas telefonicznej rozmowy dotyczącej wywiadu z kandydatem na radnego w wyborach uzupełniających panem Krzysztofem Kowalczykiem. Koniec kropka. Takie są fakty. Niemniej z artykułu dowiedziałem się, że mieliśmy jakieś inne zbliżenia, rozmowy i było ich cała masa. To konfabulacja Kaspera Nowaka. Poza tym należy podkreślić, że konfabulacja ta jest połączona z niewybrednymi sugestiami, że nasze „spotkania” odbywają się w odorze mojego zapitego oddechu. Nie rozmawiamy, nie wymieniamy grzeczności, a już na pewno nie zbliżam się do chłoptasia w ogóle w żadnym celu, choć często wchodzi mi w kadr.

Wyłącznie w ten sposób wyglądają spotkania z redaktorem Kasper Nowak, na dużą odległość, albo gdy zauważę, że mnie nagrywa, albo robi zdjęcia.

Kasper Nowak w sądzie będzie musiał udokumentować nasze zbliżenia… Że często dręczę go swoim pijackim oddechem, że musi odpowiadać na moje pytania.

Akapit 2
Kasper Nowak napisał:

Nietypowy typ.
Skąd moja nagła potrzeba felietonu? W sumie nie miałem jej, dopóki znajomy nie podesłał mi informacji, że dostałem zlecenie warte 1000 złotych (TYSIĄC ZŁOTYCH SŁOWNIE!). Nie będę przytaczał żartu, że tyle ostatnio zgubiłem jak biegłem do autobusu (a puentując wspomnę, że dawno autobusem nie jechałem). Nie zażartuję także, że to drobne, bo wszystko zależy od skali porównawczej i na tę okazję mam jedną w zanadrzu. Miałem zostawić ją na potem, ale po co czekać z deserem? Moja kontroferta jest taka: proszę wpłacić ten tysiak na poczet długów człowieka, który dziwnym trafem ma tak samo na imię i nazwisko jak Robert „nie daj Bóg” Harenza, a do tego mieszka w Chocianowie (koincydencja z pewnością przypadkowa).

Mieszkańcy Chocianowa wiedzą, gdzie Robert „nie daj Bóg” Harenza wygląda, jak przez okno. Nie wiedzą natomiast, że prawdopodobnie wygląda w poszukiwaniu wierzyciela. Okazuje się, że jakiś „Harenza” wisi od ponad „2 lat” „Open Finance Wierzytelności Detalicznych Niestandaryzowany Sekurytyzacyjny Fundusz Inwestycyjny Zamknięty” skromne 195 315,92 złotych (słownie: STO DZIEWIĘĆDZIESIĄT PIĘĆ TYSIĘCY TRZYSTA PIĘTNAŚCIE ZŁOTYCH I DZIEWIĘĆDZIESIĄT DWA GROSZE. Nie tylko cyfr dużo). Prawda-li to? Tak podaje portal dlugi.info. Czy długi? Pani ze snu twierdzi, że nie. Ale jeśli faktycznie, to jego ofertę odrzucam. Może i pracuję wszędzie, ale z pewnością nie dla wszystkich! Dla różnych gnid, szuj, hochsztaplerów i innych niewypłacalnych partaczy – NIE PRACUJĘ!

W tym akapicie autor nawiązuje do propozycji, jaką złożyłem mu w poprzednim artykule.

Zwalczanie sołtysów i prawdy, specjalność kuchni… – chocianowskie eventy na wysokim poziomie.

Cytuję:

(…) Na zakończenie oficjalnie informuję, że zapłacę paszkwilantowi Kasperowi Nowak 1000,00 zł za „artykuł”, nie narzucam tematu, nie będę ingerował w treść, może pociągnąć nawet wątek hejtu, który uprawia jego totalna opozycja, cokolwiek, nawet niech obśmieje FAKTY, zadrwi ze mnie, albo nawet niech spróbuje zareklamować dorobek Rady Miejskiej Chocianowa, własnymi słowami, stosując znane mu tricki i metody pisarskie. Umowa stoi? Kasper wysyła mi tekst, podaje numer konta, ja publikuję artykuł i wysyłam mu 1000,00 zł na wskazany ROR. Chłopie, masz jedyną szansę zarobić więcej niż 100 zł za swoją pracę dziennikarską. Tylko durny by się nie zgodził, bo mądry oczywiście skorzystałby z mojej prowokacji. Do dzie…

Niestety Kasper Nowak potraktował propozycję nadspodziewanie szeroko. Otworzyłem zlecenie na 1 artykuł (słownie: jeden), a nie proponowałem „zatrudnienie w redakcji FAKTY Chocianów”. Co to, to nie. Nie jestem na tyle naiwny, by myśleć, że Kasper Nowak będzie chciał pracować dla „amatora”. Dlatego zupełnie niepotrzebny i niezrozumiały dla mnie był wybuch emocji Kaspera Nowaka, no chyba tylko poza próbą obrażenia mnie do żywego. Napisał więc: „Dla różnych gnid, szuj, hochsztaplerów i innych niewypłacalnych partaczy – NIE PRACUJĘ! Nie trudno także zauważyć, że nachalne i kłamliwe konfabulacje Kaspera Nowaka, jakie snuł o naszych wielokrotnych spotkań w tym akapicie nabrały już charakteru, nazwijmy go „okiennym”. Autor Kasper Nowak podnosi fakt, że zaglądam przez okno, bo ze strachu wypatruję jakiegoś wierzyciela! Twierdzi wprost, że przeczytał w internecie, że mam prywatne zobowiązania. Nie wiem kogo pyta, siebie, czy mnie: „Prawda-li to?” Po czym nawiązuje do jakiejś „Pani ze snu” bełkocząc: „Pani ze snu twierdzi, że nie. Ale jeśli faktycznie, to jego ofertę odrzucam”.

To raczej Kasper Nowak chyba inwigiluje mnie, bo wie, jak często palę papierosa przy otwartym oknie. Zagląda mi w okna, wynajduje wierzycieli? Przecież „urzędowy” portal nie powinien omawiać prywatnych spraw tego czy innego mieszkańca Gminy, ani tego jak często podchodzi do okna, ani dlaczego niektórym osobom demonstracyjnie nie mówi „dzień dobry”… Przy okazji autor(ka) nazywa mnie „Nietypowy typ”, jakbym wypadł sroce spod ogona, nie zachowując zwykłego szacunku dla człowieka od niego starszego, nie pracującego w wielu miejscach, jak Kasper, może ekscentryka, jeśli chodzi o sprawy wypowiadania się i szacunku do słowa, ale na pewno dążącego do elementarnej przyzwoitości w życiu publicznym. Właśnie tego protekcjonalnego traktowania mnie nie podaruję Kasperowi Nowakowi, do czego na pewno jeszcze wrócimy nie tylko na sali sądowej, ale także na łamach FAKTY Chocianów.

Akapit 3
Kasper Nowak napisał:

Nietypowy adres
Jeśli to prawda, to raczej nie był kredyt na mieszkanie. Znalazłem w sieci wywiad przeprowadzony na antenie Telewizji Regionalnej, w którym Robert „nie daj Bóg” Harenza odnosił się wówczas do zarzutów postawionych przez prokuraturę jego pryncypałowi. Roman Kowalski, jak twierdziły media i prokuratura, będąc burmistrzem gminy Chocianów przydzielił swojemu asystentowi, a później specjaliście (sic!) ds. promocji naszej gminy (nieszczęsnemu Harenza właśnie) mieszkanie. Czy to mieszkanie, w którym ów „biedny miś” po dziś dzień utrzymuje swój barłóg i zalega? Jak wówczas tłumaczył się Robert „nie daj Bóg” (ale Kowalski i owszem) Harenza, dostał mieszkanie „z uwagi na to, że przeprowadził się z Wrocławia i poszukiwał mieszkania”. Bo przyjechał z Wrocławia i musiał gdzieś mieszkać, dacie wiarę? Ja postanowiłbym zerknąć na ogłoszenia „sprzedam-kupię-zamienię”, ale ten typ ma inaczej.
Zwrócił się z wnioskiem do burmistrza Kowalskiego, wówczas służbowo swojego szefa, z prośbą o skoszarowanie, a ten odręcznie na wniosku miał napisać „aby wniosek rozpatrzyć pozytywnie”. Co ciekawe sam wniosek inteligenta (wybaczcie ten zwrot grzecznościowy) Harenza zawierał błędy formalne w postaci m.in. braku ankiety, która (uwaga, uśmiejecie się) „nie dotarła” do biednego misia Roberta „nie daj Bóg” Harenza. Ówczesny urzędnik, specjalista, asystent, prokurent PWK i diabli wiedzą, kto jeszcze w jednej osobie, a „nie dotarła” do niego ankieta… Czy burmistrz mu jej nie podał? Nie! Wszystkiemu winna jest urzędniczka, która działała w imieniu Kowalskiego. Co z tego, że składając wniosek miał obowiązek złożyć komplet dokumentów, także tę ankietę, to urzędniczka dała ciała, nie dała mu ankiety i to ona jest wszystkiemu winna. Jak śmiała tak światłemu, wszystkowiedzącemu człowiekowi nie dać nic nie znaczącego świstka papieru? Do tej sprawy prawdopodobnie powrócimy, ale w mojej ocenie i na pierwszy rzut oka cwaniactwo pierwszej wody!
Pomijam fakt, że „nie daj Bóg” Harenza ponoć czekał na mieszkanie 3 lata – pomijam, bo to wspomnienie byłoby oznaką braku szacunku do jego skuteczności. Asystent, specjalista, prokurent, pokrótce „człowiek orkiestra” Kowalskiego, a nie umie sobie szybko chawiry ogarnąć? Pomijam skuteczność! Nie pominę jednak, a pomnę, że ów jegomość w okresie tych trzech lat chciał „zaadoptować pewien strych”. W swoim poprzednim felietonie poświęconym Robertowi „nie daj Bóg” Harenza prywatnie dedykowałem mu słownik języka polskiego. Teraz wiem! Wiem, że się nie pomyliłem. Uwaga, tłumaczę i objaśniam, winno być: zaadaptować (niby jedna literka, a różnica jakby ogromna).

Okazuje się, że po trzech latach nagle Kasper Nowak dowiedział się o sprawie, której finałem był wyrok uniewinniający Romana Kowalskiego, któremu polityczny proces zaordynował Franciszek Skibicki – postać jak sądzę mgliście znana felietoniście Fundacji Głos Regionu (ale mogę się mylić…).

Okrutnie brzmi zdanie, które jest nie tyle niestosowne, co wręcz dehumanizuje mnie i moją rodzinę. Kasper Nowak konfabulując insynuuje, że wiodę patologiczny żywot: „Czy to mieszkanie, w którym ów „biedny miś” po dziś dzień utrzymuje swój barłóg i zalega?” Naprawdę mocne wyrażenie! Pozwolę, by Sąd ocenił, czy jako „dziennikarz” pobierający wynagrodzenie z środków publicznych mógł bezkarnie lżyć innego człowieka, na dodatek człowieka płacącego rachunki na gminę, płacącego podatki, itd., itd. Myślę, że na sali sądowej także autor tekstu rozszerzy wizję, którą miał na myśli uznając mnie za osobę „nieszczęsną”.

Inną sprawą, którą oczywiście rozstrzygnie Sąd jest sposób, w jaki Kasper Nowak wszedł w posiadanie wiedzy i plotek o tym, że: „Wszystkiemu winna jest urzędniczka, która działała w imieniu Kowalskiego.” Nie twierdzę, że Roman Kowalski wytoczy twórcy Głos Regionu, ale Kasper Nowak poważnie powinien liczyć się z równie surową, jak maja reakcją byłego burmistrza.

Spodobało mi się zakończenie tego akapitu: „Do tej sprawy prawdopodobnie powrócimy”, ale w mojej ocenie i na pierwszy rzut oka cwaniactwo pierwszej wody! Kasper Nowak jakby spodziewał się, że do sprawy nie tylko powrócimy, ale ani ja, ani Roman Kowalski nie podarujemy prezesom – Fundacji Głos Regionu Sebastianowi Grygorcewiczowi, ani prezesowi Fundacji „KONKRET” ani jednego matactwa, pomówień, a nawet ćwierć złotówki, którą zdefraudowali w zmowie i porozumieniu z Tomaszem Kulczyńskim.

Akapit 4
Kasper Nowak napisał:

Nietypowy „blogier”
Rzuciłem okiem na blog (nie blok, w nosie mam gdzie mieszka) Harenza. Nie spodziewałem się jednak, że tak wiele o sobie przeczytam. Ktoś kto pała taką niezdrową wręcz (i chyba również w nóż, bo drepcze za mną tu i ówdzie) podnietą na widok młodego mężczyzny, jak pozwolę siebie nieskromnie zatytułować, musiał mieć (mawiają psychiatrzy) „ciekawe dzieciństwo”. A Robert pała! Zacząłem zastanawiać się, czy nie należałoby poprosić sąd o zakaz zbliżania się go ku mnie, bo tuż tuż, a pałanie Robert zamieni w czyn. Ale nie. Nie mam się czego obawiać (vide wspomnienia Pani ze snu).

Rozumiem potrzebę Harenza, pisania dla niego tekstów przeze mnie. Jego są coraz krótsze, słabsze (o ile można stopniować dno), a także mniej zrozumiałe nawet dla jego 15 (SŁOWNIE: PIĘTNASTU) fanów. Dlaczego aż tylu? Bowiem circa tyle głosów zdobył w ostatnich wyborach samorządowych (dokładnie o jeden więcej, ale zakładam, że A prim „sam na siebie zagłosował” i B prim jest samokrytyczny, czyli nie jest swoim fanem – chociaż wszystkiego można się spodziewać po „ciekawym dzieciństwie”). W ostatnich wyborach zdobył blisko półtora promila (dokładnie 0,14%) głosów i ten sukces zdaje się być jego limitem upojenia.

Unikam też kontaktów z tym człowiekiem, bo kontekst przekazywania pieniędzy pomiędzy nim a „dziennikarzem” jakiś czas temu skutkował procesem sądowym. Wówczas Sławomir T. pseudonim Bazyl, kolejny chocianowski bloger, który wcześniej pracował wespół zespół z Harenza, znalazł się na ławie oskarżonych za sprawą mojego niedoszłego zleceniodawcy. Chciałoby się pomyśleć, że biedny Bazyl, ale nic bardziej mylnego. Zwyczajnie trafił swój na swego. Dawni „koledzy” z CHOK-u (za czasów rządów Kowalskiego) wiedzą najlepiej sami, jak im było i im takie spory zostawiam. Chociaż wątpię, aby nawet Bazyl chciał pisać na jego blogu.

Nawet nie spróbuję udawać, że ta część tekstu Kaspera Nowaka najbardziej wprowadza mnie w konsternację, a dodatkowo przynosi kilka twardych dowodów procesowych. Kasper Nowak wraca do konfabulacji. Niemniej wcześniejsze nękanie go rozmowami, zbliżeniem się do niego zionąc odorem alkoholu, przeszły już w molestowanie i zachowania charakterystyczne dla zboczeńca. To przynajmniej sugeruje „piękny młodzieniec”. Jestem pewien, że przed obliczem Sądu paszkwilant Kasper Nowak będzie tłumaczył, co miał na myśli pisząc o mnie: „Ktoś kto pała taką niezdrową wręcz (i chyba również w nóż, bo drepcze za mną tu i ówdzie) podnietą na widok młodego mężczyzny, jak pozwolę siebie nieskromnie zatytułować, musiał mieć (mawiają psychiatrzy). Ciekawe dzieciństwo”

Przypomnę: dwa razy miałem okazję rozmawiać z paszkwilantem – raz w sądzie i raz przez telefon. Niestety Kasper Nowaka na potrzeby felietonu majaczy: „Zacząłem zastanawiać się, czy nie należałoby poprosić sąd o zakaz zbliżania się go ku mnie, bo tuż tuż, a pałanie Robert zamieni w czyn. Ale nie. Nie mam się czego obawiać (vide wspomnienia Pani ze snu)”. W Sądzie Kasper Nowak na pewno powie więcej o jakiejś Pani ze snu, do której wspomnień się odwołuje, ale do tego jeszcze wrócimy, że posłużę się durnym zwrotem autora. Poza wszelką dyskusją jest to, że Kasper Nowak to wyjątkowo perfidny kłamca – raz twierdzi, że nie czyta FAKTY Chocianów, a za chwilę ocenia moją twórczość, jako schyłkową, bo artykuły są coraz krótsze. Tajemnicą poliszynela jest, że każdy artykuł FAKTY Chocianów to lektura obowiązkowa radnych, pracowników urzędu, jednostek samorządu, że o burmistrzu nie wspomnę… Przy okazji nie dość, że Kasper Nowak jest kłamcą, na dodatek jest osobą, która musi dowartościowywać się takimi zdaniami: „Rozumiem potrzebę Harenza, pisania dla niego tekstów przeze mnie. Jego są coraz krótsze, słabsze (o ile można stopniować dno), a także mniej zrozumiałe nawet dla jego 15 (SŁOWNIE: PIĘTNASTU)”. Ups… Wymyśla: „Unikam też kontaktów z tym człowiekiem, bo kontekst przekazywania pieniędzy pomiędzy nim a „dziennikarzem” jakiś czas temu skutkował procesem sądowym. Wówczas Sławomir T. pseudonim Bazyl, kolejny chocianowski bloger, który wcześniej pracował wespół zespół z Harenza, znalazł się na ławie oskarżonych za sprawą mojego niedoszłego zleceniodawcy”. Od dawna z wzajemnością nie tolerujemy się ze Sławomirem Tomczakiem, ale jedno wiem na pewno. Zdanie Nowaka: „Chociaż wątpię, aby nawet Bazyl chciał pisać na jego blogu” jest nie tylko protekcjonalnym traktowaniem Sławomira Nowaka i portalu FAKTY Chocianów, ale przede wszystkim dowodem naiwności, niewiedzy prezesa Fundacji „Konkrety”. Chłopak okłamuje nawet siebie, a Sławomir Tomczak osobiście jako świadek powie to podczas procesu. Szanowni Państwo, stan umysłu Kaspera Nowaka jest na granicy wyczerpania – wymyśla, że chodzę za nim, że lęka się o swoje ciało młodego mężczyzny, wymyśla nieświeży oddech, wymyśla, że nawet Sławomir Tomczak brzydzi się retoryce przedstawianej przez FAKTY Chocianów…

Z troski o to, by Kasper Nowak „nie daj Bóg” nie zakwalifikował tego tekstu jako „krótki” (w jego mniemaniu świadczący o postępującej degeneracji Raberta Harenzy – przypis mój) po analizie artykułu co do treści, tj. pomówień, kłamstw, wymysłów, konfabulacji, itd., – przedłużę recenzję tekstu Kaspera Nowaka o elementy natury estetycznej, formalnej i artystycznej, jakby nie dotyczył mnie w sposób personalny. Zacznę od tytułu. „Felieton: Długi? Pani ze snu twierdzi, że nie”, który jest mało zrozumiały dla zwykłego czytelnika. Nie wiadomo, czy słowo „felieton” autor używa jako określenie gatunku publicystycznego, czy stanowi ważny i znaczący idiom tytułu. Nie ulega wątpliwości, że tytuł w tym przypadku jest konstrukcją aluzyjną, z reguły świadczącą o próbie nawiązania pozawerbalnego dyskursu z co najmniej jedną osobą zdolną „odkodować” emocjonalny przekaz. Nie wątpię, że kilka osób odkodowało aluzję, ale jest to na pewno garstka osób.

Niezbyt efektowny tytuł niestety poprzedził jeszcze mniej spójny tekst, aczkolwiek autor stara się zachować swobodę, siermiężnie walczy o pozory lekkości narracji, wprowadzając nieudane żarty, choćby ten o gubieniu pieniędzy podczas wsiadania do autobusu… W pełni zgadzam się z opinią, którą przeczytałem na Nowy Chocianów.

Forma artykułu co prawda z kilku powodów wyrasta ponad zwyczajowe teksty dziennikarza chocianow.pl, ale nie różni się nich pod względem nie dochowywania staranności dziennikarskiej. Tekst nie posiada szerszej perspektywy, niż personalna i skierowana na oszpecenie bohatera tekstu. Poza tym tekst świadczy, że autor nie dysponuje ani talentem, ani doświadczeniem językowym, zarzucając komuś „literówki” przy okazji posądzania go o skłonności wagi najcięższej, tj. „zły oddech, patologię, molestowanie, zboczenia itd., itd.

Być może na zakończenie wprowadzę wszystkich w konsternację, ale uważam, że Kasper Nowak nie jest autorem omawianego tekstu, ale jakaś dziewczynka lub co najmniej osoba hetero nienormatywna. Nie ulega wątpliwości, że tekst był konsultowany w szerokim gronie, o czym świadczą widoczne przeze mnie cięcia narracyjne i semantyczne, że o zaburzeniu logicznego formatu nawet nie wspomnę. Niemniej, jeśli Kasper Nowak wziął na siebie winę za napisanie tekstu, z powodu którego pójdziemy do Sądu, jego wolna wola. Ostatecznie jego kolega Krzysztof Kochowicz, urzędnik, z którym wojowali ostatnio w Szklarach Dolnych przyznał się przed sądem, że to on w internecie znieważał Annę Pichałę za co spotka go stosowna kara.

Wnioski końcowe:

Fundacja Głos Regionu, burmistrz, przewodniczący Rady Miejskiej i Dyrektor RCK już jutro otrzymają oficjalne pismo z żądaniem zajęcia stanowiska w sprawie kryminalnych praktyk znieważania mieszkańców gminy, jakie mają miejsce na publicznej stronie Urzędu Miasta i Gminy na podstawie umowy z Fundacją Głos Regionu.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz felieton do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do naszego serwisu ponownie.

– żegnam się ostatnim wersem artykułu Kaspera Nowaka.

Robert Harenza

Komentarze

x

Zobacz także...

FAKTY Chocianów: Ja i moja rodzina nie liczy na ochronę narodowej Policji. Do widzenia…

źródło foto: Janusz Lech Komentarze

Dyskusyjne Forum Samorządowe Roberta Harenzy: Inwestycje w bezpartyjnych Wanów Chocianowa to marnowanie publicznych pieniędzy

TYLKO U NAS: O kosztownej i złej „inwestycji” Chocianowskiego samorządu w urzędników z Lubina. I ...