Artykuł

Czapki z głów…! Tomasz K. w niepokalany sposób uzyskał votum zaufania! Inne hołdy mile widziane

0

Za każdym razem, jak już zmuszę się do przeczytania jakiegoś newsa, informacji, konfabulacji lub wręcz bełkotu dezinformacyjnego na publiczno-prywatnym portalu Miasta i Gminy Chocianów (chocianow.pl) albo na innych publiczno-prywatnych profilach Facebookowych muszę później co najmniej 2 godziny oddychać głęboko, niczym facet przy pobieraniu krwi, albo szczypać się w pośladki, żeby wyeliminować wrażenie sennej fantazji i… – co okazuje się jest jedynym miłym i skutecznym zachowaniem – wziąć głęboki łyk whisky z lodem, bo na trzeźwo nie da się tego przeżyć.

“Dzisiejsza decyzja to dla mnie nie tylko wyraz uznania, ale także motywacja do dalszej pracy – z jeszcze większym zaangażowaniem i odpowiedzialnością”

– wyznał Tomasz K.

I jak tu nie napić się, żeby dorównać w stopniu „nietrzeźwości” autorowi, który wotum zaufania i absolutorium miesza z uznaniem wdzięczności za jego pracę, a do tego przywołuje pojęcia „zaangażowania” i „odpowiedzialności”, jakby znał ich znaczenie, choć mam tysiące przykładów z historii świadczących, że odpowiedzialność i zaangażowanie nigdy nie były zanadto eksploatowane przez niego ani w działalności samorządowej, ani w pracy urzędniczej, ani mówieniu prawdy, ani w życiu „po godzinach” sprawowania misji burmistrza…

„Ludzie ratujcie! Dzwońcie do Myrdy, Raczyńskiego, do TVN-u…” – burmistrz i Rada Miejska nie przyznają się do winy!

WYDANIE SPECJALNE: Samorząd Chocianowa jutro oceni Tomasza K. za pracę w 2024 roku!

Jak mi T-Roc miły, przysięgam, że spraszając w imieniu chocianowskiej władzy na sesję Rady Miejskiej w wigilię rozpoczęcia wakacji, tj. 26 czerwca nawet przez myśl mi nie przeszło, że ktokolwiek (z burmistrzem i mną włącznie) przybędzie na ten skądinąd podniosły moment dla innych samorządów, by cieszyć się z udzielenia Tomaszowi K. wotum zaufania i absolutorium. Przyznaję, że jak zwykle przewrotnie, w imię dobrze pojętej odpowiedzialności i zaangażowania raczej odradzałem wszystkim nieświadomym obecność w tego typu wydarzeniu „na wysokim poziomie”, bez względu, jak sami nieświadomie bardzo chcą przeżyć pouczającą farsę, czy wręcz podświadomie chcą zafasować sobie spory kawał drętwej prawdy o infantylności ustroju i władzy Chocianowa.

Niestety nie pomyliłem się, bo sesja Rady Miejskiej przebiegła… raczej w formule spotkania Rady Sołeckiej, a to, że radni „debatowali” (zupełnie tego nie wyrażając, ani słowem, ani uczynkiem, ani zaniedbaniem…) o wydatkowaniu 100 mln zł w zaprzeszłym roku w żaden sposób nie wpłynęło na stan świadomości chocianowskiego Organu Stanowiącego. Pomijając nudności, jakie miałem podczas słuchania „łubu, dubu, łubu, dubu” w wykonaniu radnego Smyka Czesława, słynnego administratywisty, w tym samego zastępcy burmistrza ćwierćwiecza Franciszka Skibickiego (czego radny z satysfakcją nie zapomniał przypomnieć osobiście i na głos…) nic nie odbiegało od normy, jaką kolektyw partyjny PZPR wprowadził już za czasów swojej młodości, tj. tandety i prowizorki, tak w kwestiach logicznego myślenia, jak i rozumienia podstawowych pojęć takich jak na przykład „interes publiczny”, „przyzwoitość”, „powaga” i choćby jeszcze następne pojęcie na „p” – „prawda”.

Szanowni Państwo,
spodobała mi się za to nieobecność Tomasza K. na sesji przyznającej mu tytuły wotum zaufania i absolutorium, jakkolwiek nigdy wcześniej ten nie przejawiał żadnego „zaangażowania” i „odpowiedzialności” w kwestii uczestnictwa w życiu samorządowym Gminy, a nawet już „na wejściu” zmienił Statut Gminy w ten sposób, że usunięto ze starego obowiązek uczestnictwa burmistrza w sesjach Rady. Otóż tym razem „nieobecność” burmistrza, jak dla mnie miała ten dodatkowy walor, że zwiastuje „nieobecność na zawsze ” tego mężczyzny w życiu publicznym Chocianowa.

Krótkie brawa radnych po uchwaleniu „absolutorium”, które zabrzmiały nieszczerze, szybko zgasły, jak letnia ulewa, jedynie dowodziły, że radni nie potrafią zagrać nawet spontanicznej radości, a co dopiero błyszczeć dumą z faktu odnoszonych sukcesów. Moim zdaniem najwięcej dramaturgii, a zatem tzw. życia całemu wydarzeniu „na wysokim poziomie” dodało wyjście radnego Krzysztofa Kowalczyka z salki na peronie po kwadransie od rozpoczęcia obrad XI sesji Rady Miejskiej. Radny Krzysztof Kowalczyk zagłosował „przeciw” udzieleniu burmistrzowi Miasta i Gminy Chocianów wotum zaufania i… pożegnał towarzystwo.

Czy czegoś w tej chwili nie rozumiecie? Ups, gapa ze mnie… Nie powiedziałem, że burmistrz to jedynie pracownik samorządowy działający w zależności od Rady Miejskiej, choć wybrany w kastingu wyborczym przez mieszkańców – nikt ani ważniejszy, ani mądrzejszy, nikt ani odważniejszy, ani samodzielny, niż Rada Miejska, skądinąd też emanacja zbiorowej myśli elektoratu. Ustawa samorządowa co prawda mówi o istnieniu dwóch Organów – wykonawczego i stanowiącego – niemniej to raczej teoretyczny podział. Rada Miejska uchwala lub nie to, co zaproponuje burmistrz, ustala mu pensję, kontroluje, jeśli chce każdy jego gest, z niegospodarnością lub wręcz złodziejstwem na czele. Choćby już tylko to mówi, że Rada Miejska udzielając wotum zaufania i absolutorium Tomaszowi K., nie dochowała podstawowej staranności w ocenie dokonań „swojego” pracownika,
który od niej choć może nie funkcjonalnie, ale prawnie zależy, jak ja pisząc ten tekst zależę od ortografii, interpunkcji i składni, a że mentalnie od pewnej Pani to już nawet za Chiny ludowe nie wspomnę…

Kto mnie choć trochę zna, ten wie, że nie Panią sekretarz Partycję (Patrycję) Jugo przed chwilą miałem na myśli, aczkolwiek o pierwszej urzędniczce pana burmistrza będę musiał powiedzieć przynajmniej kilka słów na zakończenie tej swoistej recenzji „epickiego” dzieła otrzymania wotum zaufania i absolutorium przez Tomasza K.

Smutne urzędniczki na ściance w miejscu burmistrza…

Szanowni Państwo,
nigdy wcześniej nie słyszałem tyle smutku w głosie sekretarz Patrycji Jugo podczas referowania przez nią Raportu o stanie Gminy Chocianów, tak łamiącego się głosu u tej kobiety, tej przejmującej chrypki, a – nie chwaląc się – znam się na objawach żalu u kobiet, frustracji i rezygnacji, jak nikt inny w promieniu 100 km. Nie dość, że sekretarz nie miała powodów do dumy i spektakularnych sukcesów, prócz chłodnego wyliczenia budów trzech uliczek osiedlowych, pozyskania jakiś śladowych pieniędzy na COA, w którym ma się znaleźć wyimaginowany Punkt Informacji Turystycznej, cokolwiek to znaczy, to jeszcze musiała świecić oczami za pomysł likwidacji filii biblioteki na wsiach, pomysł ratowania finansów Gminy poprzez zaciągnięcie dodatkowych 9 mln zł kredytu w obligacjach i kolejnego wydania niemal 0,5 mln zł na zwiększenie dotacji „statutowej” na wysokim poziomie (że zacytuję klasyczkę) dla Regionalnego Centrum Kultury, bo Katulskiemu Adaśkowi brakuje… na Dzień Jagody.

Nie będę wnikał w prostotę przekazu powyżej, że imprezę Tomasz K. sfinansował z podwyżki podatku od nieruchomości, czy z wzrostu cen za wodę i odprowadzanie ścieków, czy z kredytów, które przytula, jakby to była partnerka na całe życie niczym żona, bo generalnie w uprawianiu działalności finansowej przez chłoptaków z Lubina, gdzie indziej zwanych „ekipą fachowców” nie ma żadnych księgowych rozdziałów, paragrafów, tabelek, słowem – nie ma norm! Pieniądze publiczne są po to, by je wydać z korzyścią dla siebie i sprawy, kropka. Naprawdę tę władzę nie wzrusza to, że takie dość frywolne traktowanie środków publicznych w jakiś sposób rzutuje na los np. pracowników gminnej spółki pod nazwą Zakład Usług Komunalnych i Transportu Publicznego Sp. z o.o. (PWK, mówiąc w skrócie).

Na pożegnanie proszę, by przynajmniej cztery osoby ze zdjęcia startowego, tj. Agata Wesołowska, Piotr Wandycz, Elżbieta Kowalczuk i Machoń Piotr, które zamiast przyjść na sesję Rady Miejskiej dotyczącej – było, nie było – zeszłego roku, w którym pełnili zaszczytne funkcje w Gminie, a wybrali event „wyższego rzędu”, tj. rozdanie świadectw w szkole powiatowej – za tydzień, dokładnie w sobotę 5 lipca przyszli pod Pałac, by porozmawiać z pracownikami gminnej spółki. Co?

Mogę obiecać, że w takim wydarzeniu chętnie sam wziąłbym udział, gdyby nie rachunek prawdopodobieństwa, który Chocianów wyklucza z tej formy relacji międzyludzkich. Zaś o rachunku nieprawdopodobieństwa z kolei powiem za tydzień, jak kurz „po zabawie” opadnie na dobre.

Pozostaję z wyrazami szacunku

Robert Harenza

 

 

WYDANIE SPECJALNE: Samorząd Chocianowa jutro oceni Tomasza K. za pracę w 2024 roku!

Poprzedni artykuł

Ostatnie Dni Lubina w Chocianowie (za darmo z Kartą Mieszkańca)

Następny artykuł

Comments

Comments are closed.

Login/Sign up