Lojalnie ostrzegam, że dzisiejsze „Słowo na niedzielę” nie usatysfakcjonuje nikogo, a wielu Czytelników FAKTY Chocianów wręcz rozczaruje. Wiem, że nie ucieszy ani przygotującej się do strajku załogi Zakładu Usług Komunalnych i Transportu Publicznego Sp z o.o., bo nie wywieszę baneru ich protestu na stronie startowej, ani nie podniesie morale Drużyny Jagodowych Zmian (w skrócie DDZ-et) z tej oto prostej przyczyny, że nie marnuję już czasu i ani sił na rzeczy niewykonalne, a zatem skazane na niepowodzenie.
Ponadto źle reaguję na lubińsko-regionalną dziennikarszczyznę AsperNova(ka) – co nie podniesie oglądalności portali i profili Facebook chłoptaków z Lubina, którzy coraz to wprowadzają ludzi w prawdziwą konsternację na przemian, raz promocją stołówki urzędowej burmistrza o nazwie Bistro Express, innym razem, że „#prawdziwy burmistrz” wypowiedział jakąś historycznie ważną mądrość, czyli to, czy tamto nagrywając rolkę, jak np. ta…
Sami za chwilę zobaczycie, że nikomu nie spodoba się kilka moich opinii, które za chwilę okolicznościowo przedstawię, więc proszę jeszcze nie opuszczać strony FAKTY Chocianów. „Nie będzie gorzej, niż jest” – powtórzę za LOR, jeśli na przykład igrzyska Dni Jagody chłoptaki od razu wykorzystują, żeby pieprzyć głupoty, jak Piekarski na mękach, że lubińska wersja tradycyjnych Dni Chocianowa tak rozbudzi potrzeby turystów całego Świata, że zamiast pojechać oglądać np. fontannę Di Trevi, albo podziwiać niebanalną urodę St. Michel wybiorą Chocianów do zwiedzania, oglądania, jak gdyby to był już jakiś skansen, a nie mocno przez ćwierćwieku upośledzone przez Franciszka Skibickiego miasto, które rzekomo dopiero „ekipa fachowców” z Lubina wprowadza w XXI wiek.
Sukces, który napędza rozwój i turystykę
Z roku na rok nasze święto (podkreślenie – moje) przyciąga coraz większe rzesze odwiedzających, a to przynosi miastu wymierne korzyści turystyczne i promocyjne
– męczy bułę portal Tomasza K.
Sami widzicie, że słabiutkie to, jak slajdy puszczane na ścianie dzieciom z grupy „Żabek” w tutejszym przedszkolu, albo słynne pierdoły Franciszka ćwierćwiecza Skibickiego, który z regionalnym uwielbieniem lansował Chocianów jako „perełkę” Dolnego Śląska.
Jagodzianka franciszkańska. W regionie mówią o niej “perełka”!
Cieszę się, że dzięki pani Krystynie Kozołup, dyrektor Chocianowskiego Ośrodka Kultury Dni Jagody stają się regionalną perełką – cieszył się burmistrz Franciszek SKIBICKI. – W tym roku postaraliśmy się o bogaty program dwudniowego świętowania, bo w oba dni chcemy nie tylko korzystać z dobrodziejstwa zespołów uczestniczących w Festiwalu KYCZERA, ale zaprezentować to wszystko co tańczy, gra i śpiewa pod sztandarami Chocianowskiego Ośrodka Kultury. Dni Jagody to święto Chocianowa i jego mieszkańców i mam nadzieję, że to świętowania jest ważnym czynnikiem budującym lokalną społeczność
– pisałem o Jagodzie w 2017 roku, jak jeszcze chłoptaki z Lubina nie wiedzieli, gdzie szukać Chocianowa.
Nie napiszę więc, że Dzień Jagody, dalej zwany jagodzianką, od początku wygląda tak samo. Jako perełka robi już od ponad dekady, czyżby Franciszek Skibicki zapomniał? Ani słowem nie wspomnę, że już za czasów dyrektor Anny Jabłońskiej tak właśnie o jagodziance mówił i myślał Franciszek Skibicki, a wtedy wszystko było dzięki Annie Jabłońskiej. Później nastała Mirosława Krynicka-Woźniak i też dzięki niej Dzień Jagody był perełką. Pani dyrektor Krystyna Kozołup nic nie zmieniła w smaku tej “perełki”, choć tego nie powiem na głos ze względu na sentyment do Pani ze snu, a jeszcze bardziej, żeby nie denerwować aktualnej dyrekcji Chocianowskiego Ośrodka Kultury
– pisałem wtedy, ale jak widać lubińska propaganda nie odrobiła zadania domowego, bo teraz jeżdżą z przyczepą reklamową po Lubinie z okrzykami, że „Dni Jagody to już potężna marka, która cieszy się ogromną popularnością w całym Zagłębiu Miedziowym”
A nie mówiłem, że nie pomogę chłoptakom z Lubina, którzy w tej chwili Dzień Jagody Franciszka ćwierćwiecza traktują jako poprawiny po Dniach Lubina, choć charakter, styl i polityczny cel obu tych „świąt igrzysk i chleba” nie zmienił się ani na jotę od kilku dekad. Lubińskim odkrywcom i twórcom „tej potężnej marki” polecam lekturę FAKTY Chocianów, bez urazy potężnie niedokształcona młodzieży!
Nie chcąc popełnić powtórek, zabierając się do pisania jagodzianki najpierw skrupulatnie przeczytałem swoje opinie o XIII Dniu Jagody. W tekście XIII Dzień Jagody w Chocianowie! „Ruda tańczy, jak szalona”… zachwalałem walory diso-polo, a w każdym razie nie chciałem urazić wrażliwości fanów tego gatunku muzyki. Zapewniam, że nie w tym roku nie chcę popełniać powtórek, choć to trudne zadanie zważywszy, że XIII Jagoda niczym nie różni się od XIV- ej! Słowo – nie będzie nic o disco-polo, tym bardziej, że wykluczyłem siebie z uczestnictwa w tych częściach bogatego programu XIV Dnia Jagody. Nie słyszałem ani Pięknych, ani Młodych jak zespół BASTA. Gorzej może być z dotrzymaniem słowa, jeśli chodzi o artykuł XIII Dzień Jagody. Socrealizm powraca – „Hospady pomyłuj”…, w którym konwencjonalnie nawiązałem do epoki socrealizmu, tak w przypadku artystycznego smaku, jak i kreacji dyrektor Chocianowskiego Ośrodka Kultury, Pani Krystyny Kozołup. Obiecuję jednak, że tym razem nawet słowem nie pisnę na temat kreacji Pani organizatorki, choć zobaczymy, czy wytrzymam w tym przeświadczeniu do końca artykułu
– że na tym zakończę garść cytatów, które jak wspomniałem wyżej nikomu się nie spodobają, a już na pewno napływowym pseudo-urzędnikom, którzy postanowili zawłaszczyć wszystko, przedstawiając jako swój sukces.
Niemniej może to moje chwilowe przywidzenie, bo właściwie tylko sny wracają do miejsc, w których powstały, ale szczerze mówiąc, dzisiejszy tekst najwyżej u pewnej Pani spowoduje odrobinę szybsze bicie serca, a może nawet przez ułamek sekundy wrażenie motylków w główce, bo wśród życiowych doświadczeń zdarzają się wspomnienia, których nie da się łatwo wymazać, ani w razie potrzeby zamienić na bardziej nieszczere. A mówiąc mniej oficjalnie, patrząc na plakat z listą gwiazd, które przez chłoptaków zostały zakontraktowane na poprawiny po Dniach Lubina, mój wzrok zatrzymał się na dłużej jedynie przy zespole LOR.
Nie będę ukrywał, że znam tylko jedną osobę z organizatorów, która w całej tej populistycznej gonitwie pokazania „prężnej marki” pn. Święto Jagody, czy jakoś tak… mogła wpaść na tak anachroniczny pomysł (rzecz jasna, z punktu widzenia melomanów z Chocianowa), żeby na scenę przed pałacem zaprosić zespół LOR. Mój podziw w tej chwili dorasta do poziomu odwagi, jaką trzeba było się okazać, by tego dokonać. Choć jestem na „tak”, tym bardziej przecieram oczy ze zdumienia, że tego rodzaju ewenement, jeśli wziąć pod uwagę charakter twórczości tego żeńskiego zespołu znajdzie miejsce na jagodowej scenie właśnie dzisiaj, kiedy piszę swoje „Słowo na niedzielę”.
To może powiem kilka słów, dlaczego jestem mile zaskoczony i wytłumaczę przy okazji ekscentryczność decyzji organizatorów przy układaniu listy wykonawców, jak to mówią „gwiazd”, które artystycznie zaświeciły nad Parkiem Piastowskim w ramach potwierzenia „potężnej marki” Dni Jagody. Po pierwsze muzyka LOR nie jest ani szerzej znana z list przebojów publiczności Chocianowa, niczym Baciary, ani tym bardziej prosta w odbiorze, jak typowa sieczka gwiazd disco-polo. Z moich obserwacji wynika, choćby z tego, że zespół wyrósł z tradycji piosenki autorskiej nie włącza się do nurtu estetycznych potrzeb tutejszych dziewczyn i młodych kobiet, choć to zespół na wskroś żeński od paznokci stóp, po czubki żęs. Patrząc na pozostałych artystów z listy od razu widać, że chłoptaki zastosowali metodę populistycznego doboru wykonawców pod lokalny popyt, jak choćby zespół Baciary albo Natalię Nykiel, Ronnie Ferrari, skończywszy na lansie lubińskiego zespołu Destiny. LOR w żaden sposób nie pasuje do schlebiania regionalnym gustom ani dorastającej młodzieży, ani powszechnym trendom w muzyce rozrywkowej, ani tym bardziej preferowanym w tej chwili rodzajom i gatunkom. Teksty piosenek LOR chrakteryzują się literackim przygotowaniem, a każdy utwór ma za zadanie przemycić do świadomośći odbiorcy raczej prawdy odobiście przetrawione, niż lansować syntetyczny lub wyłącznie ludyczny kontakt ze słuchaczem. Mam na myśli potrzebę zespołu, by wciąż poszukiwać świeżości i artystycznego wyrazu, a nie tylko komercjalizacji swoich mniej lub bardziej rozumnych wynurzeń. Dziewczyny wykorzystują wyjątkowo dojrzały wachlarz emocji jako materiał do nawiązywania kontaktu między twórca a adbiorcą, co nie jest zjawiskiem powszechnie znanym w tej gminie. Co prawda niektórych mogą razić (zwłaszcza mężczyzn) nawiązania do pewnych kulturowych schematów myślenia o relacjach damsko-męskich, ale odpowiednio stosowana w tekstach psychologia relacji powoduje, że utwory porażają mądrością, a niekiedy wręcz wykładają swoistą satyryczną metafizykę płci. Jeśli do tego dodamy nienachalny tryb przechodzenia od relacji prywatnych do wręcz egzystencjalnych twierdzeń, którymi nie powystydziłby się nawet filozof, to – jak dla mnie – artystyczny balans, jaki mógł spotkać tutejszych miłośników muzyki. Mógłbym jeszcze godzinę mówić w samych superlatywach o mądrości i niedostatkach tej twórczości, ale to naprawdę za dużo na Chocianów, a nie wiem czy nawet nie za dużo na akademicki Wrocław! Na tym właśnie opiera się moje zaskoczenie, dlaczego właśnie LOR znalazł się wśród „plejady” gwiazd zakontraktowanych na Jagodę, bo ekipa fachowców nigdy nie dawała rękojmi, że „nie będzie gorzej, niż jest”.
Przepraszam organizatorkę Jagody, że dzisiaj w ramach dedykacji i tradycyjnej oprawy muzycznej nie puszczę żadnego utworu zespołu “Baciary”, bo z rana nie jestem w stanie przełknąć aż tak silnego “koktailu” muzyki weselnej, góralskiej, elementów typowego country zza Oceanu i czego tam jeszcze, plus artystycznych kombinezonów spod samiuśkich Tater… Obiecuję jednak, że przemogę się i przyjdę na event “na wysokim poziomie” pod warunkiem, że usłyszę tego typu prosty przekaz muzyczny…”
– obiecałem bodajże miesiąc temu.
“Drużyna Dobrych Zmian” prezenteiszyn program wyborczy! Taki sobie ten program… pup!
LOR to właśnie ten „prosty” przekaz, o którym marzyłem, wobec tego nie pozostaje mi nic innego, jak dotrzymać słowa. Dziękuję.
P.S.:
Przyznam się na koniec, że w zamierzeniach ten artykuł miał traktować o czymś zupełnie innym, bo o tytułowym „Gorzej nie będzie, niż jest”, jeśli chodzi o rządzenie Gminą Chocianów. Miałem w zamiarze zastosować najbardziej edukacyjną z możliwych form symplifikacji dokonań chocianowskiej władzy, ze szczególnym podkreśleniem uproszczeń, jakie stosuje Drużyna Dobrych Zmian w celu przedłużenia sobie dobrze płatnych przez Gminę etatów i lewych wynagrodzeń. No cóż emocje i sen tej nocy spowodowały, że napisałem stosownie do okoliczności nie na założony temat, trochę na zasadzie „wszystko jedno, wszystko źle”. Tym bardziej wszystkich zapraszam już za tydzień do lektury artykułu, który miał powstać dzisiaj. Przepraszam za niedogodności…
Aha, skoro zdecydowałem się „na żywo” posłuchać zespołu LOR, pożegnam się inną dosadną piosenką.
Robert Harenza

















Comments