W tajemnicy mówiąc, to, co zaraz powiem może zabrzmi niczym kiepski żart, ale proszę nie ulegać złudzeniu, bo nie będzie nikomu do śmiechu, a tym bardziej do szczerej radości. Wytwórnia rolek politycznych Tomasza K. stworzyła nowy dreszczowiec polityczno-towarzyski, utrzymany – a jakże – w konwencji „spaghetti westernu”.
Ale żeby w miarę płynnie wprowadzić Państwa w charakter informacji, przywołam najpierw kilka obrazków i dźwięków, które bezbłędnie oddają żywioł i „kolorystykę” podróży do Włoch, w jaką udało się ścisłe grono urzędników i urzędniczek reprezentujących kwiat chocianowskiej władzy samorządowej (ale na razie nie powtarzajcie tego nikomu…). Nie będę tutaj oryginalny, jeśli odeślę uwagę Czytelników do tytułu artykułu, przewrotnie nawiązującym do włoskich westernów, których specyfikę na nieszczęście ze szczególną lubością przyswoiła sobie chocianowska władza.
Grazie mille! Skoro tak łatwo dzisiaj przyszło mi nawiązać kontakt z publicznością, dla podniesienia powagi i doniosłości, że doszły mnie słuchy, że super delegacja chocianowskich urzędniczek i urzędników Drużyny Dobrych Zmian wyruszyła do Włoch w celu… No właśnie, w jakim celu? Czyżby „służbowy” wyjazd ekskluzywnej reprezentacji chłoptaków do kolebki „spaghetti westernów” (jako ciekawostkę dodam, że burmistrz Franek ćwierćwiecza Skibicki zwykł przy takich okazjach dodawać jeszcze określenie wyjazd „studyjny”…) jest jednym z elementów jakiegoś jeszcze nie znanego opinii publicznej grubszego planu rozwoju Gminy, w tym wypadku poprzez współpracę z włoską myślą samorządową i gospodarczą? Załóżmy, że to właśnie te zbożne intencje władzy Chocianowa stoją u podstaw owianego tajemnicą wyjazdu. Ale w jaki sposób i w ogóle jakie Gmina ma odnieść korzyści? Na chłopski rozum biorąc, jedynymi korzyściami mogą być ciekawe focie i frazesy, które niedawno Tomasz K. przywiózł z Karpacza, z radością uczestnicząc w Międzynarodowym Forum Gospodarczym?
Wracam z Karpacza z nowymi pomysłami, inspiracjami i przekonaniem, że warto konsekwentnie budować silną pozycję naszej gminy
– zawierzył się Tomasz K.
Jakie to „nowe pomysły i inspiracje” z Karpacza przywiózł burmistrz do Lubina (gdzie mieszka, gdzie płaci podatki, gdzie lubi przebywać w czasie godzin urzędowania w Chocianowie…) mówiąc szczerze nie bardzo mnie zajmują, nie tylko z powodu tuzina nieudanych projektów i pomysłów, które już „przywoził” do Chocianowa przez okres ostatnich 8 lat
– komentowałem po powrocie burmistrza z „wyjazdu studyjnego”.
Nie chcę być ironiczny, by nie psuć sobie całkiem dobrze zapowiadającej się niedzieli (w nawiasie mówiąc, za chwilę wyjeżdżam na huczny event urodzinowy, można powiedzieć, że takie moje „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”). Niemniej muszę złośliwie zauważyć, że chyba „studyjny” wyjazd do Włoch łączy się właśnie z tymi „nowymi pomysłami i inspiracjami”, które Tomasz K. przywiózł z „ekonomicznego” Karpacza, a teraz wprowadza je w życie w śródziemnomorskim klimacie.
Jak myślicie, co Tomasz K. albo na przykład Skarbniczka Gminy tym razem powiedzą po powrocie z Włoch? Nic(?) A może skłamią, że w Rzymie pracowali nad „spaghetti budżetem” na 2027 rok? Już kręci mi się w głowie na samą myśl, jakie pomysły na przyszłoroczny budżet przywiozą, jakich nowych inspiracji nabędą, żeby nie zaciągając 6 mln zł kredytu na spłatę wcześniejszych zobowiązań i deficytu, a zakończyć rok 2026 bez skandalu! Jako prowincjonalny dziennikarz już nie mogę doczekać się, aż przeczytam, że wyjazd do Włoch był prawdziwym “strzałem w dziesiątkę”, jak mawiał Franciszek ćwierćwiecza Skibicki, przy okazji dodając „yfyyyhyfy”, że korzyści dla Gminy będą widoczne szczególnie…
a) w wzroście zakupów skuterów
b) w wzroście mediany zarobków chocianowskich urzędników, głównie lubińskiego pochodzenia
c) we wzroście marki neapolitańskiej pizzy, że o wzroście jej sprzedaży w kulturalnym „Express Bistro” na peronie u Tomasza nie wspomnę.
Znane powiedzenie (chyba tureckiego pochodzenia, ale nie jestem pewny) mówi, że jeśli klown wystąpi w pałacu, to wcale nie znaczy, że klown stał się królem, lecz może znaczyć to jedynie, że pałac stał się… cyrkiem! Właśnie to jest istotą problemu Chocianowa, że Ekipa Dobrych Zmian na czele z Tomaszem K. pojechała na wycieczkę do Rzymu, to nie znaczy, że mają coś ważnego do załatwienia dla mieszkańców Chocianowa, lecz chyba to, że Włochy stały się… cyrkiem, w którym prowincjonalni aktorzy mogą odegrać swoje światowe role.
Szanowni Państwo,
mówiąc już śmiertelnie poważnie, warto podkreślić, że „wycieczka” Ekipy Dobrych Zmian nie ma charakteru oficjalnego, lecz wyłącznie turystyczno-rozrywkowy z powodu choćby tego, że wyruszyła w Świat bez profesjonalnej tłumaczki, magister romanistyki, nota bene będącą w zasięgu ręki, bo na co dzień biurko w biurko pracującą z Tomaszem K. i sąsiadem Katulskim (RCK) Adaskiem w siedzibie Dworca Chocianów Główny.
Od siebie mogę dodać, że widoczna na zdjęciu Pani magister romanistyki oprócz filologicznych transkrypcji językowych poważnych pojęć z zakresu administracji i współpracy międzynarodowej, których pełno przy prawdziwie oficjalnych spotkaniach mogłaby również pomóc swoim doświadczeniem zdobytym jeszcze za czasów Franciszka (ćwierćwiecza) Skibickiego w partnerstwie z Francuzami. Ponadto dodam, że dzięki innym uzdolnieniom muzycznym, w tym miłości do kompozycji Ennio Morricone (twórcy muzyki do „spaghetti westernów”) byłaby idealnym tłumaczem, nie tylko powszechnie używanego zbioru słów, lecz także swoistym tłumaczem różnic i wspólnych mianowników kulturowych. W sumie wyszło, jak w typowym lubińskim „macaroni westernie”, że tłumaczem rozrywkowej wycieczki został koleś, mistrz Tomasza K. od warzenia pizzy.
Tak, że tak… Powyżej „wytłuszczyłem” wszystkie korzyści, na jakie może liczyć Gmina i jej „kochani” mieszkańcy, że zacytuję klasyka (aktywa). Pozostała mi już tylko do przedstawienia strona źródeł finansowania tego wielkiego inwestycyjnego przedsięwzięcia międzynarodowej wycieczki (pasywa), że teraz z przekąsem użyję księgowego żargonu, zresztą wyłącznie z powodu uczestnictwa skarbonki (Skarbniczki) Gminy w omawianym wyżej włoskim tournée.
Ale żeby nie było, że się czepiam, szczerze przyznaję, że to nic zdrożnego, jeśli „nasze VIPy” jadą, lecą lub jak Piotr Wandycz niegdyś pedałują do Włoch „na własny rachunek”, a nawet w poszukiwaniu ekstremalnych wrażeń. Wtedy wydatek jest neutralny dla środków publicznych – nic mi do tego. Niestety „wycieczka studyjna” urzędników staje się problematyczna, jeśli nie wiadomo, kto i za czyje pieniądze ją zorganizował. Przypomnę może, że Tomasz K. wielokrotnie powtarzał, że wszystko finansuje z własnych środków, jak choćby wiosenny wyjazd do Włoch na początku tego roku, ale – mówiąc między nami – kiedyś przestałem mu wierzyć już od pierwszego wejrzenia.
Oczywiście i w przypadku tej wyjazdówki w plener publiczny wysyłany jest sygnał, że wszyscy uczestnicy płacą za siebie. Niemniej patrząc choćby na skład wycieczki, nie do obrony jest tłumaczenie, że finansowanie tego „eventu” nie związane jest z pełnionymi funkcjami w władzach Gminy, to po pierwsze. Po drugie, nawet gdybym nie wiedział, która z firm (nazwa znana redakcji) realizująca gminne inwestycje sponsoruje ten „studyjny” wyjazd urzędników do Włoch („Pewnego razu w Italii”), nie uwierzyłbym, że środowisko pod każdym względem tak różne osobowościowo nagle wpadło na pomysł, żeby z prywatnych budżetów wydać spore tysiące na szemraną psychologicznie nostalgiczną wycieczkę do gorącego kraju. No proszę, nie przy jedzeniu…
Odsuwając już na bok metafory, jak kurtynę, widzimy niestety, że „urząd” Gminy Chocianów jest własnością cwaniaków, urzędników, propagandowych rewolwerowców, pospolitych cyników, hipokrytów, wspierany przez pożytecznych idiotów, interesownych radnych, słowem jak w typowym „spaghetti westernie”, którego groźny realizm obrazuje przede wszystkim to, że zbliżają się przedterminowe wybory.
Sorry za puentę, ale teraz – na zasadzie, co w sercu, to w oczach – tak sobie myślę, że może Elżbieta (El-Dziunia, ciocia burmistrza) Kowalczuk, Stanisława (Skarbonka) Potoczna i Partycja (Sekretarz Patrycja) Jugo za własne ciężko zarobione dieńgi pojechały do samiuśkiej Stolicy Piotrowej, by na kolanach żarliwie modlić się uniewinnienie przez Sąd ich podopiecznego, czyli po katolicku i egoistycznie klepać zdrowaśki o… własną usłaną kwiatami przyszłość.
Pico bello! – jakby powiedział mój kolega z wojska, gdzieś zza świętego obrazu patrząc.
P.S.:
Pozwólcie, że w ramach „kropki” kończącej zdanie, tj. zanim oddalę na event urodzinowy, Najładnieszej Pani zadedykuję niskobudżetową (jak przystało na filmy z gatunku „spaghetti western”) dedykację. Ten clip może niewiele kosztował, ale bezcenny jest jeśli chodzi o bogactwo uczuć!
Pozostaję z wyrazami szacunku na tę niedzielę!
Robert Harenza






















Comments