Pomimo wielkiej wewnętrznej potrzeby serca, przekonania, jakie miałem jeszcze kilka dni temu, to jest zanim dzisiaj usiadłem za klawiaturą – miałem w planach, by od razu w pierwszym zdaniu tego artykułu, bez ceregieli przejść do omówienia sprawy – w mojej ocenie – najważniejszej! Właśnie tak sobie zakładałem, by bez zbędnych ozdobników, publicystycznych wstępów, wręcz z żołnierską asertywnością i prostotą wyłożyć własny punkt widzenia na problemy, jak dla mnie wtedy pozostające poza wszelką dyskusją. Ale chyba wymiękłem, przyznaję teraz już bez emocjonalnego “rumakowania”! Jak już przysłowiowa “kózka stoi u płotu”, antycypując możliwe i srogie reakcje moich kolegów Wikarego i tego z Wojska, strachliwie zmieniłem plany i to, co zamierzałem napisać na początku zamieszczę dopiero na zakończenie jako puentę artykułu. Oczywiście tym wszystkim ciekawskim Czytelniczkom i Czytelniczkom (wyłączając radnych, urzędniczki, Wikarego, kierowników JST, w tym pańcie Katulskiego Adaśka z RCK, bo nie czytają FAKTY Chocianów co do zasady), którzy rządni sensacji bezceremonialnie natychmiast przeszli do ostatniego akapitu, nie mogę tego uniemożliwić, ani przeszkodzić.
Niemniej Szanowną Publikę (“Kochani…” – jakby powiedział Tomasz K..) gorąco proszę i namawiam jednak do linearnego, to znaczy spokojnego – akapit po akapicie – czytania tego artykułu, bo w tej części dotyczy rzeczy nie mniej ważnych, poważnych, karygodnych, a momentami nawet wręcz śmiesznych. Ponadto warto podkreślić, że świadomie lub nie właśnie tymi prostymi sprawami żyje nie tylko Gmina Chocianów, bo także – jak zaraz wykażę – Powiat Polkowicki, lubiński Ratusz, a nawet pół regionu, że o ogólnopolskiej warszawce rządowej wielkodusznie nie wspomnę.
No to START, bo jeszcze rzeczywiście kursorem przejedziecie do ostatniego akapitu, żeby mi zrobić na złość.
Wiadomo wszem i wobec, że w Chocianowie ironią niewiele ugram, wszak ironia jest składową wiedzy i samoświadomości, a tych komponentów ewidentnie tutaj brakuje, dlatego powiem wprost, że dobrze by stało się, gdyby Sędzia Agnieszka Bem – Iwańska nie oglądała wywiadu z Tomaszem K. Dlaczego i dla kogo dobrze? O dziwo, dobrze dla oskarżonego, zresztą nie tylko moim zdaniem. Ale gdyby jednak Sędzia zaczerpnęła tej “lawendy” wylewanej szerokim strumieniem w TVL Regionalna przez jej podsądnego Tomasza K., może poczuć żal, że ten wolał “zeznawać” przed jakąś przystojną dziennikarką, a nie podczas rozpraw pod jej przewodnictwem. To po pierwsze. Po drugie i ostatnie, Pani Sędzia może uznać, że zaprezentowana w programie jego strategia obrony, oparta na założeniu, żeby dopiero teraz, po roku trwania procesu, praktycznie na jego finiszu i to przed kamerami oskarżony zaczął rozgadywać się o absurdalności zarzutów, jakie mu postawiono jest po prostu słaba. Oczywiście Sąd pominie wszystkie kłamstwa i kłamstewka, które bez mrugnięcia okiem oskarżony przedstawił widzom z precyzją mistrza w kłamaniu i mataczeniu, bo oskarżonemu wolno we własnej obronie kłamać, jak z nut. Niemniej grożąc mediom i lekceważąc, a wręcz pomawiając Prokuraturę Rejonową w Lubinie burmistrz Chocianowa – mówiąc między nami – niepokornie pozbywa się okoliczności łagodzących, które w tej chwili naprawdę powinny być dla niego oczkiem w głowie, jeśli nie chce trafić do pierdla na co najmniej 2 lata.
Prokuratura w mojej ocenie przedłuża to postępowanie od samego początku
– twierdzi Tomasz K.
I jeszcze:
Prokuratura na ostatniej rozprawie znów chce przedłużyć składając jakieś wnioski o kolejne ekspertyzy i biegłych
Nie powiem, że dla Sędzi Agnieszki Bem-Iwańskiej będzie to zabawne, ale dla mnie jako uczestnika wszystkich rozpraw, wyznanie burmistrza jest wyjątkowo śmieszne (pomijając, że kłamliwe):
To nie ja wzywam świadków!
– wyjawił Tomasz K.
Szanowni Państwo,
w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie – proces przedłuża Tomasz K., który z rozprawy na rozprawę rękami adwokata podrzuca wnioski o dowody ze świadków na okoliczność jego niepokalanej trzeźwości podczas jazdy autem w feralny dzień 10 czerwca 2024 roku. Zresztą w artykule z rozprawy z 9 kwietnia – Tomasz K. jest niewinny – ogłosił burmistrz Chocianowa! To już wyrok, czy tylko “eksperyment procesowy” linii obrony? przedstawiłem bogatą listę wniosków, jakie zgłosiła obrona (podkreślę – a nie prokuratura, która w mediach protekcjonalnie oskarżana jest o przedłużanie procesu). Może jednak przypomnę, bo to ważne, ile wniosków tylko podczas jednej rozprawy odrzucił Sąd, bo nie widzi potrzeby wzywać świadków nie mających za wiele wspólnego ze sprawą.
Mówiąc na marginesie, oskarżanie Tomasza K., że to Prokuratura przedłuża proces jednak stanowi poważny zarzut, bo co by nie mówić jest to domniemanie świadomego marnotrawienia publicznych pieniędzy, którymi opłacana jest jej działalność. Może rzeczywiście Prokurator Generalny powinien przyjrzeć się “pracy” lubińskiej jednostki, choćby w tym aspekcie, który wyjawia podsądny burmistrz. Niemniej na pytanie dziennikarki: to kiedy wyrok? – Tomasz K. wymijająco opowiada, że bardziej interesuje go, aby wyrok Sądu wszystkie wątpliwości uznał na korzyść oskarżonego.
Sąd wykonuje kapitalną robotę
– w innym miejscu wywiadu Tomasz K. słodzi bezpośrednio Sędzi Agnieszce Bem- Iwańskiej, aczkolwiek na jego miejscu obawiałbym się, czy Sąd w ogóle potrzebuje oceniających komplementów od podsądnego.
Tak, że tak… Jak widzicie, dużo niepotrzebnych słów padło z ust Tomasza K, ale to nie koniec tej swoistej “mowy końcowej”, jak na własny użytek nazywam wywiad z burmistrzem Chocianowa. Stwierdził m.in., że jego zachowanie w stosunku do funkcjonariuszy Policji może nie było “idealne” (“nie tak mnie wychowano…”), niemniej zaraz usprawiedliwił się sugestią, jakoby to Policja zanadto niedoświadczona i emocjonalna jest temu winna, bo zupełnie bezpodstawnie wtargnęła w jego życie prywatne, najpierw nakazując mu przed jego garażem badanie alkomatem, a gdy odmówił, to stosując narzędzia przymusu bezpośredniego zabrała go na komisariat w celu wyjaśnienia sprawy, z którą – jak utrzymuje od początku – właściwie nie miał żadnego związku. Miejmy nadzieję, że dla dobra Tomasza K. Sędzia Agnieszka Bem-Iwańska nie zauważy sprzeczności w tym, co zeznał świadek wnioskowany przez obronę (a nie prokuraturę, która rzekomo przedłuża proces) jego sąsiad, a mianowicie, że Tomasz K. “trzeźwiutki”, ale “wzburzony” wrócił swoim Porche z miasta i dopiero wtedy sięgnął po smaczny “chocianowski bimber”, którego niezmierzone koneserskie ilości miał był oskarżony składować w garażu. Według świadka Tomasz K. duszkiem wypił sporą część niemałej flaszki, co nie jest w jego przypadku żadnym wyczynem, bo burmistrz nie potrafi inaczej.
Dlaczego jednak nie poddał się wtedy badaniu na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu, skoro dosłownie przed chwileczką spożył znaczną ilość silnego destylatu, czego wcale nie musiał kryć przed stróżami prawa, a wręcz ostentacyjnie, w obecności Katulskiego Adaśka powinien dmuchnąć w alkomat, a nie doprowadzać do skandalu na SOR, w tym produkowania następnych zarzutów, związanych tym razem ze znieważaniem funkcjonariuszy, powoływania się na wpływy, itd.,itd…
Wiem, jak ja bym zakwalifikował w/w zeznania świadka będąc na miejscu Sędzi, ale na szczęście to nie moje zmartwienie, a chyba także nie Sądu, bo raczej wyłącznie Tomasza K., że niespójność między stanem faktycznym, a wersją przedstawioną przez obronę jest wyraźnie widziana nawet z Księżyca, a co dopiero z wokandy lubińskiego Sądu Powszechnego. Tym bardziej źle odebrane mogą zostać wypowiedzi grożące lokalnemu portalowi miedziowe.pl, że pozwie jego dziennikarkę (w domyśle także inne media) za to, że akcentuje fakt kolizji, której zdaniem Tomasza K. nie było.
Szanowni Państwo,
dla Tomasza K. i radcy prawnego Jezioro (w nawiasie, zatrudnionego w Urzędzie Chocianowa) nie może być mowy o kolizji. Obaj prawnicy idą bowiem tokiem rozumowania, że zdarzenie mające miejsce na ulicy w Lubinie 10 czerwca 2024 roku to było coś zwykłego, naturalnego, wynikającego z charakteru jazdy, typu zatrzymanie się przed znakiem STOP, albo zmiana pasa ruchu, a nie nienaturalne, tj. kolizyjne zatrzymanie się dwóch pojazdów, po którym nastąpiło opuszczenie aut przez ich kierowców, potem jakaś pogadanka na mocno obciążonym ruchem skrzyżowaniu, utrudnianie ruchu innym użytkownikom, co zawsze rodzi wiele niebezpieczeństw związanych z zachowaniem zasad płynnego i sprawnego użytkowania miejsc, w których krzyżują się drogi, jest sygnalizacja świetlna i jak na tę porę dnia wyjątkowo nerwowy okres w komunikacji miejskiej. To przykre, że obaj mężczyźni uważają, że nie było “kolizji” w sensie wypadku, tzw. “dzwona”, więc wszelkie dziennikarskie uogólnienia kwalifikują jako pomówienie i co tam jeszcze…
W związku z tym mój klient kataloguje wszystkie pojawwiające się w mediach nieprawdziwe informacje i będzie je kierował na drogę postępowania sądowego
– dodaje mecenas Jurand Jezioro.
“Nie strasz, nie strasz, bo się ze…sz” – powiedziałaby moja śp. babcia Marianna, gdyby miała nieprzyjemność przeczytania Juranda Jezioro w ekskluzywnym artykule Nowaka Kaspera. Niestety jako urodzona w 1900 roku już “nie ma prawa” do swoich trafnych opinii, dlatego muszę w mniej asertywny sposób muszę dyplomatycznie wskazać pełnomocnikowi burmistrza, że groźby jakie wygaduje w nędznym portalu publiczno-prywatnym chocianow.pl może przestraszyć jedynie muchę latającą nad psią kupą, a nie jakiekolwiek uczciwe media.
Żeby nie było, także nad FAKTY Chocianów ciąży groźba Juranda Jezioro, jak na Iwonie Mierzwiak, wobec której mistrzowie ściemy teraz wytaczają prawnicze działa. Niestety ja w odróżnieniu od lubińskiej dziennikarki jestem w tej komfortowej sytuacji, że przerobiłem już ustawiony proces z Tomaszem K. i jego Jurandem o naruszenie dóbr osobistych, więc mam już tę bezcenną odporność na mechanizm zastraszania, swoistą szczepionkę na pierdoły, którymi chłoptaki żaglują, niczym neandertalczyk maczugą wpuszczony do składu z porcelaną. Pomimo szacunku, jakim niekiedy między wierszami darzę Tomasza K. tym razem stanowczo będę powtarzał, że znowu przesadził w wywiadzie wyznając zupełnie nie należącą do jego statusu, kompetencji i wiarygodności tezę, którą z kolei z powodu ogólności literalnie należy traktować jako świadomy polityczny przytyk bezpośrednio do Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka.
Media szkodzą polskiemu sądownictwu
– krytycznie uznał burmistrz Chocianowa w wywiadzie.
Oks, rozgadałem się, jeszcze mam kilka akapitów do napisania, dlatego szybciutko zmienię wątek, w którym media (rzecz jasna podległe Tomaszowi K.) już nie są szkodliwe dla sądownictwa, bo po prostu są narzędziem lokalnej polityki.
Proszę popatrzeć na niechęć urzędników do Stowarzyszenia Rugby.
Fuj! Wszak to prawdziwy rynsztok polityczny, do którego wrzuca się ideę wychowania fizycznego dzieci, rywalizację sportową, prawdziwe pasje, itd., itd. Rozumiem, żeby targnąć się na redaktora Harenzę, hejtować radnych opozycji, etc., etc., ale żeby pastwić się na inicjatywie społecznej, która nie jest skoligacona z władzą, tępić niesubordynację społeczników, co od razu widać po bzdetach urzędniczych, jakie władza wysyła Stowarzyszeniu Rugby, to zwykłe szambo, koniec końców przyzwoitości i chyba także mocno patologiczny obraz desperatów spod znaku pana K. Ale jakby tego było mało, to media Tomasza K. nie tylko nie wpływają na popsucie sądownictwa, ale za to wciąż i wciąż zasilane są przez podatników w nowe instrumenty propagandy. Aż dech mi zaparło, jak dowiedziałem się, że sprawa “uregulowania” spraw związanych z administrowaniem nośnikami reklamowymi może zajmować chocianowską władzę zaraz po rozprawie burmistrza, czyli raczej mało ważnej dla “być albo nie być” Tomasza K. W końcu okazało się, że oprócz super ważnych uchwał o transporcie publicznym do Lubina, Rada Miejska na sesji 17 kwietnia (ups…) będzie musiała głosować w sprawie nośników reklamowych. Przypadek?
Nie, to nie przypadek, że w parę dni po właściwie rozstrzygającej rozprawie władza Chocianowa zadbała, by lokalne media, które – że przypomnę – jako jedyne “nie szkodzą polskiemu sądownictwu” uzbroić w następną uchwałę, zmieniającą uchwałę…
Nie dziwcie się zatem, że na razie nie podsycam temperatury, rezygnując w tej chwili z dosadnego komentarza, zresztą dla dobra Tomasza K., że to niby młodzi ludzie, a bezwstydnie nie grzeszą hipokryzją nie mniejszą, niż tacy lokalni wyjadacze jak Wiesio Ślipko, Krzysztof Leszczyński, że o Jerzym Likusie wraz z Franciszkiem Skibickim nie wspomnę.
Dlatego szybciutko przejdę do następnego wątku, który dotyczy – nomen omen – innych chłoptaków, tyle, że realizujących – dla odmiany – cele… Polkowic, a konkretnie powiatu polkowickiego, co już kiedyś miało miejsce w 2017 roku, tyle że wtedy chodziło o ekspansję powiatu lubińskiego w lansowaniu ich kandydata na burmistrza Chocianowa.
Pogadajmy chwilę o chłopakach z Polkowic, którzy wcale nie ściemniają w kwestii wygrania w przedterminowych wyborów na burmistrza Chocianowa, które tak czy inaczej motywują Tomasza K. do uporządkowania władzy na nośnikach reklamowych, to po pierwsze. Po drugie, niedawni koledzy Tomasza K. wiedzą już na 1000%, że sprawa wyborów jest przesądzona i należy rozpocząć co najmniej pre-kampanię, bo lepiej szykować się na jesień tego roku, niż bez nerwowych ruchów czekać, jak to robi “chocianowska obywatelska opozycja” na wyrok skazujący i utratę mandatu przez obecnego burmistrza.
Doprawdy bezcenny jest wyraz twarzy innej przyszłej kandydatki na fotel burmistrza, a prywatnie całkiem dobrej koleżanki, zresztą występującej razem z Piotrem Wandyczem na setkach eventów “na wysokim poziomie” w czasach poprzedniej kadencji.
Nie wiedzieć czemu, ale ja nadal nie mam dość tej politycznej rozrywki, choć przesyt politycznych powtórek, jakby dochodził do zenitu.


Ciupak na użytek pre-kampanii zaczął wykonywać takie piruety, że w moim wieku nie powinno się już oglądać tak wyuzdanych scen, by w głowie nie zakręciło się na “ament”.
Najgorsze jest jednak to, że Powiat zamiast zajmować się sprawami należącymi do obowiązków wydaje publiczne pieniądze na polityczne eventy w Gminie Chocianów, o której przypomniał sobie po latach amnezji, a nie na inwestycje chociażby drogowe. Przejrzyjcie profil Powiatu Polkowickiego – znajdziecie tam dużo takich inwestycji z gmin Radwanice, Grębocice, itd. A w Chocianowie tylko imprezy charytatywne…
Co by nie powiedzieć, to i tak będzie za mało, żeby uświadomić chocianowskiej społeczności, że niżej przedstawione obrazki z politykami powiatowymi w pierwszych ławkach trzebnickiego kościoła to zaledwie preludium całej serii wspaniałych doznań, jakie czekają mieszkańców Gminy Chocianów ze strony powiatu.
W związku z powyższym nie dziwię się minie Tomasza K., którego fotel jest przedmiotem walki, a los raczej przesądzony bez względu na to, ile jeszcze wywiadów udzieli, inwestycji obieca, a nawet ile jeszcze gróźb wobec mediów podniesie. Tak się składa, że siedzi w gnieździe os po pachy, choć nie tylko na zdjęciach wszyscy z polityków wyglądają niczym bidulki zatroskane o los swoich samorządów. Bęc!
Niniejszym informuję, że skoro wyczerpałem agendę dzisiejszego “Słowa na niedzielę”, więc w ostatnim akapicie nie pozostało mi już nic innego, jak tylko podziękować za imieninowe życzenia, których 17 kwietnia (w piątek) otrzymałem relatywnie mniej w stosunku do ostatnich lat, ale przez to być może bardziej szczerych i wiarygodnych (przynajmniej tak to sobie tłumaczę). Przepięknie dziękuję za życzenia! Szkoda, że nie mogę podziękować za życzenia, na które bezskutecznie oczekuję od lat, ale nie popadam w rozpacz, bo tłumaczę to sobie, że być może już za rok w końcu dostąpię zaszczytu przeczytania esemesa z życzeniami zdrowia na co dzień i szczęścia w miłości, jako odświętnej formy codzienności.
Aha, gapa ze mnie, bo zapomniałbym powiedzieć, że w tym roku najmilszym prezentem dla mnie byłoby otrzymać “wyjazdówkę” na spektakl Mistrz i Małgorzata, który zorganizował kolektyw pracownic Katulskiego (RCK) Adaśka.
Jeśli przez przypadek nie wiecie, o czym traktuje dzieło Bułhakowa, to zanim puszczę sobie relaksacyjną muzyczkę przywołam najprostsze z możliwych streszczenie tego literackiego fenomenu, co?
Robert Harenza
































Comments