Tak, że tak… Przyznaję, że nie za bardzo wiedząc, jak się przywitać, w okolicznościach dzisiejszej uroczystej „zadumy” najpierw złożę oświadczenie, co?
Oświadczam, że o ile, to, co dotychczas w życiu widziałem, usłyszałem, przeczytałem, tj. każda piosenka, wiersz, film, obraz lub spektakl jest zazwyczaj metaforą, posługującą się językiem uważanym za potoczny, tj. charakterystycznym dla „homo sapiens” – o tyle „twórczość” (tak uchwałodawcza, jak i wykonawcza) chocianowskiej administracji zawsze nie wiedzieć czemu jest wyłącznie… parodią.
Żeby daleko nie sięgać po przykłady, uwagę Szanownej Publiki na razie skieruję na zdjęcie startowe, na którym oprócz listków figowych tj. dwóch chocianowskich radnych, widzimy rządzących gminą chłoptaków z Lubina, rzekomo tak kochających Chocianów, że aż zgodzili się pracować za przynajmniej ćwierć miliona rocznie na rzecz tubylców.
Może Chocianów i nie jest młodym miastem, więc wciąż pokutuje tu pogląd, że racje mają tylko emocje i retoryka medialna, ale „ciemny tutejszy lud” już nie kupuje tego typu parodii filantropii i wrażliwości społecznej.
Jak sięgam pamięcią, parodią prawdziwego burmistrza (dawniej Bürgermeister) od 2018 roku jest „#prawdziwyburmistrz”, jak zwykł sam tytułować się Tomasz K.
Z kolei parodią Organu Stanowiącego jest Rada Miejska, która wiernopoddańczo uchwali każdego gniota, każdą polityczną i korupcyjną zmianę w budżecie, każdy bodaj najdurniejszy pomysł, żeby być traktowana przez możnych urzędników za skład pożytecznych idiotów. Uprzedzam, że do uchwał Rady zaraz wrócimy, ale jeszcze podam kilka narzucających się przykładów wyżej wykładanej istoty chocianowskiej parodii. Na przykład zamiast prawdomówności w Chocianowie mamy jedynie parodię prawdomówności, patrząc chociażby na to, że już w 2017 roku władza obiecywała „likwidację podatku od nieruchomości”, a w 2026 roku nie dość, że nie zrealizowano obietnicy, to jeszcze podatek podniosła, jak na ostatniej piątkowej sesji.
Ponadto parodią uczciwego języka jest pseudo-urzędniczy żargon urzędniczek typu sekretarz Partycja Jugo, czy kierowniczka GK Kowalczuk Elżbieta.
Podkreślę, że najbardziej kosztowną parodią jest to, co od lat uprawia w kreatywnej księgowości budżetowej skarbonka Stanisława Potoczna.
Do września 2024 roku myślałem, że największą parodię upowszechniania Kultury stworzyła Anna Jabłońska za czasów słusznie minionego „Naszego Słońca ćwierćwiecza” Franciszka Skibickiego, ale w tej chwili wiem, że kilka łbów prześcignął ją Katulski (RCK) Adaśko, prywatnie – sąsiad #prawdziwegoburmistrza z dzielni.
Dzisiejszą wyliczankę niech zakończy „aleja” im. Adama Myrdy, bo to także parodia prawdziwej obwodnicy, a przy tym parodia oszczędnego gospodarowania publicznym groszem i na pewno parodia „chocianowskiej” tożsamości, którą od 2018 roku z dobrodziejstwem przyjezdnej władzy importujemy na rympał z Lubina.
Mam nadzieję, że dość dobrze wykazałem, że interesuje mnie „samorząd” Tomasza K. i Ekipy Dobrych Zmian, a właściwie parodia samorządu, jaka trwa i trwa mać od pierwszej kadencji chłoptaków.
Pomijając tymczasem „nieprzemyślany” (eufemizm) wpis powyżej, na ostatniej sesji Rady Miejskiej doznałem swoistej kumulacji durnoty, ściemy, taniego cwaniactwa, urzędniczej mitomanii, a przy okazji także wyborczego niedowartościowania lubińskich „chłoptaków”.
Jak mi T-ROC miły, jeśli miałbym powiedzieć w języku dyplomacji, że społeczeństwo nie zauważy nawet, że Rada Miejska uchwaliła jakieś fikcyjne upoważnienie „in blanco” dla Tomasza K. (Rzeczpospolita Polska), żeby ten podpisywał dęte międzygminne porozumienie, to jakbym nie powiedział nic.
Tomasz K. nie zrealizuje w/w porozumienia, to dla mnie pewne, choćby dlatego, że już 5 listopada odbędzie się prawdopodobnie końcowa rozprawa, w której występuje jako oskarżony, a wyrok nie będzie łagodny. Dlatego tym bardziej bulwersujące jest to, że dla przykrycia kulis turystycznego wyjazdu urzędników do Włoch, zmontowano specjalną uchwałę! No, proszę, tylko „nie przy jedzeniu”… („Seksmisja”, jak ktoś oglądał, to na pewno zrozumie to moje frazeologiczne zapożyczenie).
Nie mam ochoty dzisiaj omawiać lubińskiej szkoły pisania „uchwał”, ale nie ulega wątpliwości, że do tej szemranej szkoły chodzili także jej „prymusi”, na nieszczęście od wielu lat robiący karierę w Chocianowie.
Zauważyliście, że o „wycieczce” nikt nie chce mówić, ani chocianow.pl, ani Urząd, cisza. Nawet Patrycja Jugo na sesji, reprezentacyjnie za burmistrza uzasadniając projekt uchwały nie pochwaliła się, że na własne oczy widziała włoską Gminę, z którą „jej” Gmina będzie robić „rozwój”? To co najmniej dziwne, co?
Inny głosujący „za” podjęciem uchwały o partnerstwie radny Czesław Smyk, który uczestniczył w studyjnym wyjeździe do Italii także nie wychwalał zalet tego przedsięwzięcia, ależ determinacja w milczeniu. Ponadto znając „rolkową” dumę Tomasza K. i „fejsbukową” aktywność Katarzyny ds. Rozwoju, to coś nienormalnego, że do tej pory nie chce pochwalili się fociami z śródziemnomorskiej wycieczki. Wszyscy nabrali wody w usta? Ciekawe, dlaczego nie pochwalili się, że jadąc na służbową delegację musieli opłacić z własnych środków, co jest podkreślane w każdej wypowiedzi plotkującego o tym miasta. Zawsze to było powodem do dumy, a dzisiaj jest skrzętnie skrywaną informacją?
Ups… gapa ze mnie! Zupełnie zapomniałem, przypomnieć, bo pewnie nie wszyscy oglądali spaghetti western pt. „Pewnego razu w Italii”.
Jak myślicie, co Tomasz K. albo na przykład Skarbniczka Gminy tym razem powiedzą po powrocie z Włoch? Nic(?) A może skłamią, że w Rzymie pracowali nad „spaghetti budżetem” na 2027 rok? Już kręci mi się w głowie na samą myśl, jakie pomysły na przyszłoroczny budżet przywiozą, jakich nowych inspiracji nabędą, żeby nie zaciągając 6 mln zł kredytu na spłatę wcześniejszych zobowiązań i deficytu, a zakończyć rok 2026 bez skandalu! Jako prowincjonalny dziennikarz już nie mogę doczekać się, aż przeczytam, że wyjazd do Włoch był prawdziwym “strzałem w dziesiątkę”, jak mawiał Franciszek ćwierćwiecza Skibicki, przy okazji dodając „yfyyyhyfy”, że korzyści dla Gminy będą widoczne szczególnie…
– zastanawiałem się prawie miesiąc temu.
„Pewnego razu w Italii” opowiada o wycieczce do Włoch dziesięcioosobowej delegacji pracowników samorządu Gminy Chocianów, w zaszczytu dostąpił jeden radny i instruktor pieczenia pizzy najęty jako tłumacz, na plakacie poniżej nazwany „Pizzaiolo Verace Senior”, a po polsku po prostu, Marcin Garbowski!
Grazie mille! Skoro tak łatwo dzisiaj przyszło mi nawiązać kontakt z publicznością, dla podniesienia powagi i doniosłości, że doszły mnie słuchy, że super delegacja chocianowskich urzędniczek i urzędników Drużyny Dobrych Zmian wyruszyła do Włoch w celu… No właśnie, w jakim celu? Czyżby „służbowy” wyjazd ekskluzywnej reprezentacji chłoptaków do kolebki „spaghetti westernów” (jako ciekawostkę dodam, że burmistrz Franek ćwierćwiecza Skibicki zwykł przy takich okazjach dodawać jeszcze określenie wyjazd „studyjny”…) jest jednym z elementów jakiegoś jeszcze nie znanego opinii publicznej grubszego planu rozwoju Gminy, w tym wypadku poprzez współpracę z włoską myślą samorządową i gospodarczą? Załóżmy, że to właśnie te zbożne intencje władzy Chocianowa stoją u podstaw owianego tajemnicą wyjazdu. Ale w jaki sposób i w ogóle jakie Gmina ma odnieść korzyści? Na chłopski rozum biorąc, jedynymi korzyściami mogą być ciekawe focie i frazesy, które niedawno Tomasz K. przywiózł z Karpacza, z radością uczestnicząc w Międzynarodowym Forum Gospodarczym?
– sami możecie sprawdzić, że to napisałem w „Pewnego razu w Italii”.
Skoro nikt nie pyta, to szczerze odpowiem, że w wycieczce uczestniczyli namiestnicy małego Ratusza, ciocia Elżbieta Kowalczuk i prezes dawnego PWK Robert Adamczyk, a skromni są w radości, jakby wstydzili się wyjazdu do włoskiej Gminy, z którą „durna” Rada Miejska uchwaliła, że pragnie zawrzeć porozumienie Chocianowa z Sabaudią (a przecież nie dojeżdża tam żaden pociąg Kolei Dolnośląskich, bo tam jeszcze nie ma komunikacji szynowej).
Poza tym nawet nie chcę myśleć, dlaczego Katulski Adaśko po tak „wypasionej” wycieczce do Italii, chce autokarem dokładnie cały Chocianów zabrać na Jarmark Bożonarodzeniowy do Niemiec ( chłopie, tego żaden autokar nie wytrzyma…)
A poważnie mówiąc, „nadaremne” uruchamianie Rady Miejskiej, żeby uchwaliła fikcję dowodzi, że listek figowy – w zamierzeniach chłoptaków mający przysłaniać wstydliwe części władzy Chocianowa – to tylko następna lokalna pseudo-prawnicza ściema. Parodia!
P.S.:
Na dobrą sprawę, pozostało mi już tylko wymyślenie dedykacji dla Najładniejszej… Mam piękną!
Robert Harenza

























Comments