Nie, nie pomyliliście się! Potwierdzam, że dzisiaj nie mamy niedzieli! Uniżenie informuję, że FAKTY w piątek publikują tekst specjalny z powodu potrzeby wyższego rzędu, tj. co by nie mówić, z faktu czczenia najbardziej bliskiego mi Święta 13 marca!
Z okazji 13 marca sentymentalnie mylę dni. Dzień Sołtysa?
Czy mówiłem już, że “sentymentalizm mnie zgubi”? Nie? W takim razie muszę podkreślić, że niezmiennie w okolicach 13 marca przypominam sobie tę przepowiednię, wyrok, wyrocznię, czy ironię losu, jak zwał tak zwał
– wzruszałem się 12 marca 2023 roku.
Z kolei w marcu 2025 roku, niezmiennie od lat powtarzałem, jak mantrę:
Pozwolą Państwo, że w pierwszej kolejności poza kolejnością… Wręcz identycznie do trzynasto zgłoskowych solówek saksofonu z piosenki powyżej chciałbym złożyć spóźnione, ale niezmiennie szczere i żarliwe życzenia imieninowe. Z okazji “zaprzeszłego” 13 marca “ile kamieni w bruku (…) na tym pustym rynku” życzę tysiąca tuzinów taktów szczęścia, spełnienia pastelowych snów, i dni usłanych płatkami róż, i bliskości zapomnianych dłoni, i trzynastu powtórzeń “dzień dobry” w każdy powszedni dzień, i…
To już jest koniec, możemy iść… Chocianów już po wyborach
Ale jeszcze wcześniej, w 2018 roku o Święcie 13 marca nie pisałem wcale inaczej, niż dzisiaj:
Lepiej poprzestańmy na tym, że mój Czytelnik nie ma bladego pojęcia, że stosując teraz dostępne mi formalne wybiegi słowne piszę tekst, który nie spodoba się nikomu. Już sam jego tytuł (“13 marca 2018”) nic szczególnego nie mówi. Nie jest ani charakterystyczny dla mnie, a jak najbardziej obojętny dla ogółu. Ani dostatecznie spektakularny… (spektakularność zazwyczaj staram się upozorować od razu, na wstępie artykułu – jeszcze zanim komuś mądrzejszemu wpadnie do głowy, że są przynajmniej trzy lepsze sposoby).
Wybaczcie. Zrozumcie. I bez aluzji
Zaledwie rok temu, w marcu 2025 roku również nie potrafiłem powstrzymać się od świątecznych wzruszeń, cokolwiek Czytelnicy w tej chwili będą mieli na myśli…
Jak mi T-Roc miły, właśnie w tym wiosennym momencie nie jestem sobą, bo nawet nie mam sobie za złe, że nie jestem sobą. Jeśli nie wierzycie, że na początku wiosny moje rozkojarzenie sięga zenitu, wystarczy przeczytać to, co napisałem 13 marca 2018 roku o burmistrzu ćwierćwiecza Franciszku Skibickim (promotorze Tomasza K., zresztą toczka w toczkę podobnym do swojego następcy w kwestiach sprawowania władzy…).
I jeszcze to:
Zacznę nietypowo od zwierzeń, jeśli oczywiście “vox populi” pozwoli, co? Oprócz innych wad dysponuję również tą, że w marcu wraca mi prawdziwa radość życia. Co roku w marcu, jak w zegarku! Do dzisiaj ten fenomen tłumaczyłem sobie marcowym Świętem Kobiet, ale przed chwilą doznałem niepowtarzalnego olśnienia! Mój nawrót nastrojów radości, witalności i szczęśliwości tym razem bezspornie wiążę z dniem pewnych imienin – więc ani z wręczaniem klasycznych goździków, kawy i pończoch, jak drzewiej bywało, czy różyczek, lub tulipanów, co w Chocianowie ostatnio “sprywatyzował” Tomasz K., biegając z kwiatkiem za każdą kobietą zważoną na ulicy
– prawdę mówiąc, to dzisiejsze Święto zacząłem czcić już 1 marca, aczkolwiek nie mam pewności (“wierzę jej, czy nie wierzę…”), czy w ogóle solenizantka o tym wie, jeśli za prawdziwe przyjąć lansowane przeze mnie twierdzenie, że ani mój kolega Wikary, ani urzędnicy, ani radni, ani kierownicy jednostek samorządowym, w tym Katulski Adaśko i jego Pańcie RCK manifestacyjnie nie czytają FAKTY Chocianów, brzydząc się już na samą myśl, że mogliby wykonać tak obrzydliwą czynność, jak porównywalnie na przykład pielęgnowanie pacjenta dotkniętego łupieżem Giberta, że nie powiem wręcz osobowością porażoną legendarnym trądem… Ups, nie bójmy się prawdy, bo FAKTY Chocianów są trędowate dla chocianowskiej władzy, cokolwiek by o tym nie mówić.
W takim razie może zacytuję najświeższe FAKTY z 1 marca 2026 roku, żeby nie było, że bardziej przemawia do mnie historia, a nie teraźniejszość, w tym jak najbardziej usłana różami urocza przyszłość:
Jak mi T-Roc miły, czekając na 13-ego marca, jak na Marcowe Idy, niesiony radością nie potrafię opanować się, żeby nawet rzeczy smutne, albo wręcz tragiczne, jak na przykład zachowania chocianowskiej władzy przyjmować z dystansem, wiosennym bezkrytycyzmem, wielkodusznym rozumieniem ludzi miotających się w zaułku kłamstw, draństwa i cwaniactwa. I na dodatek, jakby nigdy nic od rana nucę sobie zupełnie niestosowne do sytuacji piosenki, jak choćby tę…
– Ni krzywizna, ni równina… Jaki powód? Czyja wina? – taka gmina!
W związku z powyższym nie pozostaje nic innego, jak już tylko przejść do aktualizacji życzeń, które – jak na pewno sami zauważyliście – od lat wbrew logice, beznadziejnie szczerze, konsekwentnie, wciąż licząc na jakikolwiek odzew, i nie dbając o to, co plotkarze pomyślą lub powiedzą – składam nieosobiście – fakt, że nieosobiście, ale nieosobiście bynajmniej nie powodu mojej winy.
W tym szczególnym dniu, w “piątek 13-ego”, który w opinii wielu przesądnych ludzi ma ponoć raczej złowróżbną moc – życzę Pani znalezienia jednego, że nie powiem co najmniej tuzina potężniejszych, niż ja, wiernopoddańczych mocarzy czczenia Pani talentu i pasji. Sam Wojaczek mi świadkiem…, że poeta na pewno nie skłamie poecie, tym bardziej w kwestii uczuć, dlatego pozwolę sobie opublikować całą piosenkę uliczną, jak nigdy.
Wojaczek Rafał – Piosenka uliczna
O godzinie porannej
Lecz nie rześkiej jak krzyk
Nowo narodzonego
Tylko mdłej jak konanie
Że idącemu nawet
Odgłos mojej nędzy
Wśród świtających domów
Zdawał się nie powstawać
Choć tak zazwyczaj donośny
I nie było mi zimno
Choć wracałem z czuwania
Odprawiwszy pociągi
Do Ultima Thule
A także podmiejskie
Już nawet nie bolejąc
Nad przymusem powrotu
Do zakisłej rozpaczy
Wynajętego pokoju
Tyle wiedząc że kolej
Ma zawsze ciągłość sezonu
I kiedy tak wracałem
Bez radości wściekłości
Już prawie obojętnie
Przechodząc obok luster
Też obojętnych szyb
I nie mówiąc do siebie
I nie czując parzenia
Opuchniętych stóp
Bowiem wcześniej wypiłem
Niedużą buteleczkę
Taniego kosmetyku
By sprowokować serce
Do żywszego działania
Gwoli pokonania
Tej mojej smutnej drogi
I gdy wszedłem na rynek
I szedłem dalej mimo
Jego architektury
Opiewanej w każdym
Szkolnym podręczniku
Wtedy stało się właśnie
To o czym teraz donieść
Chcę z dbałością o szczegół
Snując pilną litanię
Więc gdy prawie za sobą
Miałem rynek z ratuszem
Do którego umyślnie
Podążają pielgrzymki
Szkolnych wycieczek
Kiedy
Przeszedłem przed wystawą
Magazynu mód męskich
Gdzie za szybą stał Czarny
Zaklęty w manekin
I rządził wszystkimi
Wtedy
Ile kamieni w bruku
– tak właśnie pomyślałem –
Ile kamieni w bruku
Tyle kobiet ujrzałem
Tylu kobiet doznałem
Na pustym rynkuI wszystkie były Panią
we Wrocławiu, 29.04.1969
(swoją drogą niewielu o tym wie, że kiedyś napisałem “Balladę o Rafałku”, którą wraz z Magdą Radwańską (śp.) zagraliśmy na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Moja Ballada nie zdobyła nic w Krakowie, ale w Legnicy – i owszem. W konkursie poetyckim rozpisanym przez wojewódzką wtedy Bibliotekę moja Ballada o Rafałku w wersji “pisanej” wygrała wszelkie możliwe zaszczyty, tzn. byłem nagradzany, jakbym był… poetą).
I “kończąc” te dzisiejsze nieustające życzenia z okazji Święta 13-ego Marca, w ramach prezentu muszę opublikować piosenkę o Jednoznacznej Pani, którą napisałem i skomponowałem jeszcze w tamtym wieku (posłuchajcie sami, jak Chocianów brzmiał kiedyś).
P.S.:
Czytających FAKTY jednocześnie uspakajam, że “wydanie specjalne” w zamyśle nie było pisane zamiast niedzielnego “kazania”. Oczywiście, że pojutrze napiszę standardowe “Słowo na niedzielę”, choć nie powiem, o czym, bo sam jeszcze zastanawiam się, w czyje zgrabne i powabne ramiona popchną mnie emocje (eufemizm). Wiem za to, że na razie nie będzie mowy ani o Seacie Cupra, ani o kontroli doraźnej NIKu, ani o szczegółach sławnej wymiany oświetlenia w Chocianowie, ani nawet braku oświadczeń majątkowych cioci Dziuni… (w ten cieplutki sposób, na własny użytek nazywam Kierowniczkę GK, inż. Elżbietę (Kehle) Kowalczuk…). Do 7 kwietnia mamy post, czyż nie?
W związku z powyższym w/w tematy szczegółowo omówimy dopiero po Świętach Wielkiej Nocy.
Życzę tylko miłych dni!
Robert Harenza




Comments