Cześć! Kochani… dzisiaj nowocześnie i charytatywnie zacznę od… plotki!
Niemniej proszę o jedno. Plisss, nie powtarzajcie tego żadnej z urzędniczek, ani tym bardziej chłoptakom z Lubina, bo zaczną konfabulować, że to “hejterska” plotka jest, na dodatek – jak twierdzą – w ogóle nie czytając FAKTY Chocianów.
W takim razie w sekrecie wyznam, że mój kolega Wikary naprawdę jest cichym wielbicielem Pełnomocniczki ds. Rozwoju, bo zadzwonił do mnie z pytaniem, czy widziałem na fejsie ostatnie zdjęcia ze spotkania “na szczycie” w nowej siedzibie burmistrza (dworzec PKP), na których – chwała Bogu – nie było żony Tomasza K. Szybko dodał, że to dobrze, bo lepiej, by nie kompromitowała się w tym dziwnym (eufemizm) slajdzie towarzystwa pełnego lubińskiego propagandowego miodu połączonego z polityczną goryczką rodzinnej małomiasteczkowej elity.
Z szacunku do kolegi, chcąc “głęboko” wierzyć, że to, co mi powiedział ma jakieś racjonalne i… dyskursywne walory (oczywiście oprócz pełnego tajemniczości zainteresowania istotą pewnej kobiety) prewencyjnie zauważyłem: “Kochany Wikary, ale na spotkaniu dotyczącym transportu publicznego na obszarze Powiatu Polkowickiego nie zauważyłem także ani jednego radnego powiatowego, w tym o miłej aparycji Piotra Wandycza, Członka Zarządu, a nie bardzo się pomylę, jeśli “First Lady” i jego nie tak dawno widziałem publicznie na urzędowym billboardzie”…
“Wiwaja jula…” – ode mnie. Choć w sercu pozostaną tylko inne życzenia, których sam nie usłyszałem
Uff… Koniec plotki! Kochani…, nie wyobrażacie sobie, jak męczące dla mnie jest plotkowanie. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Za to jak z płatka pójdzie mi przekazanie kilku przynajmniej istotnych problemów, które w minionym tygodniu nabrzmiały w Gminie Chocianów do skali, w której mierzy się wyłącznie absurdy. No to, “wio…” – jak mawia każdy woźnica do iPhona.
Jasne, że społeczność gminna nie żyje plotkami o tym, czy przyszła kandydatka na burmistrzynię Katarzyna Kulczyńska i potencjalny kandydat Powiatu Polkowickiego zrobili sobie focie z Tomaszem K. w jego najnowszej siedzibie (stacja PKP) zamiast raz na zawsze rozwiązać problem, którzy sami gminie sprowadzili na głowę. Ludzie mieszkający w okolicznych sołectwach raczej zagryzają wargi z nerwów, że przyszło im żyć w centrum jakiegoś absurdu, bo władza twierdzi, że sukces goni sukces i sukcesem pogania, jest najpiękniej i na bogato (130 mln zł do wydania w 2026 roku).
Niemniej na co dzień borykają się z problemami z dziurawymi drogami, nieświecącymi lampami ulicznymi, itd., itd.
Albo na przykład trudzą się ze zrozumieniem raczej prostych i powszechnie znanych kłamstw chocianow.pl, jak choćby w przypadku potrzeby mieszkańców w kwestii pieczenia pizzy.
Dlaczego akurat w siedzibie Urzędu burmistrza odbywają się nie tylko rodzinne sesje zdjęciowe, jak wyżej, ale także pokazy pieczenia neapolitańskiej pizzy, za co słono zapłaci budżet, tj. konkretnie Regionalne Centrum Kultury pod “dyrekcją” sąsiada burmistrza z osiedla, Katulskiego Adaśka, z dotacji statutowych “na wysokim poziomie” (jak zwykle i nieustająco pozdrawiam niezastąpioną w tym względzie i najdroższą mi klasyczkę…).
Nie zamierzam dzisiaj wydłużać listy absurdów, jakie z powodów schyłkowej nerwowości w Urzędzie powstają w postępie geometrycznym. Skupię się wyłącznie:
Po pierwsze, (primo) – “reorganizacją reorganizacji transportu publicznego”, którą – jak wiecie – z marnym skutkiem reorganizuje Tomasz K. od marca tamtego roku.
Nerwowość w Urzędzie: część druga
Po drugie (primo), reorganizacją głupoty rządzenia Gminą, z którą do czynienia mamy już od 2018 roku – tj. produkcją następnych mrzonek o uruchomieniu “niebawem” (słowo klucz) 4 linii połączeń z Lubinem zanim jeszcze “nowy tabor” został zakupiony, zanim jeszcze prawnie i organizacyjnie załatwiono sprawę przebiegu tras z ościennymi gminami, przez które mają przebiegać, zanim jeszcze zgodę wyraziły instytucje, które czuwają nad bezpieczeństwem ludzi i zasad organizacji transportu zbiorowego, porządkiem administracyjnym, rozkładem kompetencji ustawowo i konstytucyjnie przypisanych poszczególnym szczeblom samorządowym i władzy państwowej. (podkreślenie – moje)
Po trzecie (primo) reorganizacją mocno spaczonego pojęcia demokracji przez “chłoptaków z Lubina”, którzy jak zwykle zamiast po prostu powiedzieć prawdę mają w zwyczaju w myśl lubińskiej propagandy wygadywać pierdoły, nonsensy, ośmieszać się za całkiem ładną miesięczną gażę, oszukiwać opinię publiczną, a nawet porwać się na wynalezienie takiej logiki i systemu wnioskowania, który przeczy zwykłej zasadzie poczytalności. Wszystko po to, by mieszkańcy Chocianowa zaczęli mieć wątpliwości, czy sami nie są wielbłądami, co muszą udowodnić przed urzędnikami aż Trzech Ratuszów – na Ratuszowej, na 3-maja COA, a ostatnio także w prawdziwie burmistrzowskim (#prawdziwyburmistrz) Ratuszu dla wybrańców na dworcu PKP (ul. Kolejowa 49) (podkreślenie – moje)
Po czwarte, primo…

(na uspokojenie emocji, sorry, muszę zrobić sobie relaksującą przerwę, a że tym razem bardziej baletową (taneczną), no cóż, to sprawa piątkowego “wyjazdu” do Opery, który odbył – co mnie dziwi – niezalecanym przez “burmistrza peronu” transportem szynowym, lecz na dmuchanych kołach tradycyjnego autobusu)
Po! …przerwie!
Szanowni Państwo,
w kilku żołnierskich “primach” wyżej opisałem infantylność chocianowskiej władzy, która jak się okazało potrafi błyszczeć i rządzić wyłącznie wtedy, jeśli jest prowadzona i zasilana pieniędzmi przez możnych z województwa, albo jak do niedawna było z partyjno-publicznych środków państwowych. W ten sposób kolej wróciła do Chocianowa (zasługa Zarządu Województwa Dolnośląskiego) czy ścieżki rowerowe albo rewitalizacja okolic PKP i budowa kilku dróżek osiedlowych z uporządkowaniem infrastruktury drogowej na osiedlu Wesoła włącznie (zasługa pisowskiego produktu “Polski Ład”).
Niestety po zakręceniu kurka okazało się, że władza nie radzi sobie z nawet najdrobniejszymi problemami, a właściwie to radzi sobie totalnie źle. Z dnia na dzień pojawiają się urzędnicze absurdy, jak choćby wiadomość o powrocie “żółtków” do Chocianowa.
Niestety zwizualizowane na zdjęciach “robocze” spotkanie w siedzibie burmistrza na peronie (rymuje się z “na tronie”, ale jest to rym przypadkowy i może też być zrozumiany opacznie) pokazało, że “rodzina ćwierćwiecza”, Elżbieta GK Kowalczuk (z domu Kehle) i Tadeusz Kehle jako jedyni z Chocianowa na tym spotkaniu mają nietęgie miny. Why?
Nerwowość w Urzędzie: choć chwalą wypasiony budżet, to “żółtki” nie jeżdżą ulicami Chocianowa!
…dopóki ja i moi sąsiedzi nie mamy czym dojechać do pracy, a gmina zadłuża się w tempie, jakby jutra miało nie być, to ten wasz “wypasiony budżet” nadaje się tylko do jednego. Do podtarcia… łez ze śmiechu.
– w komentarzu do artykułu napisał bardziej poeta, niż lokalny “opozycjonista”, bo w jednym zdaniu – krótkiej wypowiedzi – zawarł aż dwie trafne i urocze metafory, zupełnie jak mój kolega z wojska, który głupocie nigdy się nie kłaniał, a whisky potrafi delektować się, niczym Stachura rosołem.
Z przykrością graniczącą niemal z pewnością muszę uznać, że jednak nie ten komentarz zrobił mrożące wrażenie na twarzach i w głowach chocianowskiego rodzeństwa urzędników, lecz (primo) najnowsza koncepcja, co własnoręcznie napisałem wyżej “o uruchomieniu “niebawem” (słowo klucz) 4 linii połączeń z Lubinem zanim jeszcze “nowy tabor” został zakupiony, zanim jeszcze prawnie i organizacyjnie załatwiono sprawę przebiegu tras z ościennymi gminami, przez które mają przebiegać, zanim jeszcze zgodę wyraziły instytucje, które czuwają nad bezpieczeństwem ludzi i zasad organizacji transportu zbiorowego, porządkiem administracyjnym, rozkładem kompetencji ustawowo i konstytucyjnie przypisanych poszczególnym szczeblom samorządowym i władzy państwowej”.
Tak, że tak… Następna obiecanka – cacanka o tym, że już “niebawem”, już za chwileczkę, już za momencik, luty, marzec, maj z Pankracym zacznie się kręcić sami urzędnicy przyjęli z dość wyraźnie widoczną frustracją nie tylko na twarzach.
Mówcie co chcecie, ale mi najbardziej podoba się pierwsza w historii Chocianowa linia pośpieszna nr 4 – Chocianów – bez zatrzymywania się na wioskach – Lubin Główny. Ekstra! W przypadku tej linii nie ma też konieczności, by Tomasz K. musiał wysyłać Sekretarz Partycję Jugo (wciąż się mylę, bo chodzi o Patrycję, sorry) do wójta Gminy Lubin, żeby ta pertraktowała w duchu dobrej współpracy, w kwestii partycypowania wiejskiej Gminy Lubin w chocianowskim projekcie, co miało miejsce na dwa dni przed omawianym spotkaniem “na peronie”.
Rozumiem, że w myśl zasady, że jeśli czegoś diabeł nie może, wystarczy wysłać kobietę, a ta załatwi temat, o tyle w mojej głowie służbowej już nie mieści się durne otworzenie sobie następnego frontu walki ze społeczeństwem, tym razem sołectw Szklary Dolne i Trzmielów.
Niestety znów górę wzięła klasyka stosowania odwróconych pojęć przez “chłoptaków z Lubina”, co by nie mówić, najczystsza frakcja głupoty, którą zasilane są umysły od kiedy mam nieprzyjemność znać tę ekipę fachowców. Powtórzę może, co napisałem wyżej:
…jak zwykle zamiast po prostu powiedzieć prawdę mają w zwyczaju w myśl lubińskiej propagandy wygadywać pierdoły, nonsensy, ośmieszać się za całkiem ładną miesięczną gażę, oszukiwać opinię publiczną, a nawet porwać się na wynalezieni takiej logiki i systemu wnioskowania, który przeczy zwykłej zasadzie poczytalności. Wszystko po to, by mieszkańcy Chocianowa zaczęli mieć wątpliwości, czy sami nie są wielbłądami, co muszą udowodnić przed urzędnikami aż Trzech Ratuszów – na Ratuszowej, na 3-maja COA, a ostatnio także w prawdziwie burmistrzowskim (#prawdziwyburmistrz) Ratuszu dla wybrańców na dworcu PKP (ul. Kolejowa 49)
Naprawdę wystarczyło powiedzieć, że Gminy nie stać na 5 linię przez Szklary Dolne z powodów organizacyjno-finansowych, niestety… wyszło jak zawsze.
Sami widzicie, że nie ma się z czego cieszyć, jeśli ekipa fachowców jeden skandal próbuje gasić następnym skandalem, co zresztą stosuje jako formułę także w spłacaniu długów za pomocą następnych kredytów. No to, „wio”! ….- jak mawia baba do obrazu.

Jak mi T-Roc miły, nie zasnąłbym dzisiaj (ani jutro, ani pojutrze, tym bardziej jak mam w zwyczaju od nieskończoności po nieskończoność…), gdybym na zakończenie nie nawiązał do plotki mojego kolegi Wikarego, nomen omen na kanwie której w ogóle powstał ten tekst. To prawda, że powiat Ciupaka – tym razem polkowicki, bo kiedyś był powiat lubiński w przypadku Kulczyńskiego – szykuje dla Chocianowa kandydata na burmistrza w postaci Piotra Wandycza, dlatego nie znalazło się krzesełko dla niego na spotkaniu “na peronie”, aczkolwiek przez ostatnie kilka lat ten był najbliższym współpracownikiem Tomasza K. i – zresztą – jego żony, także szykowanej przez innych na kandydatkę na Tomasza K. bis.
Cześć. Kochani…
– jeśli jeszcze nie zauważyliście, to podpowiem, że od początku artykułu przedrzeźniam formułę, która skrzypi i rzęzi jak kiedyś za moich młodzieńczych czasach mocno zdarty longplay na tanecznych prywatkach w MOKu. Dlatego zresztą na spotkanie z okazji nowej reorganizacji transportu nie zaproszono człowieka, który sam sobą nic nie reprezentuje, za to pilnie wykonuje polecenia powiatowych instytucji, dzięki którym – teoretycznie – może uzyskać korzyści własne. Stąd zresztą nie dziwi obcesowe zachowanie kolegi Tomasza K. m.in. w sprawie transportu.
W takim razie zwierzę się, co mój kolega Wikary (poza protokołem) powiedział mi przez telefon a propos nieobecności na zdjęciach Katarzyny Kulczyńskiej, Pełnomocniczki ds. Rozwoju Gminy:
(…) jak widać można pomagać bez rozgłosu i reklamy własnej osoby, czego nie potrafi Piotr Wandycz. Przecież on jako strażak nie potrafił zareagować od razu, tylko po czasie jak jemu palcem pokazał Ciupak i uruchomił wszystkie swoje instytucje: Zespół Szkół, PCPR czy PUP. Nawet imprezę w szkole zrobili w takich godzinach, żeby można było spędzić uczniów na halę i zrobić zdjęcia – bo o to tylko chodzi a nie o pomaganie. Zamiast przyłączyć się do akcji Bujaka, postanowili na pogorzelcach robić sobie reklamę. Już raz Lubin nam wybierał burmistrza i źle się to skończyło, teraz Polkowice chcą zrobić powtórkę… Warto żeby nikt nam kandydata nie wybierał, bo mamy swojego.
Szanowna Publiko,
nie pozostaje mi nic innego, jak wyłącznie to, żeby w formie dedykacji stwierdzić, że Wielkie “podzielenie” w ekipie fachowców Chocianowa w zaprzeszłym tygodniu osiągnęło na pewno bezdyskusyjne apogeum (eufemizm). W związku z powyższym wyjątkowo uzasadnione jest, żebym już puścił utwór Janusza Yaniny, który – o ile pamiętam – śpiewał to w chocianowskim Parku na evencie “na niskim poziomie” pt. Majówka z Chokiem, zresztą dzięki Krystynie Kozołup, wrażliwej jeszcze wtedy na niuanse ówczesnej Pani dyrektor ChOKu.
Robert Harenza






































Comments